DYMISJA

From: Prezydent Mandragoratu Wandystanu <ramzes_usunto_at_moja.infojama.pl>
Date: Mon, 13 Jun 2005 00:18:53 +0200

                          Pałac Roszkowskich, dnia 12 czerwca 2005 r.

Drogie obywatelki, szanowni obywatele.
                          

Tydzień temu w przemówieniu do Narodu oświadczyłem, że dnia 12 czerwca 2005 r., złożę rezygnację ze sprawowanego urzędu. Zgodnie ze złożoną wtedy obietnicą, niniejszym rezygnuję z urzędu Prezydenta Mandragoratu Wandystanu. Oświadczam jednocześnie, że do czasu zaprzysiężenia nowego Prezydenta będę pełnił tymczasowo obowiązki Prezydenta Mandragoratu. Niezwłocznie po wyborze nowego Prezydenta prześlę mu wszystkie otwarte za mojej kadencji sprawy, dokumenty i korespondencję, które ich dotyczą oraz przekażę uprawnienia administratorskie na liście dyskusyjnej Rady Komisarzy Ludowych.

Szanowni Państwo.

Urząd Prezydenta sprawowałem przez pięć miesięcy i dwadzieścia jeden dni. Prawie półtorej kadencji. Miałem na ten okres wielkie plany, z których część udało mi się zrealizować, a część, z różnych względów niestety odeszła do lamusa lub też czeka na swoją kolejkę. Myślę, że zbliżające się wakacje będą dobrym okresem na zrealizowanie niektórych moich dawnych planów, tym razem już poza rządem, ewentualnie we współpracy z nim. Nie chcę poświęcać w tej chwili czasu na podsumowania. Nie zamierzam się chwalić tym, co mi się udało zrobić. Niech każdy oceni to sobie samemu. Nie będę również mówił w tej chwili o rzeczach, które mi się nie udały. To także Państwo wiecie, ja również znam je na pamięć. Chciałbym tę wypowiedź poświęcić krótkiej
(no może nie aż tak krótkiej ;)) refleksji na temat wirtualnego życia.

Dokładnie 29 kwietnia 2005 r., upłynął rok od kiedy mieszkam w wirtualnym świecie. Moim pierwszym krajem, jak z resztą sporej części z Państwa była Sarmacja. Przez pewien czas byłem tam nieaktywny, do czasu kiedy poznałem Piotra Krupińskiego, który jest w pewnym sensie sprawcą tego, że w tej chwili piszę tego maila. Khand pomógł mi, a właściwie był głównym sprawcą tego, ze zostałem sędzią, a następnie Prezesem Sądu Najwyższego (Panów z zagranicy proszę o niekomentowanie, bo dość się już nasłuchałem o swoich rzekomych zdradach).

Podczas wchodzenia po szczeblach kariery w sarmackim wymiarze sprawiedliwości poznałem Krzyśka Szczuckiego- niegdyś również sędziego SN.

Dzięki Sarmacji poznałem wiele osób- bardziej lub mniej przyjemnych. Do bardzo dobrych zaliczam znajomość z Johnem Casteway’em- obecnie Prezesem Sądu Krajowego oraz Piotrem Brysikiem- aplikantem tego sądu
(prawnicza sitwa ;)), które nadal mam przyjemność utrzymywać.

Jak zakończyła się moja przygoda (i Krzyśka, bo to w sumie jedna sprawa :)) z Sarmacją, wszyscy wiedzą (i tu również proszę Panów z zagranicy o powstrzymanie się od komentarza). Jednakże moja sarmacka bytność i znajomości, jakie tam nawiązałem miały decydujący wpływ na moje dalsze wirtualne życie.

W tej chwili ani ja, ani Krzysiek nie jesteśmy już obywatelami sarmackimi. Za sprawą Khanda (znów) mieszkamy dalej na południe od Grodziska, w pięknym kurorcie Winnica.

Pierwsze pytanie, jakie Piotr zadał mi po wprowadzeniu się do Wandystanu brzmiało: „chcesz być sędzią, czy politykiem?”. Wybrałem opcję drugą i wystartowałem w pierwszych wyborach prezydenckich. Sądziłem, że w starciu z Tomkiem Golińskim nie mam większych szans, ale jednak z niespotykaną łatwością wybory wygrałem.

Praca w Radzie Komisarzy Ludowych, a konkretnie praca nad przygotowywanym przez nią projektem pierwszej ustawy o samorządzie terytorialnym przysporzyła mi kolejnej znaczącej znajomości. Wówczas poznałem późniejszego Dekamerona Socjogramu, Pawła Milewskiegocz łowieka bardzo mi bliskiego, na którego (Tak jak i z resztą na Khanda i Krzyśka) zawsze mogę liczyć.

Podczas pierwszej mojej kadencji powstał Mostostal Winnica- dziecko moje i Krzyśka (i znów dziękuję Khandowi za wsparcie, tym razem finansowe :)). Jednak o sukcesach i porażkach mojego biznesu pisał również nie będę.

Wybory na drugą kadencję już nie poszły tak gładko. Od momentu, kiedy w Wandystanie pojawił się Aleksander Bartłomiej Keller wiedziałem, że w następnych wyborach będę miał poważnego kontrkandydata. Istotnie. Tym razem zwyciężyłem jednym głosem. Ale nie wiem, jak by się sprawa potoczyła, gdybym, tak jak podczas pierwszych wyborów leżał z czterdziestostopniową gorączką. Nie ukrywam, że postać Pana Kellera, w moim mniemaniu polityka z krwi i kości, przez cały czas mnie prześladowała (w różnych tego słowa znaczeniach ;)).

Druga kadencja nie przebiegła już tak spokojnie jak pierwsza. Pojawił się dość ostry spór z WSPJ (odejście Pana Kellera z rządu) oraz coś, co rządem dość istotnie wstrząsnęło- odejście Krzyśka Szczuckiego. W ten sposób w RKL został jeden Komisarz, jeden Samodzielny Referent w randze Komisarza i ja... Od finansów, spraw zagranicznych, obrony narodowej, spraw wewnętrznych, administracji publicznej, bezpieczeństwa itp... To dla mnie za dużo. Ale uznałem, że powoływanie nowego Komisarza Ludowego jest bez sensu, kiedy i tak moja kadencja niedługo dobiegnie końca.

Już od końcówki pierwszej kadencji byłem zdecydowany na odejście z polityki po wypełnieniu drugiej kadencji na urzędzie Prezydenta, ale niestety/na szczęście [interpretację pozostawiam Państwu], moja druga kadencja nie dotrwa do końca, czyli do 22 sierpnia br. Względy państwowe spowodowały, iż to właśnie dzisiaj składam rezygnację z urzędu. W międzyczasie padły pytania, dlaczego wycofuję się z polityki całkowicie. Otóż przede wszystkim ze względów realowych. W razie wygrania wyborów prezydenckich, moja kadencja zahaczyłaby dość znacznie o rok szkolny- dość istotny i trudny dla mnie, jako, że zmieniam w tym roku szkołę i jak sądzę, moja aktywność w pierwszych miesiącach powakacyjnych znacznie spadnie, co byłoby ze znaczną szkodą dla Wandystanu, gdybym wówczas był jego Prezydentem. Druga kwestia to moje faktyczne zainteresowania. To, co mnie naprawdę ciągnie to orzekanie, a nie publiczne (!) darcie kotów z Panem Kellerem o to, czy Międzynarodówka (tu Pana Kellera proszę o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy ;). Chociaż nie wiem, czy po dzisiejszym wiecu będzie to możliwe :P) ma być ustawowa, czy pozaustawowa. Myślę, że w orzekaniu (Panów z zagranicy znów proszę o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy) sprawdzę się lepiej niż w walkach politycznych, które są w końcu nieodłącznym elementem władzy. Co prawda na razie spraw sądowych zbyt wiele nie ma, ale liczę na poprawę (kieruję te słowa przede wszystkich do osób znanych z pieniactwa :), jeśli takie tu mamy. Liczę na Was! ;)). To właśnie, co miło wspominam z Sarmacji, to Sąd Najwyższy zawalony sprawami aż po sam hall.

Drodzy Państwo.

Spakowałem już swoje walizki. Opuszczam Pałac Roszkowskich, tym samym po prawie półrocznej okupacji pozwalam mu odzwyczaić od mojego codziennego, rannego jęku „eee znowu trzeba wstać...” i biegania po korytarzach z krzykiem i rozwianym włosem, z telefonem przy uchu w poszukiwaniu jakiegoś papierka, który zaginął gdzieś w „artystycznym nieładzie”. Udaję się do mojej winnickiej rezydencji na, chyba zasłużony, urlop. Liczę, że dane mi będzie powrócić do Genosse Wanda Stadt na ulicę Wolności, tyle, że sześć numerów dalej- do gmachu Trybunału Ludowego, gdzie znów będę biegał z rozwianym włosem i telefonem przy uchu w poszukiwaniu jakiegoś papierka, który zaginął w „artystycznym nieładzie”.

Przyszły Prezydent, kimkolwiek by on nie był- nawet Panem Kellerem
(:P) może liczyć na moje wsparcie w początkowych dniach urzędowania
oraz na wprowadzenie w sprawy bieżące.

Dziękuję bardzo moim wszystkim wyborcom za zaufanie, jakim mnie obdarzyli. Dziękuję tym, którzy woleliby, aby to kto inny zajmował gabinet na I piętrze w Pałacu Prezydenckim, że już w pierwszych dniach urzędowania nie chcieli pozbawić mnie stanowiska. Przepraszam tych, których zaufanie zawiodłem w jakikolwiek sposób. Dziękuję szczególnie Khandowi za wprowadzenie mnie w wirtualne życie, wsparcie, jakiego mi udziela. Dziękuję bardzo Pawłowi i Krzysiowi za to, że kiedy potrzebna mi była rada, pomoc albo coś innego, oni zawsze mi jej udzielali. Gdyby dodać czas, który z tymi trzema panami przegadałem, powstałaby imponująca ilość dni. Dziękuję Albusowi Boreedowi i Arivio Medyceuszowi za lojalność i wsparcie oraz za to, że dostarczacie mi wspaniałej, księgowej pracy [;)]. Serdeczne dzięki wszystkim, których w mniej lub bardziej pozytywnych okolicznościach, gorzej lub lepiej poznałem. No i w końcu dziękuję Panu, Panie Keller. Bez Pana byłoby tu... nudniej ;).

(-) Michał Sobczak

p.o. Prezydenta Mandragoratu Wandystanu
Dekameron Wszechjutrzni Received on Sun 12 Jun 2005 - 15:18:59 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:13 CET