> Czarownice być może owszem. Za to innowierców i heretyków załatwiano
> równo od kiedy tylko katolicyzm się bardziej sformalizował.
>
no pewnie.
> Żeby nie było - dla mnie cała ta dyskusja jest lekko z dupy. Bo co by
> nie mówić o religiach, to nie jest ich wina, że wyznawcą jest
> człowiek, który wprowadza do nich wszelkie możliwe brutalności,
> okrucieństwa i fanatyzmy, jak zresztą do wszelkich możliwych idei.
A widzicie towarzyszu, ja bym się do końca nie zgodził. W moim przekonaniu religia zakłada w sobie nienawiść. Owszem, źródłem jest zawsze człowiek jako taki, ale koncepcja, że jeden jest lepszy do drugiego nie służy przezwyciężaniu trudności w dialogu międzykulturowym, czy we wrogości dwóch grup społecznych. Ludzie od zawsze grupowali się w jakieś grupy i siłą rzeczy, niejako zgodnie z "prawami fizyki" jedna grupa będzie się żarła z drugą i religia jest tutaj bardzo, bardzo silnym katalizatorem. Tym silniejszym, że odwołuje się do jakiś absolutów i dogmatów z definicji ostatecznych i nie poddających się jakiejkolwiek dyskusji.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Sat 17 Apr 2010 - 04:16:54 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET