> Tę panią intensywnie polecał świeckiej pamięci Lord Darth Kanzler, ja
> jakoś jeszcze nic jej w ręku nie miałem... Warto w ogóle sięgać?
Cóż, zależy czego się oczekuje. Faktycznie, książki w kanzlerowym stylu (co prawda nie ma wampirów, są za to anioły w nieco podobnie niekanonicznym ujęciu), ale jako rozrywkowe fantasy mi się podobało. Może poza dość płytką sferą miłosną, która musiała się pojawić, ale nie przejmujcie się, nie przeszkadza w zabawie dość interesująco napisaną "nawalanką". Mnie ujęła niebiańska polityka :-P Generalnie - Siewcę wiatru mogę polecić, ale jeżeli się bardzo nie spodoba, to po zbieracza burz nie ma co sięgać.
> Gracza nie czytałem i nawet nie mam na półce. Z kontekstu wnioskuję,
> że jakaś totalna depresja?
Pokrótce (i pewnie niezbyt dokładnie, sam dobrze nie pamiętam bo
czytałem na początku liceum) - nałogowy hazardzista zmaga się z
nałogiem a także niczym Wokulski z równie nałogową miłością do swojej
femme fatale. Jak wspomniałem - pasowało do mojego emo okresu (noo,
może nie całkiem emo, nie nosiłem czarnego makijażu, raczej chodziło o
depresyjną romantyczność :P)
teraz pewnie już by mi się nie podobało. Pamiętam (?) jakąś
kulminację, kiedy po tym jak wspomniana femme straciła wszystko, nasz
szlachetny hazardzista, który rzucił już (dla niej? nie pamiętam)
hazard, postanowił "wrócić do gry" i odzyskał jej majątek, ale nie
pamiętam jakie było konkretne zakończenie...
A, pięknie pokazani są tam Polacy, a raczej "Polaczki" - jako cwaniaki i oszuści, z jednej strony pokorni i usłużni, a z drugiej strony myślą tylko jak wyciągnąć od kogoś kasę :P O ile wiem, to się powtarza w kilku książkach Dostoja.
> Prestuplenije i nakazanije czytałem parę razy,
> zanim jeszcze szkoła mnie do odświeżenia zobligowała i też bardzo lubię,
> ale jednak to Biesy każdemu bym polecił. Tyle że nie jest to literatura do
> szybkiego przeczytania; ja zazwyczaj książki łykam, a tę czytałem wyją-
> tkowo długo. Zresztą w ogóle Dostojewski jest trudny w odbiorze, Braci
> Karamazow ze trzy razy zaczynałem czytać od początku i zawsze po mo-
> wie starca Zosimy odkładałem z wyczerpania.
A widzisz, ja tak podchodziłem z kilka razy do Lorda Jima i do tej pory nie przebrnąłem przez początek. A np. Jądro ciemności przeczytałem bardzo przyjemnie i szybko.
> Ubika czytałem w wakacje, Rzeźnię dopiero co. I wielkich podobieństw
> nie zauważyłem, prawdę mówiąc. Styl opowiadania historii zupełnie inny,
> w Ubiku dość klasyczny (przy całej nieklasyczności tematu), w Rzeźni
> poszatkowany postmodernistycznie i podany z tÄ… paskudnÄ…, cynicznÄ…
> ironią, mimo antyamerykańskiego wydźwięku, obrzydliwie amerykańską.
> Nie podobała mi się Rzeźnia za bardzo. Vonneguta już bardziej Śniadanie
> mistrzów trawię, chociaż w ogóle nie przepadam.
Bo ja wiem... Mnie się Rzeźnia podobała. Inną książką z którą mi się kojarzy to równie amerykański Ptasiek ;-)
-- ☠PTRReceived on Thu 14 Apr 2011 - 04:40:08 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET