Wizja całościowa składa się m.in. z pierdułek ;-) no ale zobaczymy co da się zrobić.
A akurat mówiąc o klonie raczej nie miałem na myśli badanie tylko technikaliów (choć również), ale także ewentualne zbadanie reakcji obywateli na imigrantów. To byłoby jednak nieco zbyt czytelne - nie wiem na ile jeszcze potrafiłbym udawać kogoś, kto ma małą wiedzę o mikronacjach :P
> Jak co?
No właśnie.
A na serio - WPW, czyli Wspólnota Paktu Wiedeńskiego to organizacja która powstała bodajże w sierpniu 2007 r., założona przez kilka państw (m.in. Austro-Węgry, Surmenię) które wstąpiły z OPM w ramach protestu przeciwko instytucji członków stałych. Oczywiście cała inicjatywa była wtedy nieco bezsensowna, bo samo OPM, choć powoli, brało się właśnie za ten temat i ostatecznie członków stałych zniesiono. WPW, które startowało jako uczciwa alternatywa dla OPM okazało się jednak wielkim nic i twórcy po pewnym czasie zarzucili pomysł i wrócili do OPM.
> No, i to jest przynajmniej konkretna odpowiedź. A nie pytałem po próż-
> nicy zupełnie; ostatnio kilka delegacji sondowało mnie jako KLSZ, na
> ile bylibyśmy skłonni wejść do jakiegoś nowego, hipotetycznego tworu.
Cóż, w mojej opinii nie ma przesłanek pozwalających sądzić, że nowa organizacja byłaby pozbawiona ograniczeń i błędów starej. To już lepiej użerać się z tą starą, niż robić dokładnie to samo w nowej, przy której dodatkowo szanse niewypału są bardzo duże...
> Prawdę mówiąc ja widzę zależność taką, że im więcej mieszkańców,
> tym większa aktywność, a niekoniecznie w drugą stronę to działa.
W sensie - im mniej mieszkańców to aktywność również większa?
> Jeśli nowemu prezydentowi udałoby się wyciągnąć aktywność na
> przyzwoity poziom, to jakoś bym na to że nas mało nie narzekał
> za bardzo.
My zrobimy!
> Były czasy kiedy synergia działała i korzyści były obopólne. Wydaje mi
> się że dla ludzi inteligentnych mamy bądź co bądź atrakcyjniejszą
> ofertę niż Sarmacja z jej kiczem made in Nadzieja (z całym rispektem
> do kupy wysiłku, który w produkowanie tego kiczu wkładają, ale to co
> powstaje to jednak jest inna kategoria wagowa niż kultura wandejska),
> co pozwala ufać że coś się jednak wydrenuje, a przy sprzężonej prze-
> strzeni publicznej (w opcji maksimum widzę komentowanie z własnym
> ID po obu stronach granicy i jakoś zalinkowane też nowości z LDMW/
> /FCKS u obu stron), działałoby to pozytywnie na aktywność obu stron.
Bo ja wiem... Ale nie mówię nie z góry, postaramy się z tej synergii coś wykrzesać. Dobrze byłoby, żeby ta współpraca była naprawdę aktywna, dotycząca obywateli, a nie tylko jakieś tam rozmowy na gg wśród wierchuszki. Pierwszym krokiem byłoby powołanie sobie wzajemnie aktywnych ambasadorów - i po tym m.in. ocenienie, na ile im zależy na takiej współpracy. Jak dadzą jakiegoś pajaca albo ambasadora-cienia - to kiepsko tą synergię widzę...
> Podejrzewam, że odpowiedź strony ekorzyńskiej brzmiałaby "wszystko
> zależy od tego, czym zainteresowany będzie Wandystan" ;)
Cóż, to jest właśnie dyplomacja, nie rzuca się kart na stół :-P A na serio - jak wspomniałem, sam nie jestem w żadnym stopniu znawcą Dreamlandu, zaglądam tam b. rzadko, więc tutaj będę musiał oprzeć się na jakimś specjaliście od polityki zagranicznej, który ma szerszą znajomość tego państwa. Jak tylko zostanę prezydentem zamówię dreamlandzkie dossier z archiwów SB :-P
> A właśnie. Co z siostrami robić chcemy? Co z siostrami martwymi – pod-
> trzymujemy więzy z trupami, czy uznajemy za martwe i odpuszczamy
> choćby namiastkowe pilnowanie interesów WRM i WRE?
Sytuacja z oboma państwami jest jasna - upadły, WRM pozostały jeszcze strony, ale na reaktywację trudno liczyć. Tak więc - niestety - trzeba sprawę rozwiązać. Swoją drogą, swego czasu byłem wielkim zwolennikiem przeniesienia gnomów do Wandystanu i utworzenia im O.A. - ale tu nie mogę się wypowiadać zamiast tych najbardziej aktywnych pozostałości gnomiego narodu. Jeżeli tow. Bonawentura by chciał, to bym poparł i mu pomógł... ale jak znam życie, ograniczy się do durnych komentarzy, jak to ostatnio ma w zwyczaju. Jest jeszcze tow. Hardostopczyk - ale temu, jak rozumiem, wystarczą realowe wierszydła i dresiaryzm. Tak wiec - mała szansa.
> I co z żywą
> siostrą wyrodną, która NIGDZIE na swoich stronach nie informuje o naj-
> bliższym możliwym związku z MW, nigdzie do Mandragoratu nie linkuje,
> nie utrzymuje relacji, nie współpracuje, a większość jej obywateli uważa
> nas za głupich komuchów?
To również należy rozwiązać, skontaktować z tamtejszymi aktualnymi władzami (najbardziej nam przychylny Talerz nie jest już przywódcą, o ile wiem wyemigrował, a ostatnio utracił obywatelstwo za klonowanie się) i poważna pogaduszka na temat tego, co z tą współpracą zrobić.
> Śmiem sądzić że ogół będzie za pozostawieniem listy i zdecydowanie
> przeciw forum.
Cóż, nie da się ukryć, że ogół - jak to ogół - może być w tej kwestii konserwatywny. Tym niemniej - najpierw zrobimy debatę, a potem zastanowimy się nad rozwiązaniami politycznymi - od czego propaganda, akcja zachęcająca, trzy razy tak w referendum nt. zmiany miejsc publicznych... Zobaczymy co da się zrobić.
> A własna lista to trochę pisane palcem po wodzie; bar-
> dzo bym chciał żeby si ę udało, mam teoretycznie perspektywy dostępu
> do serwera z shellem, coby potestować, ale nic nie jestem w stanie
> obiecać. A nawet gdyby wszystko działało jak nam się marzy, to i tak
> trzeba byłoby się rozejrzeć za własnym miejscem, albo za jakimś goś-
> cinnym serwerem najlepiej.
Rozumiem, że jest to sprawa skomplikowana - bo jakby było proste, to by już dawno ktoś to zrobił. Dlatego to traktuję jako wyjście potencjalne - najpierw rozważmy koncepcję listy - forum, a dopiero kiedy okaże się, że wszyscy są kategorycznie za listą - wtedy możemy rozważyć działania w kierunku udoskonalenia tejże - podnoszony już kiedyś pomysł przejścia na listę góglową.
> E, od bycia ponad podziałami do blokowania nierozważnych (kontr)re-
> wolucyjnych zmian jest mandragor. Prezydent nawet powinien być
> zdecydowany, bez tego Churał wiecznie będzie nieruchawy.
Jest pewna różnica między byciem niezdecydowanym, a patrzeniem z szerszej niż własna perspektywy :-) Ja sugeruję to drugie, nie pierwsze.
> To akurat prawda, ale konkretna wizja zmian nie musi od razu ozna-
> czać stawiania wszystkiego na głowie. Ja bym oczekiwał raczej zde-
> cydowanych porządków.
Te postaram się przeprowadzić.
> Średnio widzę ten rozdzielnik obowiązków, ale może faktycznie na
> dzisiejsze czasy to dobre rozwiÄ…zanie...
Zobaczymy, jak dotąd z rozesłanych pytań do niektórych obywateli nie dostałem odpowiedzi, co mnie trochę zniechęca (Perun, mieliście odpisać! Ciupak, podajcie działającego maila!), ale właśnie ta "kratkowa" obecność większości to kolejny argument za indywidualizacją zadań - nie będzie trzeba czekać na innych aż się raczą dupą ruszyć.
P.S. Czuję się jakbym odpisał na kilka, nie jeden mail, tyle różnych kwestii :P
-- PTRReceived on Thu 31 Mar 2011 - 18:51:21 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET