Dimitrj obudził się wczesnym rankiem. Przetarł oczy, ziewnął, przeciągnął się. Wstał z materaca, odkręcił kran, napił się nieco lodowatej wody. Pozbierał z podłogi ubranie, ubrał się i wyszedł. Precelkhanda wyglądała gorzej niż Prypeć. Centrum miasta ze swą średnią zabudową przypominała raczej cmentarzysko budynków, popękanych, pozbawionych szyb, jak gdyby walczących o miejsce wraz z dziką zielenią, wbijającą się do nich przez okna i drzwi. Dimitrj przedzierając się przez haszcze, które już dawno zarosły chodniki, przedostał się na opuszczoną szosę. Nad głową przeleciało kilka ptaków. Zawiał wiatr. Podobno w Genosse coś się dzieje, takie były pogłoski. Zdawał sobie sprawę, że stolica nie wyglądała lepiej niż Precelkhanda, dlatego z trudem mógł sobie wyobrazić, jak mógł wyglądać wiec wyborczy jedynego kandydata na urząd prezydenta. Ale, podobno, zmienił się też Mandragor. Takie były pogłoski. Dimitrj uszedł zaledwie kilka metrów, gdy...
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Thu 12 Nov 2009 - 14:40:36 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET