> Ja uważam podobnie tylko mam problemy, żeby coś sensownego zrobić. Ale
> będę się starał
Dawno tu towarzysza nie było. Czuję się wręcz, jakbym napotkał kogoś zupełnie, czy prawie zupełnie, nowego. Ale cóż, tak to już jest. Sam znikałem na długi czas i pewnie jeszcze nie raz z niknę, aczkolwiek chciałbym mieć do czego powracać. Rozumiem jednak, że skoro towarzysz się odzywa, ma towarzysz chwilkę czasu i chęć aby się nieco pobawić.
Problem, jaki mamy, w moim odczuciu jest problemem złożonym i twierdzenie, że to "kryzys aktywności" to daleko za mało. To bowiem nie tłumaczy tego, że jest tu tak ciężkawo z czymkolwiek, nawet z wyciągnięciem od mieszkańców jakiejkolwiek głupiej reakcji na nowy post (o mądrej i inteligentnej wypowiedzi już wspominać nie będę). Ja sam widzę bowiem przynajmniej kilka rzeczy, jakie można tutaj spokojnie pociągnąć. Mianowicie:
Czy towarzysz Zaorski widzi możliwość podjęcia jakiś działań w którymś z obszarów powyżej zarysowanych? A może mógłby dopisać do tej idiotycznej listy jeszcze kilka punktów?
Wydaje mi się, że obecnie stoimy w miejscu, w jakim każdy winien sobie powiedzieć "no cóż, skoro nie ma mitycznych nowych, co by to robili tu wszystko za nas, a nikt inny też się nie kwapi, to ja MUSZĘ wykazać się jakąś aktywnością". Jak stwierdził tow. Radziecki, czy też może jego Lejdi u siebie, w Morvanie, taki obowiązek, owo MUSZĘ, wynika z tego, że mamy te pieprzone obywatelstwa naszych krajów i wciąż chyba chcemy tu być i chcemy, aby coś się działo. Może obecnie nie mamy jakiegoś przekonania do aktywności, ale w takim razie trzeba być aktywnym nieco na siłę. Ale być może się mylę w tej ocenie.
Wydaje mi się także, że nasza aktywność nie jest po prostu bliska zeru, czy nawet zeru równa, ale znacznie bardziej gorsza, ujemna. Kiedy ktoś wychodzi wreszcie z jakąś inicjatywą, pomysłem, wypowiedzią, z czymkolwiek, inni nie dyskutują z nim merytorycznie. Jeżeli w ogóle już pojawia się jakaś reakcja, jest ona reakcją dążącą do zgnojenia tej drobnej aktywności. Można się spotkać z komentarzami w stylu "nie czytałem tego i po co, bo i tak pewnie chujowe", czy też "nie czytałem tego i po co, bo i tak pewnie zajebiste" (obie przykładowe reakcje są reakcjami o ujemnej aktywności), lub "pierdolisz farmazaony", "tego się nie da", "fajny pomysł, ale ta trzecia literka od końca w przedostatnim słowie jest jakaś taka koślawa, obrzydliwa, rzygać mi się przez to chce". Zamiast wzmacniać aktywność, towarzysze tutaj karzą tę aktywność. Niewątpliwie do Wandystanu przystąpili ludzie o pewnych określonych cechach osobowości, ale nie chcę wierzyć, że tą szczególną cechą jest jakaś taka mało inteligentna popierdoloność.
Tym bardziej się cieszę, że pojawia się tutaj ktoś taki, jak towarzysz Zaorski, duch z przeszłości, syn marnotrawny, który może rzucić pewnego rodzaju świeższe spojrzenie, świeższe bo nie skalane tym ogólnym marazem i ciążeniem w dół, jakie ostatnio się tu udziela. Nie wiem, co to by miało znaczyć, że ma towarzysz problemy, aby robić coś sensownego. Mam jednak nadzieję, że towarzysz nie będzie miał problemu z przeczytaniem i przemyśleniem przeczytanego tekstu. Bo właściwie do tego się sprowadza nasza aktywność przede wszystkim. Trzymam kciuki, że towarzysz zabawi na dłużej i się nie da tej bezczynności. To my jesteśmy Wandystan, a nie tych kilkanaście linijek kodu składających się na stronę główną i usługę yahoo groups.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Sun 26 Sep 2010 - 05:27:38 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET