Re: Wandystan: [ChL] Debata o siostrpaństwach

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Sat, 30 Apr 2011 19:35:43 +0200


W dniu 30 kwietnia 2011 19:04 użytkownik Talerz de Tocqueville <porcelanowyksiaze_usunto_at_gmail.com> napisał:

> No cóż, nie ma co jednak ukrywać że w Winktown objęcie stołka jest raczej
> kojarzone z tym że kandydat naobiecuje i nic z postulatów nie zrobi.

Trudno jest mi się do tego jakkolwiek ustosunkować :)

> Władza
> nic nie robi dla zasady (tak jest od wielu kadencji, nie ukrywam że też
> brałem w tym udział), a rozwojem Winktown zajmują się przede wszystkim
> zwykli obywatele kraju :)

I to, że mieszkańcy sami się organizują, jest fajowe.

> Brakuje w WT jednak wykształconej kadry mikronacjonalistów, bo wiele osób
> lubi nasze małe państewko, a nie za bardzo ich interesuje to co się dzieje w
> v-świecie bo zwykle gówno się dzieje.

Tak być powinno. Kraj winien żyć sam i mieć własne, niepowtarzalne i zajebiste życie, i to do tego stopnia, że bywalcy innych krajów będą napływać, zauroczeni tą aktywnością!

> Otóż to, tego mi brakowało we współpracy sióstrpaństw. Bo była niestety ta
> współpraca fikcyjna.

Dokładnie! O ile pamiętam, w Wandystanie panował trend, że władza ludowa (jedne, dwa osobniki) podejmuje jakieś decyzje, bawi się w reprezentowanie kraju za granicą, zawiera traktaty, negocjuje itd., ale w sumie specjalnie o tym naród nie informuje. Ktoś, kto sam się nie postał znaleźć pośród tych działań, bądź też mimo starań nie był uznany za kogoś wartego wtajemniczenia przez władzę, gówno wiedział. I tak, jak sami możecie poczytać, niektórzy Wandejczycy w ogóle nie mają pojęcia co to Winktown, a być może nawet nie wiedzą, że to siostrpaństwo. Tymczasem u Was, to Wy chyba olewacie ciepłym moczem traktaty i papierki, chcecie zaś widzieć konkretną osobę, która dyskutując wykaże się klimatycznie, intelektualnie i rozrywkowo czymś pociągającym. Chcąc nie chcąc musi być interakcja bezpośrednia. Dotychczasowe próby jakoś się nie powiodły. A mimo chęci, to przecie większość nastawionych na mikronacje mieszkańców WT i tak poszła się bawić do Sarmacji, a nie do Wandystanu, mimo całego tego pieprzenia o siostrpaństwie. Nawet sam Gofer ponoć bywał w Sarmacji i prowadził jakieś biznesy w systemie gospodarczym.

> Ani w Winktown, ani w Morvanie czy Wandystanie nie
> działo się specjalnie nic co budowałoby świadomość znajdowania się w takim,
> a nie innym sojuszu. Każdy robił to co uznawał za słuszne i nie za bardzo
> się przejmował innymi.
> Takie działanie o jakim pisze towarzysz skutecznie może ZBUDOWAĆ więzi
> pomiędzy siostrpaństwami

W pewnym sensie jest to chyba coś, co w takich mikronacjach, jak Dreamland, Scholandia czy Sarmacja uznawane było swego czasu za istotną część działalności państwowej. Sęk w tym, że u nas pozostawały stare wilki, którym już dawno się to wszystko przejadło. Ktoś musiałby iść, poznawać nową mikronację, tworzyć www, sprawdzać maile i odpowiadać, pracować. A z tym jest problem. Stare wilki często to nie tylko znudzeni i wypaleni działacze mikronacyjni, to już często stare chłopy, co to czasu nie mają na siedzenie przed kompem. Chyba że są uzależnieni, albo w pracy i tak siedzą przed kompem.

>> Hmmm... Całkiem możliwe, ale nie mam pojęcia czemu on się zarzeka że w

> Czwórce (dla niewtajemniczonych - miejscowy burdel w Winktown) nie był.
> Gdzieście go capnęli?

Bynajmniej w burdelu nie byłem. Ale kogoś dane mi było napastować zupełnie spontanicznie! O ile dobrze pamiętam, wynikało to wprost z idei homo-komunisty, którą to rolę odgrywałem i właściwie nic się nie wydarzyło, ale samo odwołanie do homo wzbudziło taki przestrach, że gość uciekł z tematu i chyba mnie unikał.

-- 
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Sat 30 Apr 2011 - 10:35:45 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET