Re: Wandystan: Manifest postulatów konkretnych Prezerwatywizmu

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Tue, 29 Dec 2009 19:12:26 +0100


W dniu 29 grudnia 2009 18:04 użytkownik Michał Radecki <ks.radetzky_usunto_at_gmail.com> napisał:

> Pierdolicie Towarzyszu równo. I nie jest to pozamerytoryczna obelga,
> bo już tłumaczę dlaczego tak uważam.

To zawsze jest obelga, jak byście się nie starali inaczej tego nazwać. I mówi coś jedynie o Was a nic do dyskusji nie wnosi.

>
> Poniekąd zgadzam się z Waszą chęcią do uniknięcia odradzającej się
> zależności aktywnościowo-dyskusyjnej od KS. Jednak z drugiej strony,
> na pewno nie jest dobrym pomysłem przeskakiwanie ze skrajności w
> skrajność

Nie ma tu żadnej skrajności. Budujmy Wandystan bez nieustannego nawiązywania do tecj cholernej Sarmacji. A bo w Sarmacji to tak, a bo w Sarmacji to siak, a bo oni mają takie cuś, a to znowu takie inne cóś, a to, że w Sarmacji ten powiedział tak, a tamten siak, a to znowu, że srak. Dajmy z tym spokój i zajmijmy się sami sobą. A Sarmacje to ja bym widział raczej, podobnie jak Scholandię, jako politycznych wrogów, przeciwko którym należy się zbroić i którym trzeba "szkodzić" wymyślając różne prześmiewcze inicjatywy, intrygi itd. Mnie bardzo razi to, że Wandystan jest dla wielu miejscem wyłącznie do wywalania z łba fantacji o aktywności sarmackiej, których w Sarmacji nikt już słuchać nie chce. Ja to podkreślam i wołam: ja chcę tu kurwa widzieć niezależną, wandejską kulturę, jaka jest czymś oryginalnym, a nie kopią czegoś Sarmackiego postawioną do góry nogami, czy z domalowanymi wąsami. Towarzysz może tego nie rozumieć, bo być może ciągle żyjecie Sarmacją. A ja jestem po prostu Wandejczykiem, a nie Sarmatą. I mnie to ciągłe nawijanie o Sarmacji po prostu wkurwia. To jest Wandystan, a nie prowincja jak Gellonia. I jak ktoś, w moim odczuciu tego nie rozumie, to zasługuje na odebranie obywatelstwa i skasowanie danych z bazy. Tak uważam. I powtórzę się, że nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że prawie w ogóle nie mamy tu niczego, co byłoby nasze włąsne, wandejskie. Ciągle tylko ta zasrana Sarmacja.

>
> Jednak odcinać się od tradycji wandejskiej jest na pewno niewandnie. A
> tradycja wandejska jest związana z kulturą sarmacką, co trudno
> poddawać w wątpliwość.

Historia historią, legendy legendami, tradycje tradycjami, ale dziś nie jest już 2004 rok, nie jest 2007, towarzyszy Winnickiego, Khanda, oraz większości dawnych odsarmackich już dawno z nami nie ma i trzeba wreszcie kurwa zrobić coś nowego. Bo to stare się już przejadło, przetrawiło, przesrało, śmierdzi, zgniło i zdechło. Dzisiaj Wandystan ustawia się z wiatrem i płynie w kierunku Dreamlandu, Winktown, a nie jakiejś jebanej Sarmacji. Trzeba iść z wiatrem, z falą, w stronę nowego, nieznanego, a jak ktoś nie wydala, nie daje rady, to takiego za burtę, bo ciągnie na dno jak tysiąc kotwic.

> Wyście by chcieli towarzyszu wszystko wykreślić
> - i KPS(w) i SAL i może nawet samego tow. Wandę, bo był Sarmatą...

Towarzysz wydziwia i usiłuje przypisać mi jakieś dziwne motywy i poglądy. Nie wiem co to jest KPS i wiedzieć nie chcę. Mam to głęboko w dupie. SAL już się przyjęło i prawde mówiąc, jako odwołanie do tradycji aż nadto wystarczy. Jeżeli towarzyszowi tak ciężko rozstać się z Sarmacją, to dlaczego się z nią rozstajecie? Działajcie sobie w niej, ale na Wandę, nie zmuszajcie, aby Wandystan ciągle w niej siedział! Czy po to był wandejski czerwiec i dalsze przemiany jakie po nim miały miejsce, aby Wandystan zyskał niezależność "terytorialną" i polityczną, lecz duchem dalej tkwił w tej cholernej Sarmacji? Czy po to właśnie Khand nie śpi po nocach, płacze, tupie nogami, i generalnie wariuje po oddaniu swej mandragoratury, aby nadal kurwa siedzieć w tym samym gównie, co przed pięcioma latami? Idźmy kurwa w nowe strony, róbmy coś swojego! Ja jestem takim pokoleniem, co to wybrało właśnie Wandystan, a nie Dreamland, Natanię, czy Sarmację. I chcę być w tym Wandystanie, a nie w kurwa Wandystanie "który jest częścią Księstwa Sarmacji". Myślę, że przynajmniej niektórzy towarzysze się ze mną zgodzą. Ale... mogę się też tutaj zdziwić.

To
> na pewno nie udowodni naszej niezależności od KS - będzie tylko
> sprawiało wrażenie histerii i poważnych kompleksów wobec nich.

Towarzyszu, ależ co Wy znowu za głupoty wypisujecie? A co nas niby obchodzić ma w ogóle czyjekolwiek zdanie? Co nas, Wandejczyków, ma obchodzić, co sobie Sarmaci pomyślą o naszych własnych sprawach? Cóż to, towarzyszu? Wandystan ma iść tam, gdzie zechce, po swojemu, ma się rozwijać w taki sposób, aby każdy Wandejczyk, był zadowolony i zmotywowany do dalszej pracy, a nie rozwijać się tak, aby Sarmaci sobie coś tam myśleli. Skąd w ogóle pomysł o kompleksach? Jakich kurwa kompleksach?

> To, że nasza armia nazywa się Sarmacką, i że nasza partia-matka będzie
> nosić miano Komunistycznej Partii Sarmacji (wandów), wcale nie czyni
> nas ani podległymi, ani nawet w szczególny sposób związanymi z
> Sarmacją jako obecnym państwem. Chyba, że to Wy Towarzyszu będzie
> chcieli.

To może nazwijmy sobie partię Komunistyczną Partią Scholandii? Albo Komunistyczną Partią Piotrusiowa? Dla mnie ta nazwa ma zdecydowane znaczenie. Tak samo nie życzyłbym sobie mieć Wandejskiego godłą na wandejskiej fladze, jak i słowa "sarmacka" w nazwie kolejnej istotnej instytucji, w dodatku partii. Tym bardziej mnie dziwi określenie partii jako równocześnie sarmackiej i jako partii wandów. To jest obrzydliwe. Dla mnie to zakrawa na zdradę naszych ideałów. Właśnie za takie poglądy partia winna wzywać na przesłuchania niepoprawnych politycznie elementów.

Skoro towarzysz tyle mówi o nawiązaniach do prawdziwych systemów totalitarnych, to przypomnę może idee z Koreii Północnej - nie bieżmy żadnej zagranicznej ideologii, które nie są zgodne z naszym interesem, z naszymi własnymi potrzebami. A główna potrzeba Wandystanu, to - w moim zdaniu - potrzeba wypracowania sobie czegoś, co będzie wandejskie, a nie sarmackie, czegoś, co pozwoli nam się wreszcie od tej pieprzonej Sarmacji uwolnić. Towarzysze, żygam widząc kolejne posty o Sarmacji, i z pewnością umrę, mając być członkiwem sarmackiej partii. I nie ma to nic wspólnego z Sarmacką Armią Ludową, z towarzyszem Wandą, historią Wandystanu, ani z tym, że niektórzy towarzysze wciąż chcą się bawić i tu i tu. Ale kurwa, zróbmy wreszcie coś własnego, przestańmy być sarmacką satelitą! Czy na prawdę chcąc opowiedzieć o Wandystanie komukolwiek, kto się na mikronacjach nie zna, musimy najpierw opowiadać o Sarmacji?

> Zwykły mieszkaniec
> nie musi być członkiem partii. To chyba pokrywa się w sumie z tym co
> tow. tu pisze.

W tym sensie - tak. Miałem na myśli wyłacznie obawę o to, że skoro członkostwo w partii byłoby obligatoryjne, to nie byłoby miejsca na mieszkańców bzpartyjnych, ale już wszystko jest dla mnie jasne w tej materii. W sumie to można nawet przestać mówić o obywatelstwie - po prostu mieszkaniec starałby się o... legitymację partyjną!

> Wszystko wyjaśniłem w dalszej części - do której Tow. nie raczył się
> odnieść.

Ach, nie ma to jak drobne złośliwości. Dawaj tego chuja, z buta mu!

> Chodzi mi o to, że każdy z najważniejszych organów władzy
> państwowej byłby jednocześnie organem w strukturze partii. Tak więc
> Prezydent - Sekretarz Generalny, RKL - Biuro Polityczne, Churał Ludowy
> - Komitet Centralny.

Tak... przy czym towarzysz zakłada istnienie churału jak jakiegoś senatu, czegoś, czego już w Wandystanie nie ma. I zakłąda też RKL. Te instytucje są dość wątpliwe w dzisiejszych czasach. A towarzysz zakłąda, jak rozumiem, wszystko bez większych zmian, tak, jak było jeszcze niedawno,. tylko z innymi nazwami?

> Bynajmniej nikt nikomu nic nie chce narzucać. Nie mają to być
> "sowiety" realne, nic takiego nie postuluję. Wandejskie rady są o
> wiele bardziej elastyczne niż te realne, ZSRR. I bynajmniej nie chcę
> czerpać z realnych przykładów więcej, niż podstawy.

OK.

Mnie chodzi o to, że jak się za wczasu zbyt dużo narzuci, to potem nikt nie chce się bawić. To tak, jakby bawiąc się w chowanego, nagle naturalny lider osiedlowy ustalił dwudziestostronicowy regulamin. Przechodzi ochota na cokolwiek. Lepiej zacząć ostrożnie i stopniowo wypracowywać kolejne rozwiązania - o ile w ogóle będą potrzebne. A nóż okaże się, że wypracuje się kompletnie inne rzeczy, o jakich nikt wcześniej nie myślał, i dopiero będzie zajebiście?

>
> Rady, jak wspomniałem mogą pełnić rolę komitetów, wydziałów, oddziałów
> - wszystkiego. Co nie znaczy, że muszą - nadal jest miejsce dla
> standardowych urzędów i instytucji. Rady mają być pewnym
> ujednoliceniem (ale bardzo szeroko pojętym, raczej powiązaniem i
> ułatwieniem z prawnego punktu widzenia) dla inicjatyw oddolnych,
> których jestem miłośnikiem. Tworzysz oddział - stwórz radę, tworzysz
> zakład produkcyjny - komitet w formie rady się kłania. Nie ma tu
> obowiązku - ale powiedzmy sobie szczerze. Poza wymogami ilościowymi,
> pod status rady można podciągnąć niemal wszystko - co mi się bardzo
> podoba. A wymóg ilościowy zapewni nam, że nie będziemy mieli wielu
> jednoosobowych inicjatyw, które potem się zesrają, bo osoba straci
> zapał.

Mnie się wydawało bardzo to wszystko rozbudowane, przesadnie ustalone już z góry. Już to widzę, jak w czteroosobowym Wandystanie powstaje dwanaście różnych rad, w których siedzi jedna i ta samam osoba. W tym sensie minimum liczebności członków rady jest dobrym osiągnięciem, ale tylko teoretycznym. Dlatego też i moja wizja, jaką przedstawiłem, jest kompletną utopią. Już nawet istnienie owego wymogu, aby były do rady conajmniej trzy osoby, może być odstraszające na samym początku. Niestetry, jak długo jestem w Wandystanie, tak widzę, że właściwie wyłącznie sprawdzają się jednoosobowe inicjatywy. Tam, gdzie było więcej ludzi, to albo całość się prawie natychmiast wypalała, albo

pozostawał jakiś jeden osobnik. Obawiam się, że jednoosobowe
inicjatywy, jeżeli upadają, to nie dla tego, że osobnik
zapoczątkowujący się znudził, lecz dla tego, że inni mieli to
kompletnie w dupie i nie przyłączali się i podejrzewam, że nigdy nawet nie myśleli, aby się do czegokolwiek przyłączyć.

> Odnoszę się do całego dużego układu który przedstawiliście powyżej, a
> który przeczytałem z zainteresowaniem. Nie pasują mi właściwie tylko
> dwie rzeczy - zbytnie zinstytucjonalizowanie (ja widzę rady jako formę
> oddolną, spontaniczną) no i to, że w efekcie zinstytucjonalizowania
> brakuje obywateli żeby system działał.

Tak, to zinstytucjonalizowanie, jak mówicie, jest minusem. Jednak wizja wymusił taką formę, ponieważ wiem, że oddolnie nigdy dotąd, od 2007 roku nie pojawił się żaden większy i trwalszy ruch, czy inicjatywa kilkuosobowa. Po prostu, najwyraźniej taka jest w Wandystanie fizyka i tak długo, jak długo liczebnością obecnych mieszkańców nie przeważą jakoś inni, nowi, o wyższym poziomie uspołecznienia swojej aktywności, tak nie wiele się w tym względzie zmieni. Uczmy się wyciągać wnioski.

> W tym jesteśmy zgodni. Szczegóły mam różne :-)

Tak. Ale czy towarzysz też jest zdania, że wypada nam zmienić konstytucję, aby zapisać tam, że może istnieć tylko jedna partia polityczna, do której powinien należeć każdy poprawny politycznie i moralnie mieszkaniec?

;-)

--
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Tue 29 Dec 2009 - 10:12:59 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET