> Nie, ale chodzi o zagospodarowanie nazwy "milicja" i uczynienie z niej
> nie tylko jakiegoś kolejnego martwego hasła, tylko czegoś bardziej
> namacalnego. Oczywiście nie chodzi o żadną kontrolę - byli, są i będą
> ludzie opiekujący się LDMW i czatem, mający po prostu odpowiednie
> uprawnienia. I zamiast nazywać ich "gościem, który może kogoś
> zapisać", "gościem, który może zmienić treść automatycznego maila
> powitalnego", może po prostu powiedzieć "obywatelu milicjancie". Ot,
> co. Wydaje mi się, że jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż
> istnienie kolejnej martwej idei, która nie dość, że do niczego nie
> służy, to jest po prostu żenująca włąśnie przez to, że jej w
> rzeczywistości nie ma.
Obywatelu Mandragorze przyszły milicjancie! Co o powyższym sądzicie?;) Jestem w sumie za.
> Nie do końca Was rozumiem. Obecnie Wandystan to Wy i Pupka. Ja się co
> jakiś czas pojawiam, pojawia się co jakiś czas Radziecki. I tyle.
I jeszcze te nieprzebrane rzesze robotników, robotnic, chłopów i chłopek itd. które po prostu są tak zapracowane, że nie mogą udzielać się w życiu publicznym!;)
>Jak
> się jeszcze pojawi jakiś niedzielny towarzysz, i drugi, wiele to nie
> zmieni. Po chuj w takiej sytuacji rozbudowane przepisy o tym, ile to
> jest komisariatów i co to nie robią, skoro nie ma żadnych komisariatów
> i one nic nie robią, a nawet jakby powołać choć jeden, to i tak NIE
> BĘDZIE robił tego, co w tej ustawie pisze.(...)
Tak, tak to jest teraz. Ja mówię o przyszłości, że gdyby ewentualnie nastały czasy, w których znów rkl będzie działać, to jest to użyteczne rozwiązanie. Aczkolwiek niekoniecznie sama treść nad której zmianą trwają prace;)
> Ale jest jeszcze inna strona - ta ustawa
> ogranicza zabawę, ogranicza twórczość, jest demotywująca i szkodzi. W
> efekcie np. taki ja za chuja nie dam się wciągnąć do RKL bo nie mam
> najmniejszej ochoty robić jakiś głupich i niczemu nie służących
> działań do jakich zmuszała by mnie ta ustawa. Zamiast czuć się
> swobodnie, działać spontanicznie, od razu jestem ustawiony do pionu,
> że nie mam kurwa się bawić, tylko robić to, co mi każe ustawa. A jak
> będę ją lał, to w efekcie będę lał na cały ten Wandystan i sens tej
> zabawy. Jak się bawimy w wirtualne państwo, to mamy takie państwo,
> ustawę i urząd. Bez sensu jest to nagle negować i twierdzić, że to nie
> jest żadne wirtualne państwo, nie ma tu żadnych ustaw ani urzędów, to
> tylko taka kurwa dziecinada. Ja to przynajmniej tak widzę, może
> towarzysz mi to jakoś wyperswaduje, no ale tak teraz to widzę.
Postaram się wyperswadować;) Oczywiście obecna treść nie jest doskonała i być może, rzeczywiście prowadzić do takiego poczucia przymusu robienia czegoś. Tymczasem sam pomysł polega na tym by Prezydent, zamiast za każdym razem pisać za co dany komisarz odpowiada, po prostu przydziela mu odpowiedne komisariaty. W ustawie powinno to wyglądać tak, że dany komisariat odpowiada za to i za to, a przymusów robienia czegoś, jakichś szczegółowych zapisów, że podcierać się można tylko w piątki być nie powinno.
> A co tu jest takiego strasznego? Dużo w cale nie ma. Jak teraz
> wszystko rozpieprzymy, to spokojnie będziemy sobie robić na nowo
> wszystkie ustawy przez najbliższy rok. Będziemy mieli swoje własne
> sprawy. Przecież o to między innymi chodzi.
Chodzi mi o coś bardziej ogólnego, niż KWL.
>Wandystan zmierza powoli w stronę
> bycia-drugą-Leblandią, względnie w stronę śmiesznej samookłamującej
> się organizacji trzech osób, które już dawno przestało być w pełni
> sprawnym krajem. Chodzi o to, abyśmy my, resztki narodu, mieli co do
> roboty, a nie, abyśmy się bali napisać, że taki zapis w konstytucji
> jest dobry, a taki nie dobry. Zawsze jedni byli w cieniu, inni
> politykowali, inni tylko pisali, a inni srali ogniem. Ale dziś trudno
> utrzymać taki stan rzeczy - wszyscy istniejący w Wandystanie, tych
> kurwa kilku ludzi, winno po prostu chcąc czy nie chcąc zacząć coś
> robić. To nie musi być bydowa systemu jednopartyjnego i zmiany w
> prawie, ale chyba nic lepszego nie mamy?
Zgadzam się jak najbardziej, po prostu twierdze, że nie jest to łatwe;]
> Ale taki mesjasz przyjdzie, karze bawić się tak a nie inaczej, po czym
> nikogo już tu nie będzie, bo nagle okaże się, że poza samym mesjaszem
> wszyscy uważają pomysł za chujowy. Nie można tylko przytakiwać, trzeba
> mieć też własne zdanie. Trzeba się dać wciągnąć w tą zabawę. Tutaj
> każdy ma być tym mesjaszem. Lud ma być tym mesjaszem.
Odrobinę źle się zrozumieliśmy. Nie chodziło mi o takiego mesjasza literalnie, który każe nam się bawić tak, a nie inaczej, tylko kogoś z wizją i z jakimś zapałem i energią w sobie, który by poderwał lud do działania.
> wsp[ólnie ustalają kolejne zmiany, sypią się dyskusje i
> zawiera się kompromisy.
zderzą się dwa projekty, posypią się dyskusje (mam nadzieję...)
-- PZLReceived on Sun 03 Jan 2010 - 07:31:01 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET