> Prawdą jest, że milej będzie jak będziemy dla się bardziej życzyliwi,
Tak i tego winniśmy od siebie wymagać.
> ale towarzysz jak mi się zdaje posuwa się zdecydowanie za daleko i probuje tutaj wręcz wprowadzić jakąś autocenzure, która miałaby wykluczać krytykowanie innych (wybranych?) towarzyszy. Nie godzi się tak.
To jest Wasza nadinterpretacja, drogi kolego. Rozumiem Wasze obawy, jakie chcecie w swojej wiadomości wyrazić, ale zapewniam, że negatywną ocenę ostatnich działań towarzysza Kanzlera już napisano nie raz i wszyscy nie tylko ją znają, ale i zdaje się, podzielają. Powielanie jej po raz setny jest już chyba próbą wytrzymałości pozostałych towarzyszy.
Po pierwsze, jak widać niektórzy bywalcy LDMW nie potrafią niczego innego jak tylko czynić echo, powielać coś, co ktoś już powiedział, własnymi słowami. Nie było by w tym nic zdrożnego, o ile by ci towarzysze rovili tu coś jeszcze. W efekcie LDMW przypomina sieć neuropodobną samoczynnie podtrzymującą krążący w niej bezsensowny impuls. Wiadomość powtózona wiele, wiele razy to po prostu spam. Ja protestuję więc przed spamowaniem.
Po drugie, jak widać to w historii, raz jeden, raz drugi towarzysz ma czasem gorszy okres. Któż teraz zaprzeczy, że towarzysz Kanzler, który niedawno jeszcze szczycił się niezwykle akywnego działacza Mandragoratu, wkłądającego ogrom wysiłku w podtrzymywanie Wandejskiej Piłki Nożnej, w działalność dyplomatyczną i szereg innych rzeczy, obecnie ma właśnie taki jakiś gorszy okres działalności. Cóż, trzeba poczekać i mieć nadzieję, że w końcu się skończy, zaś Mandragorat odzyska aktywnego mieszkańca. Wszystko wskazuje na to, że kraj stracił kolejną aktywną osobę. Zamiast działać dalej, czy wypełniać powstałę luki, wszyscy się ponownie pienią i silą organy jadowe nie wiadomo przeciw komu. Skoro towarzysz Kanzler osłabł w aktywności, powiedział, że daje sobie z nią spokój, to nie do końca rozumiem, jaki jest cel żądlenia żądłami w to miejsce, w jakim jeszcze niedawno towarzysz Kanzler stał. Ja tam nie wiem o co tutaj chodzi i prawdę mówiąc, nie mam ochoty dociekać. Nie rozumiem, czemuż to towarzysz Kanzler odpuścił nagle tak uprzednio oczekiwany start w wyborach, dlaczegoż ma jakieś pretensje do towarzysza Pupki, dlaczego ich dokładniej nie wyartykułował. Jak już wspominałem, co by nie powiedział i jak, po prostu coś ostatnio mu nie wychodzi działalność w Wandystanie. I już widzę wszystkich obecnych tu Wandejczyków, jak krzyczą, że im jakoś ta działalność zawsze wychodzi i nigdy nic dziwnego nie zrobili. Trzeba teraz myśleć o tym, co jest dalej, a nie atakować towarzysza. Temat był delikatniej przerabiany z towarzyszem Ciupakiem. Nie wracajmy do ślepych zaułków.
Po trzecie, nie widzę powodu do tego, aby ktoś kogoś krytykował. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie ku temu, aby krytykę wyłożyć czytelnie, elegancko i w sposób konstruktywny. W innym przypadku nie idzie już utrzymać innego zdania o krytykującym, jak tylko, że jego jedynym celem jest agresja i atak. Albo jesteśmy bandą kinderneo, albo mamy jakiś tam metaświadomościowy sposób samokrytyki. A jak ktoś nie umie napisać maila z konstruyktywną krytyką, niechaj idzie za radą naszego towarzysza z Sarmacji i się do Sarmacji przeniesie.
>
> Czasem trzeba nazwać rzeczy po imieniu. To co wyprawia w ostatnim czasie kanzler jest całkowicie beznadziejne i niestety świadczy o Kanzlerze jako całości. Cytując klasyka, mężczyzne ocenia się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy...
No więc jak nazwiemy tę rzecz? I w ogólu komu jest to potrzebne? Co więc wynika z tego, że naskoczył towarzysz na towarzysza Kanzlera i kąsa go zajadle, że to niby źle kończy i jest jakimś wadliwym mężczyzną? Co z tego wynika? Czyżby w ten sposób nagle znikł problem braku aktywnego Wandejczyka? Nagle kadra dyplomatyczna przestałą odczuwać braki? A może już się cała ta zagadkowa zadyma i nieporozumienie wyjaśniło? Tak? Już wszystko jest jasne?
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Sat 05 Dec 2009 - 08:41:54 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:28 CET