W dniu 15 grudnia 2009 18:59 użytkownik Iwan Maria de Folvil-Arped
<ingawaar_usunto_at_gmail.com> napisał:
> Na kiedy mam to napisać? Aż mnie zęby bolą na samą myśl, że mam coś pisać,
> przecież jak coś napiszę to jedynie wulgarne, gówniarskie wypociny, niech
> Struszyński napisze, on umie lepiej, może za mnie napisać, nie obrażę się:*
Dobrze, zatem piszę. Mam na imię Ivo. Często przyglądam się swojemu
lustrzanemu odbiciu w lustrze, szczególnie podziwiam moje piękne
dredy. Niedawno jednak, ze zdumieniem odkryłem, że w tym odbiciu jest
jeszcze coś - coś, czego wcześniej nie było. Po krótkiej chwili
przerażenia odkryłem zdumiewającą prawdę: oto maleńka postać
towarzysza Radzieckiego odbijała się w rogu. Ha! Oto ten stary i
dobrze zbudowany Morwańczyk przyszedł do mnie, stanął w drzwiach i tam
po prostu stoi. Ale czego mógł ode mnie chcieć? Ode mnie, neoikad,
cyklisty, poety wulgarnej natańszczyzny? Dlaczego stał tam, diuk
Kościński wie, jak długo i milczał? Przyglądałem się jego odbiciu dość
długi czas, w końcu zagadnąłem:
- Hej! Piczo!
- Hej! Piczo! - odpowiedziało echo i zacząłem obserwować, jak
lustrzane odbicie towarzysza Radzieckiego powiększa się z sekundy na
sekundę. Niebawem poczułem jego szybki oddech na mym karku. Sapał.
- Ivo - powiedział - Ivo, mój drogi, bardzo Cię pragnę. Ach, nawet nie
wiesz, jak bardzo.
- No już, spuszczaj się! - Zawołałem niecierpliwie.
- Ależ Ivo! Nie tak! To nie tak!
- No już! Raz dwa, bez dyskusji!
- Ivo! - Objął moje ramiona i kiedy całował mnie w ucho, zapiszczał.
- No a teraz to mi powiesz, co żeś chciał.
- Ach, Ivo... - Kiedy odwróciłem do niego głowę, miał zamknięte oczy.
- Po co psuć takie przyjemne chwile?
- No, już, mów od razu, co Cię do mnie sprowadza?
- Ivo, przyszedłem po Twoje wspomnienia.
- Hm... doprawdy nie wiem co mam odpowiedzieć. - Nie spodziewałem się,
że towarzysz Radziecki będzie mówił wierszem. Czy to była jakaś
metafora? Alegoria? A może też było to nic, ot taka zabawa słowami?
Nim jednak zdążyłem zastanowić się głębiej, on położył już dłonie na
mej głowie i przycisnął do niej usta. Chciałem mu powiedzieć, że
pozwala sobie na zbyt dużą spoufałość, chciałem się uwolnić od tej
krępującej bliskości, lecz nie byłem w stanie. Działo się coś
dziwnego, coś nie dającego się wyrazić słowami. Kiedy skończył,
poczułem pustkę. A on się uśmiechał.
- Tak tak, Ivo - powiedział. - Przyszedłem po Twoje wspomnienia. Teraz
zabieram je ze sobą.
Patrzyłem, jak odchodził. Lecz kim on był, dlaczego mówił do mnie Ivo,
dlaczego stał tak blisko mnie... i gdzie ja do cholery jestem?
--
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Tue 15 Dec 2009 - 11:00:27 CET