> W moim mniemaniu, to nie są
> żadne micronations. To są realowe inicjatywy, które ja bym je raczej
> wrzucał do worka z takimi akcjami, jak wykradanie z ogródków krasnali
> ogrodowych.
Z tym że micronations w założeniu SĄ realowymi inicjatywami. Micronations nie równają się mikronacjom w polskim rozumieniu. Termin jest bardzo szeroki - stąd wg. definicji micronations do tego zbioru można by zaliczyć polskie Księstwo Łeba (akcja promocyjna tegoż miasta) czy Republika Ściborską - indiańsko-ekologiczno-wegetariański półkomercyjny (organizują kolonie, wyjazdy i takie tam) twór na Mazurach. Polskie mikronacje zaliczają się do micronations, ale większość micronations nie zmieściłoby się w definicji mikronacji.
> Ja myślę, że to padłu długo wcześniej. Czy ktoś nie wspominał, że to
> było jednoosobowe państwo?
Jak pamiętam, trzy. Ale w stylu Leblandii - same strony, bez miejsc publicznych i aktywności wewnętrznej.
> Bo Polacy zaangażowani w mikronacje to zazwyczaj patafiany językowe.
> Trzeba znać języki, aby nawiązywać kontakt i wchodzić w interakcje.
> No, chyba że zakładamy, że język znać musi wyłącznie KLZ, aby se coś
> tam popieprzył do swojego odpowiednika z obcojęzycznej mikro. Czy przy
> OPM nie ma przypadkiem działu anglojęzycznego?
Jest, nawet przyjechał do nas Cesarz Reunionu - fajnie się z nim gadało, a wszyscy byli podnieceni że głowa taaaakiego państwa (mają kilkuset *aktywnych* obywateli jak pamiętam) uważa nas godnych do rozmów ;-)
-- ☭ PTRReceived on Fri 13 May 2011 - 15:43:14 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:30 CET