Re: Wandystan: Wandea Ludu

From: Prezerwatyw Tradycja Radziecki <ks.radetzky_usunto_at_gmail.com>
Date: Fri, 1 Jun 2012 04:18:02 +0200


Czołem Pupka!

> Dobre sobie. „Nie róbmy tylko po twojemu, a ja już wymyślę jak to zrobić
> lepiej. Nie wiem jeszcze jak, ale na pewno będzie zajebiście, zobaczycie!”

Nie trolluj. Staram się rzeczowo dyskutować. Nie chodzi o Ciebie i nie chodzi o mnie. Nie mówię, że takie czy inne wyjście będzie automatycznie zajebiste czy dupne. Mówiłem o tym, że mogliśmy wytyczyć sobie różne kierunki i różne drogi w ramach tych kierunków. Jasnym jest, że jeżeli wybralibyśmy niepodległość - to trzeba byłoby (wspólnie) wytyczyć jakąś ścieżkę odbudowy i działać wg. tego planu. Nie byłaby to na pewno droga usłana płatkami róż.

Ale chodzi mi też o to, że zjednoczenie też nie jest taką drogą - nie możemy tak sobie po prostu spocząć na laurach. Ta droga też wymaga wysiłku i mimo że może dać nam dodatkowy potencjał, to mamy też dodatkowe ryzyko (obok mniej prawdopodobnego wyginięcia pojawia się za to wymieranie kultury i specyfiki). Nie mówię, że zjednoczenie jest w kategorii absolutnej gorsze czy bardziej ryzykowne od niepodległości. Myślę, że i tu, i tu dalibyśmy/damy sobie radę, jeżeli wytyczymy sobie właściwą ścieżkę, co do której się zgodzimy i będziemy nią kroczyć wspólnie.

> Bo bardziej przystaje do niej rola czteroosobowej, wypalonej resztki po
> państwie? Jasne, że działanie pasożytnicze (czy może raczej symbio-
> tyczne) niesie ze sobą dużo mniej splendoru, niż samodzielne wyrasta-
> nie ponad chmury, ale imho na to drugie i tak nie mieliśmy już za bar-
> dzo widoków.

A ponoć to ja twierdzę, że Wandystan ma tylko Jedyną Słuszną Drogę (tm) przed sobą. Jak wyżej - uważam, że dalibyśmy sobie tak czy inaczej radę. Skoro już jednak idziemy drogą zjednoczenia, to jednak postarajmy się zachować tą godność i odrębność.

> Rozmawiałem z *każdym* aktywnym prywatnie, z większością realnie.
> Czego Lud oczekuje i na jakie warunki się godzi, wiedziałem. Wynegocjo-
> wałem mniej, ale spodziewałem się że jest to dolna granica akceptowal-
> ności. Nie pomyliłem się zresztą, co widać po wynikach głosowania.

Ja bym patrzył raczej na dyskusje niż na wynik głosowania. Nikt - łącznie ze mną, chyba najbardziej sceptycznym - nie chciał się rozkładać rejtanem, to prawda - ale sceptycyzm wobec traktatu był u większości, może poza Grigorijem. Zarówno Bonawentura, jak i Perun oddając głosy jasno mówili o chujowości rozwiązania.

> Owszem, z paroma osobami tak się konsultowałem. Z tym że pytałem
> o zdanie tych, którzy jakąkolwiek smykałkę do prawa i do lawirowania
> między kruczkami (w dodatku w sarmackiej specyfice) mają, a więc chy-
> ba jasne że nie was? Z całym szacunkiem, ale mając o swoim talencie
> do obcowania z paragrafami jak najniższe mniemanie, akurat waszych
> nie stawiam ani o cal wyżej.

Ziew. Musicie za niemal każdym razem wyjeżdżać z osobistymi wycieczkami? Nie żebym nie mógł tego dalej ignorować, ale zależy mi jednak, aby Mandragor się w ten sposób nie ośmieszał. No i łatwiej byłoby budować rzeczową współpracę.

Jak konsultowaliście, to czemu narzekacie, że was na kruczkach mogli wyślizgać? Dość niemęska asekuracja się z tego zrobiła, w stylu "jak coś to przecież ostrzegałem że się nie znam". Albo bierzcie to na klatę, albo się zrzucajcie odpowiedzialność na ekspertów. Zresztą - to znów bzdura o którą nie powinniśmy się spierać. Traktat jaki jest każdy widzi, ważna będzie praktyka i mała konstytucja, a nie paragrafy traktatu.

> Z całą pewnością nie *byle* trupem! Byliśmy po pierwsze trupem zna-
> mienitym, trupem o wielkiej przeszłości, a po drugie trupem, który umie-
> rał przede wszystkim z wypalenia (brak ludzi też swoje dołożył, ale nie
> on był śmiertelny). Kolejne zrywy wysokiej aktywności kończące się
> równie nagle jak się zaczęły potwierdzają tę tezę. Dlatego zależało mi
> na nowym otwarciu − postawieniu Mandragoratu wobec nowej sytuacji,
> nowych wyzwań, nowych problemów.

Owszem - zgodzę się, że kolejne zrywy nie były nowym otwarciem. Uważam jednak, że można było to nowe otwarcie zrobić i bez zjednoczenia. Teraz to już jednak nie ważne. Zjednoczenie jest faktem, kierunek wybrany i póki co nie ma opcji na zwrot w tył. Możemy jednak wybrać sobie konkretną drogę - i o tym powinniśmy teraz dyskutować.

> Krytykuję, bo nie postulowałeś NAWET tego rozwiązania. Nie uważam
> zresztą że twój niby-nowy model nie byłby do przyjęcia − po prostu to nie
> było żadne wyjście z sytuacji w której się znaleźliśmy.

No tak. NAWET tego rozwiązania nie postulowałem. Postulowałem inne, mniej radykalne, zgodne z wandejską tradycją. Straszne!

W ogóle nie wiem czemu tak na mnie naskakujesz. Krytykujesz moje propozycje, że nie miały charakteru panaceum na wszystkie wandejskie dolegliwości? Ale nigdy nie twierdziłem, że taki charakter mają. W mikronacyjnej rzeczywistości jeszcze chyba nie było projektu, który byłby takim cudownym rozwiązaniem. Jedynym panaceum na nasze bolączki byłby nagły wzrost aktywności, kreatywności i zaangażowania wszystkich wandejczyków i/lub napływ kilku nowych aktywnych obywateli. Ale tego nikt (poza Duchem Świeckim) nie mógł i nie może zagwarantować.

Przedstawiałem swój projekt jako coś - w mojej opinii - interesującego, co potencjalnie mogłoby być może przyciągnąć parę osób a w dotychczasowe tchnąć jakiś nowy duch. Nie gwarantuję, że tak by było - i gremialny olew na mój projekt wskazuje, że raczej większości takie wyjście nie przypadłoby do gustu. Ok, ja się nie obrażam, ale też nie zmieniam zdania, że taki Wandystan by mi się najbardziej podobał. Nie sądzę zresztą, żeby był wiele gorszy niż obecny model (abstrahując tu od stanu aktywności i zaangażowania, mówiąc o samym modelu teoretycznym).

> W pewnym sensie, takie plenum już trwa. Repatriantów staram się po ka-
> wałku ściągać. Jak mówiłem, mam ciężkie momenty realowe, więc moje
> działania są spowolnione, ale niebawem powinniśmy ruszyć z organizowa-
> niem się w nowej przestrzeni.

Z niecierpliwością czekam na dyskurs nad małą konstytucją, która tak naprawdę ustali zakres naszej faktycznej autonomii.

> Czasy się zmieniają, ludzie leniwieją.

Ano. A w Sarmacji tak wygodnie, pluszowe fotele zamiast twardych oparć krzeseł w Churale. Ja to rozumiem, artetyzm i mnie dopada, ale do Chuja Wandy, niech się ruszą te malowane wandusy, gdy Ojczyzna ich potrzebuje...

-- 
☭ PTR
Received on Thu 31 May 2012 - 19:18:24 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:30 CET