Skoro Struszyn, to i ja, nie będę gorszy od tego fidela jednego.
Właśnie odłożyłem książkę Szczepana Twardocha "Epifania wikarego
Trzaski". Pokazuje, jak bardzo błądzi tow. Struszyn, próbując
szufladkować literaturę."Epifania wikarego Trzaski" może być równie
dobrze bowiem uznana za fantastykę, powieść religijną, satyrę jak i
powieść obyczajową. Odrzucanie jej z powodu tego lub innego sztafażu
jest zdecydowanie niewandne.
Twardoch w tej książce złożył coś, co niewielu się udaje: lekkość stylu
połączył z głębią przemyśleń. Książkę czyta się szybko, ale jednak daje
ona dużo do myślenia. Głębokie portety psychologiczne są połączone z
szerokim zarysowaniem tła. Do tego to nie jest książka z tezą - to
znaczy widać, jakie są przekonania autora, ale wszystkie pytania
pozostają otwarte.
Najmiodniejszą chyba częścią książki były ironicznie obserwacje. Opis
awaryjnego zespołu episkopatu to wręcz polityczna satyra. No i
jednozdaniówki "Jezus ogolił się. Ogolił się, uwierzycie? [...]
Powiedział, że spodobała mu się późnorzymska ikonografia".
Ciepło i serdecznie polecam.
Pomyśleć, że kupiłem tylko dlatego, że nie stać mnie było na
Hugo-Baadera, a "Epifanię" przecenili...
-- BonekReceived on Tue 24 Aug 2010 - 04:29:40 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:29 CET