Ale co z tego wynika?
>
> Oto nasze jak najbardziej konkretne postulaty:
>
> - Powszechność Partii
> Nasza matka, jaką jest KPS(w) powinna zostać w pełni wskrzeszona.
Towarzyszu. Nie ma żadnego wskrzeszania jakiś minionych śmieci. Zróbmy coś nowego, bez żadnych konotacji z przeszłymi hasłami. Jeżeli KPS ma być komunistyczną partią sarmacji, to towarzysz już na starcie strzela sobie w stopę. Żadnej kurwa Sarmacji! To powinien być najpierwszy i najważniejszy postul;at każdego wandejskiego słusznego ruchu ludowego! Miejsce Sarmacji jest na mapie i, ewentualnie, w rubrykach zagranicznych prasy. Ale jak już coś mamy tworzyć, to na litość Wandy, twórzmy Wandystan! A jak ktoś chce mieć kurwa partie sarmackie, niech idzie do Sarmacji.
> Członkostwo w niej powinno być obowiązkowe dla wszystkich obywateli
> Mandragoratu. Unikający tego obowiązku winni być rozstrzelani za brak
> troski o Socjalistyczną Ojczyznę i nie dążenie do poprawy stanu
> państwa.
Towarzyszu. To nam zlikwiduje opozycję, nie będzie kogo winić za ewentualne nietrafione decyzje władz partyjnych. W moim przekonaniu winniśmy wymagać członkostwa w jedynej słusznej partii od każdego, ale nie w sposób przymusowy absolutnie. Przynajmniej ja to tak widzę. Oczywiście wybory władz partyjnych byłyby możliwe tylko dla partyjnych, podobnie jak, zgłąszanie projektów ustaw i uchwał... zresztą, ciekawi mnie co powiedzą inni.
> Aby uniknąć szkodliwego dublowania się stanowisk i oddalania
> się Partii od władzy, wszystkie organy państwowe byłyby jednocześnie
> organami partyjnymi (więcej niżej).
Nie do końca rozumiem, co ma towarzysz na myśli. Jako organy państwowe widzę Prezydenta i sąd, np. Pretora, wybieranego przez wyborców, jak dawniej. Czy macie na myśli jakieś jeszcze organy? Ewentualna Rada Komisarzy Ludowych i tak jest od dawna bardzo wtpliwym i tymczasowym tworem na życzenie samego Prezydenta. Niejako z definicji jest to więc organ "partyjny"
>
> - Sowietyzacja
> Radzieckość jest jednym z podstawowych postulatów prezerwatywizmu.
> Wprowadzenie systemu rad, które byłyby oddolnie tworzone przez
> robotników, żołnierzy, chłopów czy postępową inteligencję, jest
> pomysłem na wyjście z marazmu. Rada mogłaby być tworzona przez
> dowolnych trzech bądź więcej członków Partii i mogłaby mieć dowolny
> charakter -> czy to oddziału wojskowego, czy rady zakładowej, czy rady
> miejskiej/regionalnej, czy frakcji partyjnej albo nawet urzędu
> państwowego (!). Jesteśmy również za ustanowieniem maksymalnej
> przynależności jednego obywatela do dwóch rad, aby uniknąć tworzenia
> się masy martwych rad.
W pewnym sensie muszę przyznać towarzyszowi słuszność w idei rad. Ale nie sądzę, aby sowietyzacja i usilne narzucanie radzieckości miało być szczęśliwym rozwiązaniem. Nie starajmy się na siłę narzucać od razu jakiś bardzo ściśle określonych wzorów. Te się wypracuje. W przeciwnym razie, jak nie będzie "żarło", zabawa się szybko wypali. Ja bym przede wszystkim stawiał na wandejskość. Cokolwiek by to nie było, niech to będzie kurwa Wandystan, a nie v-ZSRR. Zresztą, w obecnej chwili pewne elementy sowieckie są fajne w jednych sferach, ale za to w innych sferach fajniejsze są elementy koreańskie. A do tego trzeba dodać, rzadziej eksploatowany wzorzec Ameryki Południowej, równie bogaty i inspirujący.
Co do rad, przyznam się, że ja bym widział to przykładowo tak. Chcę teraz dokonać ekspresji mojej wizji, a będzie to czysto wizja teoretyczna. Partię widziałbym jako organizację trójstopniową, w jakiej byłoby miejsce na awans społeczno-polityczny i tak samo na degradację społeczno-polityczną. Procesy te zachodziłyby ciągle, w sposób dynamiczny. Ilość miejsc u władzy byłaby bowiem ograniczona i utrzymanie się na wysokim stołku zależałoby od bieżącej aktywności. Krótko mówiąc - kto bardziej aktywny, ten idzie w górę, kto mniej - w dół. A widziałbym to tak, że pierwszym poziomem byłaby masa członków partii szeregowych. Mieliby prawo głosu w referendum ogólnonarodowym, w wyborach prezydenckich i powiedzmy, pretorskich. Poziomem drugim byłyby komitety lokalne, utworzone w miastach i innych miejscowościach. Każdy członek partii musiałby być członkiem partii zapisanym do danego komitetu lokalnego. Sam komitet lokalny składał by się z trzech osób. Nie mniej, nie więcej. Możemy przyjąć, że byłaby tam hierarchia - przewodniczący, zastępca, sekretarz - przykładowo, akurat to jest najmniej istotne. Trzecim i najwyższym poziomem byłby komitet centralny, który mógłby skłądać się z czterech - pięciu osób (w sensie, że więcej niż trzy) i którego przewodniczący byłby zarazem szefem całej partii. Możliwość ustawodawczą mieliby tylko członkowie komitetów lokalnych i centralnego, oni by też przyjmowali ustawy głosowaniem. I teraz tak. Szeregowy członek partii jeżeli byłby aktywny, zasługiwałby swoją aktywnością na to, aby znalźć się w komitecie lokalnym. Jeżeli aktywność takowego przewyższałaby aktywność któregoś ze członków komitetu, to ów członek komitetu wylatuje do masy szeregowej, a ów aktywny szregowy wchodzi do komitetu. I podobnie, jeżeli któryś członek komitetu lokalnego jest bardziej aktywny, niż członek komitetu centralnego, to i tutaj ma miejsce zamiana. Degradacja wynikałaby z konieczności ustąpienia miejsca komuś aktywnemu i awansującemu. Mogło by to wyglądać tak, że przewodniczący komitetu lokalnego stwierdza, że chcąc nie chcąc musi przyznać iż obywatel X, Y jest bardzo aktywny w ostatnim miesiącu, zaś pewien członek komitetu, ob. Z.V., dla partii ostatnio uczynił nie wiele. I zadawałby pytanie do członków partii przynależnych do danego komitetu, czy nie mają nic przeciw awansowi.degradacji. Awans/degradacja do komitetu centralnego odbywała by się przez szefa całej partii, a zgodę/sprzeciw wyrażaliby członkowie wszystkich komitetów lokalnych (centralnego nie - bo z niego ktoś wypada). Można by przyjąć, że w komitecie lokalnym można pchać się po szczeblach - awans do centralnego ma możliwy przewodniczący komitetu lokalnego, a wówczas na jego miejsce wchodziłby zastępca, zaś na miejsce zastępcy wchodziłby sektretarz. A nowego sekretarza lądowałby gość usunięty z komitetu centralnego. Oczywiście szef całej partii musiałby mieć zagwarantowaną jakąś kadencję, bo inaczej zapanowałby chaos, jakby byłą na tym stanowisku za duża rotacja.
Jeżeli przyjąć założenia o tym, że poziom pierwszy - szeregowych członków partii - nie jest bezwzględnie potrzebny, oraz, jak to było mówione do tej pory, komitet lokalny skłąda się z 3 a centralny z 4 osób, to mamy potrzebę istnienia 6 mieszkańców dla GWS i Precelkhandy jako komitety lokalne a do tego 4rech na komitet centralny -- w efekcie potrzebnych byłoby minimum 10 mieszkańców, aby jakoś ciągnąć taki system. Rotacje byłyby wóczas tylko między komitetami, bowiem nie byłoby członków szeregowych. A jak by liczebność wandejczyka wzrosła, to by utworzył się kolejny komitet. Można też przyjąć, że komitet lokalny składa się z dwóhc osób. A wówczas potrzebne byłoby 2 + 2 + 3 = 7 mieszkańców (komitet centralny jako 3 osoby). Dodam, że komitet lokalny opiekowałby się miastem, tworzyłby strony www miasta, a także ośrodek polityczny. Na dzień dzisiejszy liczę siebie, Pupkę, Lepkiego, Radzieckiego i Peruna, jako ostatnio najaktywniejszych na LDMW i wychodzi mi 5. Do minimalnego układu potrzebne jest jeszcze 2.
Ale to tylko teoria, w praktyce widziałbym po prostu wprowadzenie prawa, że w Wandystanie może działać tylko jedna partia, zaś podstawową zasadą byłąby aktywność. Kto jest nie aktywny, kto nie uczestniczy w inicjatywach, ten....
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Tue 29 Dec 2009 - 08:29:01 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET