Stru wrote:
> Towarzysze. Proste. Trzeba dokończyć. Początek jest taki:
>
>
> Dimitrj obudził się wczesnym rankiem. Przetarł oczy, ziewnął,
> przeciągnął się. Wstał z materaca, odkręcił kran, napił się nieco
> lodowatej wody. Pozbierał z podłogi ubranie, ubrał się i wyszedł.
> Precelkhanda wyglądała gorzej niż Prypeć. Centrum miasta ze swą
> średnią zabudową przypominała raczej cmentarzysko budynków,
> popękanych, pozbawionych szyb, jak gdyby walczących o miejsce wraz z
> dziką zielenią, wbijającą się do nich przez okna i drzwi. Dimitrj
> przedzierając się przez haszcze, które już dawno zarosły chodniki,
> przedostał się na opuszczoną szosę. Nad głową przeleciało kilka
> ptaków. Zawiał wiatr. Podobno w Genosse coś się dzieje, takie były
> pogłoski. Zdawał sobie sprawę, że stolica nie wyglądała lepiej niż
> Precelkhanda, dlatego z trudem mógł sobie wyobrazić, jak mógł wyglądać
> wiec wyborczy jedynego kandydata na urząd prezydenta. Ale, podobno,
> zmienił się też Mandragor. Takie były pogłoski. Dimitrj uszedł
> zaledwie kilka metrów, gdy...
>
>
Co to jest do kurwy nędzy Prypeć? To literatura, tu trzeba być spójnym.
... wpadł w maszerujący ulicą zespół KS Wandea. Owionął go zapach
dobrych perfum i dreamlandzkiej whiskey. Zdziwiło go to niepomiernie,
bo najbardziej znienawidzonego zespołu od dość dawna nie zgłaszano do
rozgrywek, tymczasem szli oni w koszulkach klubowych i z przydziałowymi
pepeszami (pistoletatami produkcji socjalistycznej z Krystyna-Fabryka w
Precelkhandzie). Dmitrij podszedł do Chubarowa i chciał poprosić o
autograf, gdy...
--
Bonek
Received on Thu 12 Nov 2009 - 15:42:37 CET