> Obywatelu Mandragorze przyszły milicjancie! Co o powyższym sądzicie?;) Jestem w sumie za.
Coś w tym jest, nie?
Niby nie tworzy się w ten sposób żadnego nowego urzędu, ale jednak coś by się zyskało... MO na ulicach!
> Tak, tak to jest teraz. Ja mówię o przyszłości, że gdyby ewentualnie nastały czasy, w których znów rkl będzie działać, to jest to użyteczne rozwiązanie. Aczkolwiek niekoniecznie sama treść nad której zmianą trwają prace;)
Tak, teraz. Kiedy będzie w przyszłości taki moment, że będą tłumy i będzie oblężenie chętnych na komisarzy, to wówczas wprowadzi się bardziej właściwe zapisy.
> Postaram się wyperswadować;) Oczywiście obecna treść nie jest doskonała i być może, rzeczywiście prowadzić do takiego poczucia przymusu robienia czegoś. Tymczasem sam pomysł polega na tym by Prezydent, zamiast za każdym razem pisać za co dany komisarz odpowiada, po prostu przydziela mu odpowiedne komisariaty. W ustawie powinno to wyglądać tak, że dany komisariat odpowiada za to i za to, a przymusów robienia czegoś, jakichś szczegółowych zapisów, że podcierać się można tylko w piątki być nie powinno.
OK. Rozumiem. Ale i tak nie ma potrzeby, aby Prezydent pisał za każdym razem, co ma komisarz robić. Po prostu powinien go powołać, a komisarz powinien działać. Chyba że jest jakiś konkretny i nadrzędny cel, np. prowadzenie rozmów z cesarzem wilhelmem 7 vel srakatakafak z pestydzyniaci górnej przez komisarza d/s zagranicznych, albo napisanie słów do hymnu narodowego przez komiasarza d/s kultury... no ale to Wy jesteście prezydentem, więc pewnie lepiej wiecie, jak to wyglkąda.
> Odrobinę źle się zrozumieliśmy. Nie chodziło mi o takiego mesjasza literalnie, który każe nam się bawić tak, a nie inaczej, tylko kogoś z wizją i z jakimś zapałem i energią w sobie, który by poderwał lud do działania.
To zdaje sie rola Prezydenta i Mandragora? W każdym razie oczywiście, że taki motywator jest zawsze potrzebny, najlepiej, kiedy jest kilku domorosłych liderów i się żrą, a lud raz chce iść za tyym, a raz za tamtym i w ogóle jest fajnie... ale sęk w tym, że skoro nie ma jakiegoś wyidealizowanego boga, to trzeba coś majstrować samemu.
> zderzą się dwa projekty, posypią się dyskusje (mam nadzieję...)
>
Ach, no wszyscy mamy.
A ja powiem, że idea tej jednej partii jest taka, aby wspólnie
przygotowywać projekty zmian w prawie i nie tylko - projekt ustawy,
przykładowo, winien wychodzić z partii, nie z jednego osobnika
wyłącznie, ale z partii. Wiadomo, zawsze jest jakiś jeden, co to ma
jakąś wizję, jakiś pomysł i pisze projekt, ale członkowie partii o nim
winni dyskutować i zawsze winni myśleć o takim projekcie jak o
włąsnym. Każdy członek partii powinien czuć w sobie moc do wystąpienia
z pytaniem "czy aby na pewno punkt trzeci artykułu czwartego jest
wystarczojąco wandny?" - i to zapytanie już powinno mrozić krew w
żyłach przed plutonem im. Żenady!
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Sun 03 Jan 2010 - 08:02:54 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET