Ostatnie wydarzenia, począwszy od 10.04., są oczywiście powszechnie znane i nie ma co na ten temat się zbytnio rozpisywać. Mnie osobiście wesoło nie jest, niemniej jednak nie mogę się już powstrzymać od komentarza, który niejako chciałbym postawić w oderwaniu od straszliwego i wstrząsającego znaczenia, na poziomie emocjonalnym, tego zdarzenia. Bardziej mnie - w tym komentarzu - interesuje zupełnie inna kwestia.
Osobiście nie trawiłem i nadal nie trawię całej polityki PiSu, a już szczególnie negatywne zdanie mam odnośnie sposobu uprawiania tej polityki, argumentów używanych w mediach publicznych itd. Uważam, że prezydentura zmarłego Prezydenta była kiepska, miejscami szkodliwa i nie można ukrywać, że cały świat z tego naszego Prezydenta się śmiał, kpił i szydził. Jedyne, co ów Prezydent osiągnął, to to, że wziął i umarł w idiotycznej katastrofie lotniczej (tragizm tego wydarzenia, spotęgowany tym, że na pokłądzie było także wiele innych osób, a także i tym, gdzie to się stało, oraz ogólne emocjonalne zaszokowanie, które mnie także obce nie jest, pominę - nie o to w ogóle chodzi). Mam narastające wrażenie, że teraz ma miejsce jakiś dziwaczny cyrk, nagle ten kiepski Prezydent, nie mający ani poparcia społecznego, ani osiągnięć, urasta do rangi jakiegoś bohatera narodowego, który nie wiadomo co osiągnął, co dokonał. Szalę przelało wybranie miejsca pochówu. Rodzina zmarłego Prezydetna musi mieć bardzo niezdrowe ambicje i mniemanie o sobie. Zapewniam Was, drodzy towarzysze, że właściwie cały Kraków jaki znam, a nawet jakiego nie znam - bo i dwóch taksówkarzy, których mnie wiozło dzisiaj, i kobieta sprzedająca mi jedzenie w budce, jak i mało mi znany osobiście sąsiad - wszyscy z którymi rozmawiałem uważają podobnie. To jest już mocne przegięcie. Najbardziej mnie nie pokoi to, że nagle z pamięci wielu osób, w tym także dziennikarzy zagranicznych, ulatuje wszytko to, co sprawiało, iż był to kiepski lider kraju, zaś do rangi mistyczno-absolutnej urasta jakiś marginalny element public relations: sprawa Katyńska. Przecież nie każdy uważa, że Rosja jest nam coś szczególnie winna. Wg. mnie absurdem jest domagać się nie wiadomo czego od władz Rosji w sytuacji, kiedy Stalin wymordował ich - Rosjan - miliony, i to nie tylko podczas wojny. Jeszcze przed kilkoma miesiącami to, że takie zadzieranie nosa w stosunku do Rosjan w tzw. sprawie Katynia ma charakter tylko i wyłącznie PRowy, było jasne dla bardzo wielu. Porównywanie sobotniej katastrofy do samej zbrodni katyńskiej, do śmierci JPII, oraz pogrzeb na Wawelu, do jakaś przerażająca szopka. Jestem pewien, że historia zapamięta tego prezydenta tylko i wyłącznie jako kogoś, kto zaszczycił się bezsensowną śmiercią w wypadku komunikacyjnym pod Smoleńskiem i jedyne co z tego może wyniknąć, to zakłopotanie Rosji (wszak był to polityk antyrosyjski, leciał na obchody zbrodni popełnionej przez ZSRR, leciał radzieckim samolotem i umarł tragicznie w Rosji - tak piszą rosyjskie gazety) i próba redukcji tego zakłopotania po przez ciepłe gesty w naszą stronę. Ale pewnie nasi politycy nie będą potrafili wykorzystać tych ciepłych gestów.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Tue 13 Apr 2010 - 09:57:30 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET