Być może niniejsza wypowiedź krytyczna niektórych zdziwi, szczególnie w kontekście moich ostatnich polemik z tow. Struszyńskim. Jednak kto mnie zna, ten wie, że przyszłość Wandystanu wiążę z pełną niezawisłością, własnym stylem i własną kulturą - a jedynie nie chcę wykreślać z historii przeszłości, w której nasze dzieje i kultura związane były z sarmacką. Jednak wychodząc od niej, a właściwie od specyficznej jej części, wypracowaliśmy swój styl, który nikomu hołdów składać nie musi - i jest pełną gębą mikronacyjnym stylem, nie gorszym od dreamlandzkiego, scholandzkiego, czy (w szczególności) od neosarmackiego, który na równym stopniu jest jedynie spadkobiercą jednego z nurtów sarmatyzmu od którego i my wyszliśmy, a nie kontynuacją całości.
W czym jednak rzecz? Przechodząc do niej, uderzę z mostu. W niniejszej publicznej krytyce obrałem sobie za cel tow. Michasia Winnickiego, znanego również jako Lord Wander. Osoba o niezaprzeczalnych walorach - i wielkich zasługach dla Mandragoratu Wandystanu, których bynajmniej nikt nie chce mu odmawiać. Nie zmienia to jednak faktu, że krytyka moja dotyczyć będzie chwili obecnej i obecnych działań i zdarzeń.
Od dawna wiadomo, że mandragor-senior upodobał sobie swoją dawną ojczyznę za miejsce emerytury, w Mandragoracie pojawiając się bardzo rzadko. Tym niemniej do niedawana zachowywał on swoje wandejskie obywatelstwo, posługiwał się też wszystkimi swoimi tytułami i odznaczeniami. Czyli - był, mimo wszystko pełną piersią Wandejczykiem.
Teraz jednak znajduje się on na polu Elekcyjnym, ubiegając się o tron Księcia Sarmacji. Możliwe, że patrząc z sarmackiego punktu widzenia, byłby on najbardziej wandnym kandydatem. Z drugiej strony, my powinniśmy patrzeć z naszego, Wandejskiego punktu widzenia. I widzę byłego wandejskiego obywatela - i to nie byle jakiego, a bardzo zasłużonego i wpływowego - który rzuca obywatelstwem by ubiegać się o stołek głowy państwa w obcym kraju. Co więcej, ubiegając się o ów - pardon le mot - stolec, obiecuje on sprowadzenie za sobą innych byłych-zasłużonych Wandejczyków (tow. Mirth, który jest w naszej Konstytucji; tow. Khand, który również; inni bardzo zasłużeni towarzysze), którzy ponoć nigdy tak naprawdę Wandejczykami nie byli - a jedynie zbuntowanymi Sarmatami. Tak jak i tow. Winnicki, który sam nigdy podobno Sarmatą być nie przestał.
Gdy tow. Milewski uciekł do Dreamlandu, został on rozstrzelany, mimo swoich niewątpliwych zasług dla Mandragoratu. W przypadku tow. Winnickiego nie będę wnosił o tak wysoki wymiar kary - jednak uważam, że nie powinniśmy przechodzić do porządku nad tą ucieczką, a także nad działaniem na szkodę państwa Wandejskiego (odciąganie nieaktywnych ale zasłużonych Wandejczyków do państwa obcego) - i to w sytuacji kryzysu w Mandragoracie. Proponuję oficjalne wezwanie tow. Winnickiego do samokrytyki, wycofania się ze startu i powrotu do Wandystanu wraz ze wspomnianymi towarzyszami, a w przeciwnym razie - uroczystego wykreślenia wszelkich wzmianek o "khandyźmie-winniczyźmie" z aktów prawnych oraz odebraniu wszelkich odznaczeń państwowych.
Inna sytuacja jest w przypadku tow. Piotra Khanda. Ten najpierw strzelał fochy, zdawał się zdradzać oznaki pomieszania zmysłów (bardzo skrajne odchyły monarchofaszystowskie i agitacja takowa) a teraz słyszymy, że jego odejście było zdradą ojczyzny w potrzebie, odejściem do państwa obcego. O ile faktyczne zaangażowanie przez długi czas tow. Winnickiego jest dyskusyjne i trudno nazwać to nagłym aktem zdrady, o tyle w przypadku tow. Khanda (który zabrał ze sobą część tego co w czynie społecznym dla Mandragoratu zbudował) wnioskowałbym go o postawienie przed Rewolucyjnymi Trybunałami Ludowymi i osądzenie - a w razie konieczności, nawet rozstrzelanie.
Czy może być coś bardziej rewolucyjnego, niż oczyszczenie legendy Ojców Narodu, przez ich przykładne ukaranie w czasie gdy wpadli w łapy odchyleń i opuścili swoją ojczyznę w potrzebie?
-- PTRReceived on Sun 03 Jan 2010 - 10:35:02 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET