Re: Wandystan: Plityka zagramananananicznaja

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Tue, 23 Mar 2010 10:43:10 +0100


Genosse-Wanda-Stadt
dnia 23.012938.20110

W dniu 9 marca 2010 18:15 użytkownik Iwan Maria "Ingawaar"de Folvil-Arped <ingawaar_usunto_at_gmail.com> napisał:
>
>
>
> Pytanie do wszystkich Towarzyszek i Towarzyszy:
> Jak widzicie nasza politykę zagraniczną - Dreamland? Morvan? Małe państewka?
> Brugia? michaszystowska Sarmacja?
> Bo nie wiem gdzie mam uderzać jako komisarz.

Towarzyszu, jesteście komisarzem i to Wy powinniście decydować, co macie robić i jak. Więc pozwólcie, że nie ustosunkuję się do Waszego pytania o to, gdzie macie się udać. Ale do rzeczy. Zagadał do mnie na IRCu pewien polityk z Okoczii.

Ponieważ już dawno temu wypadłem z obiegu i mało się orientuję w polityce zagranicznej, było dla mnie zaskoczeniem, że ponoć podpisaliśmy z tym państwem jakiś traktat. W pewnym sensie mnie to cieszy, wszak Wandystan - w moim mniemaniu - obok trzymania się wielkiej trójki winien też stawiać na dziwność i kreatywność, jak np. na konflikt Morvan-Sarmacja i klimat Winktown. Szczególnie ten drugi przykład jest mi bliski, bowiem pokazuje, jak można wykroczyć poza typowy tradycyjny schemat mikronacji i nie tylko się utrzymać, ale bawić się przednie. Co prawda trudno dziś wskazać, że mainstreamem jest wielka trójca, a awangardową alternatywą Austro-Węgry, Winktown, czy Okoczia, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że owa "awangarda" stała się przetrwałym i naturalnym elementem codzienności w mikronacjach. Niemniej jednak nie powinniśmy zaniedbywać sfery kontaktów i wsparcia tym twórczym podmiotom społeczności mikronacyjnej. Oczywiście, nie wolno nam pod żadnym pozorem zaniedbywać relacji z Dreamlandem, Scholandią i Sarmacją (tzn. mam tu na myśli zarówno przyjaźń i współpracę z Dreamlandem, jak i ujemne relacje, wrogie, czy choćby zimno-zaczepne z pozostałymi wielkiej trójki), ale to już inna historia.

Jeżeli towarzysz Komisarz wytrwał do tego momentu mego listu, to cieszę się i dziękuję, mam nadzieję że trud przebijania się przez przydługawy wstęp nie pójdzie na marne. Treść ta stanie się czytelniejsza teraz właśnie, liczę bowiem, że będzie niczym tło dla właściwej wypowiedzi. Otóż ów sympatyczny indianin dopytywał się mnie, jak mógłby się skontaktować z władzami naszego kraju. Poleciłem kontaktowanie się z Komisarzem d/s zagranicznych, bądź z Prezydentem, bowiem jak by nie było, to właśnie Prezydent jest urzędnikiem odpowiadającym za ostateczny kształt polityki wewnętrznej i zewnętrznej, to on pociąga za sznurki i podejmuje decyzje, zaś komisarze mogą być mniej, bądź bardziej aktywni, stanowią jednak wyłącznie pomoc dla Prezydenta, są "jego ludźmi". Zauważyłem też obecność pewnych różnic międzykulturowych. Mianowicie, mój rozmówca dziwił się, że nie posiadamy forum, jak też wyrażał pewne obawy przed korzystaniem z listy dyskusyjnej. Pozwoliłem sobie przedstawić mu w skrócie nasz pogląd na forum (tj. niegodny środek niższej kategorii w komunikacji sieciowej mieszkańców mikronacji), niechęć przed zmianą sprawdzonego systemu (LD) na nowy, jak i zachęciłem do pisania maila. Albo indywidualnie, do pożądanego organu państwowego, albo też publicznie, po przez zapisanie się na LDMW. Czy ów nagi młodzieniec z przepaską biodrową z bawolej skóry i o czerwonej twarzy wybierze jeden, bądź drugi sposób dotarcia do celu, czy może jakiś jeszcze inny, albo w ogóle zaniecha swego planu nawiązania łączności - nie wiem. Niemniej jednak przekazuję te fakty na ręce drogiego towarzysza Komisarza.

z pozdrowieniami,

--
Towarzysz Struszyński,
Rektor Ludowego Uniwersytetu Wandejskiego,
Buduar miasta stołecznego GWS,
tzw. "buc społeczny"
gg: 12777250
Received on Tue 23 Mar 2010 - 02:43:43 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET