> System nie może BYĆ STANDARDEM. Może być np. ZGODNY ZE STAN-
> DARDEM.
> Otóż nie
> dlatego że są czyjąś własnością (jak PDF), czy że trzeba za nie płacić
> (za specyfikacje Polskich Norm też się płaci), ale dlatego że za standard
> nie uznaje się np. czerwono-żółtej piłki średniej wielkości produkcji firmy
> Blablabla, tylko opis cech,
Oczywiście, towarzysz tutaj precyzuje i zawęża znaczenie pojęcia "standard", przechodząc niespodziewanie do bardzo słownikowej i technicznej dyskusji, ucinając jednak przy tym to, co było w moim mailu najistotniejsze. Myślę, że również ucina towarzysz w ten sposób także i to, skąd się wziął mój mail, a mianowicie z myśli zapoczątkowanej lekturą wcześniejszej wypowiedzi towarzysza. Pozwolę ją przytoczyć poniżej:
> Obsługa flasza to w żadnym wypadku podstawa nie jest, flasz
> nie jest standardem tylko czysto komercyjną, własnościową i nie-
> jawną technologią.
Z tej Waszej wypowiedzi wynika jasno i klarownie, że "standard" i "coś" podstawowe to coś, co nie jest czysto komercyjną, własnościową i niejawną technologią. Definicja taka siłą rzeczy "standardowatość" utożsamia z ruchem wolnego oprogramowania (tj. zarówno jednym, jak i drugim, bo są właściwie dwa takie ruchy, jedni od open, drudzy od free) i ideami, że oprogramowanie jest OK jak ma otwarte źródła, a więc takie, jakie są dostępne publiczne dla każdego chętnego i każdy chętny może je wykorzystać aby sobie to oprogramowanie skompilować i zmodyfikować itd. Myślę, że ten komentarz jest tu potrzebny w sposób podwójny, bowiem i odpowiada wprost na Wasze pytanie w nawiasie:
> Nie muszą być [standardy - przyp.] oprogramowaniem otwartym
> (nie wiem, co macie przez to na myśli),
jak i pozwala na powrót do meritum sprawy. Zamiast ucinać dyskusję jazgotem definicyjnym, warto by jednak zwrócić uwagę na bardziej potoczne rozumienie pojęcia "standard", stosowane dotychczas przeze mnie i nawiązujące też, poniekąd, do Waszej wcześniejszej wypowiedzi, już tutaj przeze mnie przytoczonej powyżej. A mianowicie, negowanie pewnych rozwiązań technologicznych dla tego, że są czysto komercyjne, chronione prawami autorskimi i patentami, które z tej racji określa się mianem technologii niejawnych, co ma mieć znaczenie pejoratywne, w żadnym to a żadnym przypadku nie zmienia faktu, że takie to właśnie i wręcz głównie takie rozwiązania technologiczne są powszechnie dostępne szerokiej masie użytkowników w zastosowaniu na codzień i od święta, co de facto czyni z nich technologię uniwersalną i, w końcu, standardową w takim właśnie rozumieniu. Możemy powiedzieć, że standardem jest sygnalizator świecący na czerwono zabraniający wejścia, czy wjazdu za tenże zygnalizator dla tego, że jest to powszechne rozwiązanie spotykane właściwie zawsze i wszędzie, bez względu na to, w jaki sposób jest to prawnie rozwiązane czy opisane.
> > (...) bo oprogramowanie otwarte nie jest twórcze.
>
> Be zet de u er a. Sporo rozwiązań w programach komercyjnych zosta-
> ło wymyślone dla oprogramowania otwartego, niekomercyjnego.
Mimo wszystko pozwolę sobie podtrzymać moje zdanie. Czy telefon został wymyślony jako technologia z definicji nie komercyjna, nie własnościowa i całkowicie otwarta? Otóż nie. Idea towarzysząca wynalezieniu telefonu była ideą dociekania prawdy samej w sobie - ideą pewnych dociekań naukowych, a następnie rozwijania tych pomysłów bez względu na sukces finansowy, przy czym ludzie którzy tego dokonali zarabiali z razji uprawiania nauki. Oczywiście, można powiedzieć, że sposób działąnia telefonu jest "otwarty" i każdy może sobie sam go "wziąść" i telefon "skompilować", jak również dodać do tej idei włane pomysły. Sęk w tym, że nikt tak nie robi, robią tak natomiast firmy produkujące telefony i płacące ciężkie pieniądze specjalistom za różne innowacje. Podobnie też jest z farmakoterapią. Wszyscy wiemy, jak wyglądają leki, z czego się składają i jak je uzyskać. Ale postęp w tej dziedzinie jest dziełem firm farmaceutycznych, a nie szalonych farmaceutów po godzinach pracujących nad darmowymi lekami, które mógłby sobie uważyć każdy domorosły chemik w piwnicy wg. ichniejszej receptury. Sprawa jest tutaj bardziej skomplikowana, ale to można sobie darować. Używam tego przykłądu celowo, bo branża farmaceutyczna jest kurewsko komercyjna i "zamknięta". Podobne zjawiska widzimy też, na znacznie jednak mniejszej skali, w świecie komputerów. Owszem, www może i wymysłił ktoś w sposób zupełnie niekomercyjny, i wspomniana przez towarzysza organizacja rozwija, w sposób "otwarty" dalsze kwestie tej technologii, ale tak na prawdę nie proponuje już niczego nowego, a jedynie w kółko mieli to, co już jest znane od dawna. Podobnie z całym owym ruchem otwartego oprogramowania: mielą to, co już dawno istnieje, a mianowicie inne formaty mające być zastępnikiem dla mp3, inne formaty dokumentów i procesory tekstu mające być zastępnikiem formatu .doc i worda, inne playery mające być zastępnikiem winampa, windows media playera itd. Wszystko jest zastępnikiem czegoś innego. A owo pierwotne coś, na co ma być tak wiele zastępników, jest wymyślane przez innych włąśnie po to, aby coś zarobić.
Mówiąc o nowych technologiach mam na myśli coś takiego, że kiedyś nie było np. flasza, pstryk i już jest (towarzysz pisze, że nie jest to specjalnie nic nowego, owszem - każda innowacja bazuje na czymś już znanym, ale flasz do animacji wektorowej ma się tak, jak telefonia komórkowa do radiostacji). Kiedyś nie było PDFa ani niczego podobnego, pstryk i już jest. Za zupełnie nie twórcze, bo odtwórcze i nic nie wnoszące już uważam natomiast powielanie i klepanie alternatywnego, czy lepszego flasza, czy PDFa, czy to jako zastępnika przez kogoś innego, czy nowszej wersji przez oryginalnego produycenta. Ale rzecz jasna jestem świadomy, że tutaj są liczne odstępstwa. Choćby samo www z przeglądarką internetową.
Oczywiście nie mam tu na myśli absolutyzmu określeń twórcze i odtwórcze, bowiem twórczość traktuję jako coś dostępnego każdemu na codzień, a więc i tkaże w klepaniu jednego i tego samego, jak to pisałem - użytając takich określeń nie mam na myśli negowanie talentu czy faktycznego procesu twórczego autorom otwardego oprogramowania, a jedynie podkreślenie dysproporcji między w pewnym sensie pierwszym i wyjściowym pomysłem w danym zakresie, a jego dalszym rozwijaniem.
Po wyjaśnieniu tego wszystkiego ponownie mówię, że bez względu na jakiej technologii się opiera you tube, to rozwiązanie użyte tamże jest z pewnością czymś bardzo uniwersalnym, sprawdzającym się w wielu sytuacjach, wygodnym i łatwo dostępnym, zasługującym w 100% na miano podstaowowego rozwiązania technologicznego w swojej kategorii, do jakiego winno się odwoływać, chcąc zapewnić możliwość wygodnego oglądania filmów. Dziwię się bardzo widząc serwisy - duże i poważne serwisy poważnych firm i instytucji - oferujące userom tysiące materiałó w postaci filmów, jakich nie da się obejrzeć ze względu na rzadko stosowane rozwiązania techniczne, podczas gdy istnieje coś jak gdyby "standard", coś powszechne i sprawdzające się bez większych problemów.
Osobiście preferuję już zainstalowanie jednej wtyczki, czy to flaszowej, czy jakiejś innej, zamiast instalowania kolejnych wtyczek przy każdej próbie oglądania jakiegoś filmu w kolejnych serwisach. Jest to tym bardziej żenujące, że na dostosowanie siędo takiego niesłownikowego i lamerskiego standardu w tym przypadku - ale faktycznego - pozwolić sobie jakoś mogą serwisy z tandetnymi pornosami. Wychodzi na to, że poważna instytucja w mniejszym stopniu interesuje się swoimi klientami i userami, niż właściciel zwykłej strony z pornosami!
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Tue 13 Apr 2010 - 12:08:10 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET