wiedzy historycznej, a nwet swojej umiejêtno¶ci aktualizowania minimum
wiedzy na potrzeby gawêdzenia przez sieæ. U¿ycie terminu "demokracja"
jest jak najbardziej zasadne, jako ¿e ten termin w³a¶nie w znaczeniu
politycznym, zosta³ wymy¶lony w staro¿ytnej Grecji. Gdyby towarzysz
choæ RAZ widzia³ jakikolwiek podrêcznik z historii maj±cy cokolwiek do
powiedzenia na temat staro¿ytnej Grecji, znalaz³by to w nim bez
problemu. Wystarczy spojrzeæ na etymologiê s³owa "demokracja" - jest
ona grecka. Pisze o tym nawet ta g³upia wikipedia. Proszê:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja
http://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja_ateñska<http://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja_ate%C5%84ska>
To wstyd, ¿e dzi¶, w obliczu takiej historii Polski, m³ody Polak nie
ma bladego pojêcia sk±d siê w ogóle wziê³a demokracja. Przypomnê, ¿e
komunizm te¿ mówi³ o demokracji i to mówi³ bardzo du¿o, wiêc mo¿e
termin siê zdewaluowa³ w poszczególnych rodzinach, niemniej jednak od
osoby uwa¿aj±cej siê za inteligentn± raczej wymaga siê, aby taki
minimum wiedzy posiada³a. Oczywi¶cie, nie oznacza to, ¿e by³a to
idealnie taka sama zasada polityczna, jak± mamy dzi¶. Mo¿e
pouczaj±co-karc±cy ton Struszyñskiego nie jest do koñca "³adny" w
dyskusji, niemniej jednak towarzysze sami czyni± "brzydsze" rzeczy.
Ale¿ oczywi¶cie, ¿e pochodzenie s³owa jest greckie. Tylko ¿e dzi¶ to s³owo
odnosi siê do zupe³nie innego ustroju. Nie mo¿na do dwóch ró¿nych zjawisk
stosowaæ tego samego terminu.
A w wklejanie linków z polskiej Wikipedii to... ;)
Widzê, ¿e legenda PISowskiej argumentacji jest wiecznie ¿ywa. Teraz,
kiedy o Lechu krzyczymy santo subito, retoryka "oni stoj± tam, gdzie
sta³o ZOMO" urasta do rangi dowodu matematycznego, najwyra¼niej.
Niestety, mnie kompletnie nie rusza porównanie mnie do komunisty.
Traktujê to albo jako wyraz urojeñ, albo jako retorykê wynikaj±c± z
tego, ¿e przedmówca nie ma ¿adnych argumentów i nie pozostaje mu nic
innego, jak stosowanie socjotechnik opartych na emocjach. ¯enada,
towarzyszu, kompletna ¿enada.
Ale¿ ja jestem antyPiSowcem. Lecha Kaczyñskiego ceniê jako dobrego cz³owieka
i dobrego prezydenta, ale Warszawy. Z prezydentów III RP by³ najlepszy, ale
to nie znaczy, ¿e dobry.
Nie porówna³em towarzysza do ¿adnego komunisty, tylko do cz³owieka, który
swoj± wiedzê na temat staro¿ytno¶ci, ¶redniowiecza i o¶wiecenia czerpa³ z
ksi±¿ek sprzed 1989 r. Nie znaczy to i nie ma³o znaczyæ, ¿e tow. jest
komunist±.
Socjotechniczny atak, gówniarska propaganda? Ja tu sobie spokojnie dyskutujê, nie u¿ywaj±c nawet jednego wyzwiska, a towarzyszowi zdaje siê, ¿e jest na wojnie? ¦wiadczy to tylko o tym, ¿e powinien siê towarzysz powa¿nie zastanowiæ nad stopniem swojego zacietrzewienia (proszê to poj±æ jako te "hola, hola, Struszyñski!"), nie tylko dlatego, ¿e to trochê nie koresponduje z wyznawanym przez tow. tolerancjonizmem. Ja osobi¶cie - jak mam staæ siê czyim¶ wrogiem, to (w pewnych przypadkach) wolê przestaæ rozmawiaæ. Tym bardziej, ¿e wrogowie w Wandystanie mi do szczê¶cia s± niepotrzebni.
-- Simon McMelkor [Non-text portions of this message have been removed]Received on Sat 17 Apr 2010 - 02:13:09 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET