>
> To skomplikowane. Otóż jest to moje poprzednie wcielenie, które na skutek
> zawirowań czasoprzestrzennych urodziło się po mnie i przyjęło wyjątkowo
> niefortunną powłokę doczesną, dokładnie taką samą jak ten koleś z tiwi
> (ten od islamu). Ponieważ ten mój swego rodzaju przodek jest anomalią,
> więc średnio troszczę się o jego stan fizyczny, przez co regularnie umiera
> z głodu, można więc powiedzieć, że regularnie nieistnieje, ale w za-v-świa-
> tach nie wiedzą co z nim zrobić, więc z kolei regularnie odsyłają go do
> mnie.
> Trzymam go w szafie i wyjmuję, kiedy trzeba pokazać Lepkiego, a on grze-
> cznie idzie ze mną i wykonuje polecenia. Fenomenalna sprawa. Dochodzi
> do tego jeszcze ten problem, że ja -- będąc jego kolejnym wcieleniem -- nie
> do końca istnieje, brakuje mi bowiem duszy. Owszem, organizm jakoś tam
> sobie wegetuje, ale dusza lata w zaświatach i nie wie w którego wleźć.
> Dlatego w pewnym sensie tak, mandragorzy nie istnieją.
>
Ale jak tak ciągle umieracie, to przecież straszliwie śmierdzi! Może wykorzystać Was do budowy nowej broni biologicznej?
-- Perun [Non-text portions of this message have been removed]Received on Mon 31 May 2010 - 12:06:26 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET