Re: Wandystan: [ChL] Debata o siostrpaństwach

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Sat, 30 Apr 2011 19:10:21 +0200


W dniu 30 kwietnia 2011 17:06 użytkownik Prezerwatyw Tradycja Radziecki <ks.radetzky_usunto_at_gmail.com> napisał:

> W sumie rozwiązanie o wiele lepsze, lepiej stwierdzić ustanie traktatu
> niż go wypowiadać. Nie wiem tylko co na ten temat mówi konstytucja.

No to nie ma co odkładać na później, zacznijmy przygotowywać treść uchwały, ewentualnie towarzysz jeszcze rzuci okiem w konstytucję.

> Cóż, to jest decyzja państw siostrzanych,

Ależ oczywiście.

> Wandystan z pewnością udzieli wszelkiej wymaganej pomocy.

Idea rzucona przeze mnie to tylko szkic zarysu streszczenia. Nie wnikam w szczegóły, raczej moją intencją było zapłodnienie. A co z tego wyrośnie, to nikt nie wie. Oczywiście, to nie jest "nasza" sprawa, niemniej jednak myślę, że to fajnie jest, fajnie dla Morvanu, mieć możliwość spakowania Morvanu w kartony i odłożenia ich na półkę w Wandystanie, jeżeli ten wciąż oddycha i jedzie do przodu. Być może za jakiś czas Morvan zostanie rozpakowany.

> Z dyskusji
> wewnętrznych mogę powiedzieć, że WRM ma zamiar utrzymać swój własny
> serwer -

Cieszę się, że tow. prezydent ma dobry kontakt z tow. O`Rhadą! :D

> ??? Skąd macie takie dane?

Z doświadczenia.

> Jeżeli chodzi o aktywność to ani nie są
> (bardzo) mocni, ani bardzo prężni, ani bardzo stabilni.

A ja się nie zgodzę i zostanę przy swoim.

> Forum mają
> aktywne, to fakt - ale dużo z tego co mają to taka typowa aktywność
> spamowa

To jest Wasza ocena. Ja nawet nie śmiem pomyśleć o tym, aby klasyfikować treść mikronacjowania jako spam i merytorykę, akcentując, jacy to my sami niby jesteśmy zajebiści. Każda mikronacja uprawia się sama, po swojemu i nie wolno nam różnic kulturowych opisywać jako spam.

> - która owszem, liczy się, ale IMHO mniej niż nasza,
> merytoryczna. A i ta spamowa jest różna, wcale nie jest tak, że mają
> kilkadziesiąt/kilkaset postów dziennie. Więc - mocno przesadzacie.

Nie jest istotne, czy tych postów jest pięć, czy milion dziennie, chodzi o to, że on są i wciąż są i nie mają końca, zaś mieszkańcy nieustannie działają i mają się dobrze, bawi ich to i czują się z tym wyśmienicie. Morvan padł, Wandystan padał, WT zaś w ogóle nie miał takich problemów. Co więcej! Jak widzicie wyraźnie, istnieje tam dynamiczna scena polityczna. Są, jak mówi nasz dobry przyjaciel, dwie opozycyjne frakcje, zaś temperatura życia politycznego jest wysoka: oskarżenia, wykluczenia, próby powrotu tych wykluczonych itd. Wandystan nigdy od początku istnienia nie miał aż tak bogatego życia politycznego, a te całe pieprzenie o różnorodności partii to sranie, bo wszystko do siebie było podobne i nigdy nie zarysowała się wyraźna dychotomia, nie mówiąc o bardziej liczniejszych podziałach.

> To samo dotyczy "patrzenia z góry". Przyznam, że nigdy nie spotkałem
> się z winkową arogancją...

Nigdy nie pisałem o arogancji, towarzyszu, ani "patrzenia z góry" w takim sensie, jaki Wy tutaj imputujecie. Kto jak kto, ale Winkowie, przynajmniej Ci, jakich mnie było dane poznać, to poważni, bystrzy i towarzyscy ludzie, o wyższym współczynniku towarzyskości i kultury, niż Wandejczycy. Nie pozwolą, abyście poczuli się traktowani w sposób arogancki, po prostu z politowaniem dadzą Wam cukierka i zajmą się czymś innym, co jest dla nich bardziej konstruktywne. W WT liczy się każda dyskusja i kontakty interpersonalne na co dzień. Tam nikt nie trawi jakiś fasadowych oświadczeń o miłości dwojga narodów publikowanych w broszurach komisariatów d/s zagranicznych. Przychodzisz, jesteś, rozmawiasz, tworzysz, współdziałasz, żyjesz. Trudno oczekiwać, aby traktowano Wandystan poważnie, skoro Wandejczycy pojawiali się tam od święta, a jako że były to pojedyncze jednostki, to średnia na temat Wandystanu wyciągnięta na podstawie rozmów i działań tychże, jest ani reprezentatywna, ani nawet chyba sympatyczna, z tego co wynika ze słów Talerza.

> przynajmniej w stosunku do zagranicy.
> Pamiętajmy, że mimo wszystko, to Winktown jest "przybyszem z
> zewnątrz", do świata mikronacji, bo powstawało jako zwykłe offtopowe
> forum dyskusyjne o wszystkim, które z czasem przyjęło charakter
> mikronacyjny.

A kogóż to obchodzi? Coś to zmienia? Chcecie uprawiać jakiś nazizm i wskazywać, że niebieskoocy blondyni z Dreamlandu to prawdziwi mikronacjodziałącze, zaś reszta to tacy przyszywani? Nie bawcie się w Leblandię. Mikronacja to to, co się za mikronację uważa i co wchodzi w interakcje z innymi mikronacjami. Wandystan zawsze stawiał na indywidualność, a nie powielanie schematu dreamlandzko-scholandzko-sarmackiego. To zajebiście, że są ludzie, którzy tworzą coś innego, coś mającego własny klimat, własne zasady i nie zamierzają się w tym względzie uginać pod dyktat kolesi, którzy w tej piaskownicy siedzą dłużej. Chcemy się z nimi bawić, to musimy zrozumieć i zaakceptować te różnice, wejść w ich klimat, a nie wymagać, aby dostosowywali się do naszego. Sami chcieliście mieć kraj wyróżniający się od innych czymś niepowtarzalnym a teraz dzielicie świat mikronacji na zawierający jakieś właściwe mikronacyjne klimaty i jakieś chujowe śmieci. Dajcież spokój, towarzyszu prezydencie.

> Bo ja wiem... ja pamiętam bank winkowy w ramach Mikronacyjnej Unii
> Walutowej. Sam bank działał, ale unia nie ruszyła - bo członkowie się
> ostatecznie nie zdecydowali na ruszenie. Więc czy dupa na całej linii?
> nie wydaje mi się.

Ach, być może. Akurat w pewnym momencie sam znikłem z mikronacji, kompletnie nie kojarzę Unii Walutowej, więc może mam tutaj już nieaktualne dane. Pamiętam tylko, że w wandejskiej ambasadzie Winkowie coraz bardziej złośliwie dopytywali się o ten bank a ponieważ od nas nie padały żadne informacje, ewentualnie sugestie, aby sobie poszli pogadać na privie z tym, kto im coś obiecywał, to robiło się coraz bardziej posępnie. Oczywiście, bez jakiś wyzwisk, bo to nie Khand w Scholandii, ani Wandystan.

> Skąd taka uległa postawa?

Ech, monarchofaszysto! Jaka uległa! Jaka uległa do jasnej cholery! Mówię o tym, że trzeba zająć odpowiednią postawę, dobrać właściwe argumenty i słowa. Inaczej, zrobić to sensownie i z większą powagą i rozwagą, aniżeli byśmy szli do jakiegoś innego kraju ze wschodniej części mapy.

> Wydaje mi się jednak, że to my jesteśmy
> aktualnie w pozycji siły (szczególnie przy ostatnim odrodzeniu
> aktywnościowym)

Towarzysz przecenia ostatni skok maili. Wciąż nie mamy życia politycznego, ani kulturalnego. Wciąż nie mamy tłumów dobijających się o obywatelstwo. Wciąż nie mamy wielu awantur, zadym, spisków i wrzących dyskusji w Churale. To, że wrócił tow. Ciupak, to, że i ja się nawet odświeżyłem, jak i to, że niedawno poleciało ze sto maili w jeden dzień, to jest fajne, to dobrze wróży, ale to nic nie znaczy. Zamiast walić konia przed lustrem z byle powodu, idźmy dalej do przodu na spokojnie, acz metodycznie i stopniowo wydobywajmy więcej obszarów życia z niebytu. I to musi hulać stabilnie, trwale, aby cokolwiek mówić o jakimś odrodzeniu.

> - ale tak czy inaczej chcę prowadzić rozmowy na
> zasadzie równorzędnego partnerstwa,

No a o czym innym? Wandystan nie powinien w ogóle rozważać czegokolwiek innego, niż równorzędne partnerstwo, chyba że mówimy o dominującej pozycji i wprowadzaniu rewolucji w innym kraju, ale to co innego.

--
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Sat 30 Apr 2011 - 10:10:29 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET