> A co do pilnowania porzadku hm hm, potrzebny nam ktoś taki?;)
Nie, ale chodzi o zagospodarowanie nazwy "milicja" i uczynienie z niej nie tylko jakiegoś kolejnego martwego hasła, tylko czegoś bardziej namacalnego. Oczywiście nie chodzi o żadną kontrolę - byli, są i będą ludzie opiekujący się LDMW i czatem, mający po prostu odpowiednie uprawnienia. I zamiast nazywać ich "gościem, który może kogoś zapisać", "gościem, który może zmienić treść automatycznego maila powitalnego", może po prostu powiedzieć "obywatelu milicjancie". Ot, co. Wydaje mi się, że jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż istnienie kolejnej martwej idei, która nie dość, że do niczego nie służy, to jest po prostu żenująca włąśnie przez to, że jej w rzeczywistości nie ma.
> Znaczy ja bym nie niszczył, tylko w archiwum złożył;)
Oczywiście, miejsce wszystkiego, co przeszłe, jest w muzeum.
> Są rzeczywiście martwe, ale powiem wam towarzyszu, że gdyby RKL działała to byłyby użyteczne, pomijając tez zapisy związane z CINTRA.
Nie do końca Was rozumiem. Obecnie Wandystan to Wy i Pupka. Ja się co jakiś czas pojawiam, pojawia się co jakiś czas Radziecki. I tyle. Jak się jeszcze pojawi jakiś niedzielny towarzysz, i drugi, wiele to nie zmieni. Po chuj w takiej sytuacji rozbudowane przepisy o tym, ile to jest komisariatów i co to nie robią, skoro nie ma żadnych komisariatów i one nic nie robią, a nawet jakby powołać choć jeden, to i tak NIE BĘDZIE robił tego, co w tej ustawie pisze. Rzeczywiustość jest taka, że jest przede wszystkim Prezydent. On robi wszystko. Jak będzie chciał mieć jakiegoś komisarza, i znajdzie takowego, to sobie utworzy komisariat na potrzeby chwili. Jak w programowaniu. Tworzymy obiekt, robi swoje, niszczymy obiekt. Nie ma sensu tworzyć tuzina obiektów, z których się nie korzysta. Ale jest jeszcze inna strona - ta ustawa ogranicza zabawę, ogranicza twórczość, jest demotywująca i szkodzi. W efekcie np. taki ja za chuja nie dam się wciągnąć do RKL bo nie mam najmniejszej ochoty robić jakiś głupich i niczemu nie służących działań do jakich zmuszała by mnie ta ustawa. Zamiast czuć się swobodnie, działać spontanicznie, od razu jestem ustawiony do pionu, że nie mam kurwa się bawić, tylko robić to, co mi każe ustawa. A jak będę ją lał, to w efekcie będę lał na cały ten Wandystan i sens tej zabawy. Jak się bawimy w wirtualne państwo, to mamy takie państwo, ustawę i urząd. Bez sensu jest to nagle negować i twierdzić, że to nie jest żadne wirtualne państwo, nie ma tu żadnych ustaw ani urzędów, to tylko taka kurwa dziecinada. Ja to przynajmniej tak widzę, może towarzysz mi to jakoś wyperswaduje, no ale tak teraz to widzę.
> Ja zawsze byłem leniwy, a w MW to już w ogóle, głównie czytałem dobrze się przy tym bawiąc ewentualnie coś odpisując bądź działając gdzieś "za kulisami";) Tak więc, moje urzędowanie na stołku prezydenta, jest dla mnie już samo w sobie trudne, o czym mówiłem na poczatku, a jeszcze w czasach gdy trzeba dużo robić, reformować itd?
A co tu jest takiego strasznego? Dużo w cale nie ma. Jak teraz wszystko rozpieprzymy, to spokojnie będziemy sobie robić na nowo wszystkie ustawy przez najbliższy rok. Będziemy mieli swoje własne sprawy. Przecież o to między innymi chodzi. W tym tygodniu napiszemu ustawę o tym, kto je obywatelem, a kto nie je, w następnym ją przegłosujemy itd. Chyba towarzysz nie sądzi, że nagle tutaj powrócą towarzysze Perun, Magov, Ciupak, Khand, Wander, Shafa, przyjdzie jeszcze dziesięciu uciekinieró z Sarmacji, dziesięciu ze Scholandii i piętnastu zupełnie nowych? Wandystan zmierza powoli w stronę bycia-drugą-Leblandią, względnie w stronę śmiesznej samookłamującej się organizacji trzech osób, które już dawno przestało być w pełni sprawnym krajem. Chodzi o to, abyśmy my, resztki narodu, mieli co do roboty, a nie, abyśmy się bali napisać, że taki zapis w konstytucji jest dobry, a taki nie dobry. Zawsze jedni byli w cieniu, inni politykowali, inni tylko pisali, a inni srali ogniem. Ale dziś trudno utrzymać taki stan rzeczy - wszyscy istniejący w Wandystanie, tych kurwa kilku ludzi, winno po prostu chcąc czy nie chcąc zacząć coś robić. To nie musi być bydowa systemu jednopartyjnego i zmiany w prawie, ale chyba nic lepszego nie mamy?
> Powiem wam szczerze towarzyszu, że macie racje. Czekam na takiego mesjasza, który by nas poprowadził, bo mnie to przerasta.
Ale taki mesjasz przyjdzie, karze bawić się tak a nie inaczej, po czym nikogo już tu nie będzie, bo nagle okaże się, że poza samym mesjaszem wszyscy uważają pomysł za chujowy. Nie można tylko przytakiwać, trzeba mieć też własne zdanie. Trzeba się dać wciągnąć w tą zabawę. Tutaj każdy ma być tym mesjaszem. Lud ma być tym mesjaszem.
> Właśnie, trzeba robić wspólnie, ale można robić wspólnie np przez zderzenie ze sobą dwóch wizji:) po czym stworzenie jednej wspaniałej wspólnej;)
Ech, ja nie miałem na myśli "robić wspólnie" jako tego, że towarzysz prezydent po prostu wybierze jeden gotowy projekt z dwóch propozycji. To nie jest żadna wspólna praca. Stąd też był pomysł jednej partii, w której członkowie wspólnie pracują nad np. projektem nowej konstytucji, wsp[ólnie ustalają kolejne zmiany, sypią się dyskusje i zawiera się kompromisy.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Sun 03 Jan 2010 - 07:07:50 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET