> Byłem członkiem. Już nie jestem.
Drogi Towarzyszu! Członkiem jest się dopóki dymisja przyjęta nie zostanie. Dlaczego? Dla dobra MW!
> A to już kwestia Waszego samopoczucia. Ja się w biurze nie pojawiam i
> nie będę się pojawiał. Że co? Że mi pensję odbierzecie? Jaką pensję?
> Że co? Że tytuł? LOL.
Raczej w drugą stronę, kochany Kanzlerze. Gdyby działał system, naonczas jako komisarz pensję otrzymywalibyście nadal, mimo złożenia dymisji, aż do czasu jej przyjęcia. Podobnie przysługiwałby Wam służbowy samochód etc. Abstrahując jednak od tych wątpliwych przywilejów, w dalszym ciągu pozostajecie KLSZ, a zatem sprawy zagraniczne wciąż pozostają w gestii kochanego towarzysza. Jeśli nie zajmiecie się nimi -- trudno. Sterta papierów narośnie, upodabniając się do wieży Babel (znany mit z Ces. Aztec), a wiarygodność MW w v-świecie spadnie.
> Dymisja została złożona i przyzwoitość nakazuje dwie rzeczy:
> 1) porozmawiać z dymisję składającym,
> 2) przyjąć ją jeśli rozmowa nic nie da.
>
> Ani punktu 1 ani 2 nie wypełniacie. Więc to już nie o mnie świadczy.
> Dymisję złożyłem w ubiegłym tygodniu. Po wielu tygodniach przemyśleń.
Najdroższy towarzysz raczy wybaczyć, jeÅ›li zwrócÄ™ mu uwagÄ™ na trzy okolicznoÅ ›ci -- pewne ograniczenia w moim dostÄ™pie do komunikatorów w ostatnim tygodniu, wysokie kwalifikacje Towarzysza i brak rozmowy *przed* zÅ‚oÅ ¼eniem dymisji. PozwolÄ™ sobie wyrazić przypuszczenie, że gdybym mógÅ‚ w prywatnej rozmowie rozjaÅ›nić Towarzyszowi swoje intencje, to do dymisji w ogóle by -- z braku powodów nie doszÅ‚o. Gdyby byÅ‚ towarzysz kiepskim komisarzem zapewne od razu przyjÄ…Å‚bym dymisjÄ™, jednak wobec Waszych znanych powszechnie zasÅ‚ug w odbudowie PZ, zależaÅ‚o mi na rozmowie, której z powodu ograniczeÅ„ odbyć nie mogÅ‚em. Mam nadziejÄ™, że udaÅ‚o mi siÄ™ rozjaÅ›nić nieco towarzyszowi nieprzyjÄ™cia dymisji i nie odbycia rozmowy :)
> Dodatkowo postanowiłem zrezygnować z wszystkich funkcji ambasadorskich
> - przyczyny zdrowotne.
Z bólem serca czytam o kiepskiej kondycji Waszego zdrowia! Mam nadzieję, że nie przeszkodzi ona Najdroższemu Towarzyszowi w kandydowaniu na prezydenta Mandragoratu Wandystanu? Prosiłbym Kochanego Towarzysza o zaopiekowanie się mimo wszystko placówkami dyplomatycznymi jeszcze przez kilka dni -- boję się, czy tak nagłe ich opróżnienie nie zostało by odebrane jako sygnał ochłodzenia stosunków.
> Przykro mi, że swoja indolencją zmuszacie mnie do czynów tak daleko
> posuniętych. Ale jako światły przywódca oraz doskonały dyplomata na
> pewno sobie z kryzysem w PZ poradzicie.
Pogrążam siÄ™ w głębokim smutku czytajÄ…c powyższe sÅ‚owa Drogiego Towarzysza. Z niepokojem dokonuje rachunku sumienia, nie odnajdujÄ™ siÄ™ jednak -- proszÄ™ towarzysza o wybaczenie -- winnym Waszych kÅ‚opotów zdrowotnych. Mimo usilnych prób ciężko mi też zgodzić siÄ™ z twierdzeniem, jakoby o indolencji Å›wiadczyÅ‚o obarczenie Towarzysza współodpowiedzialnoÅ ›ciÄ… za Å›mierć Å›wieckiej pamiÄ™ci tow. MichaiÅ‚owicza. Być moÅ ¼e byÅ‚o ono nieopatrzne i pozbawione podstaw merytorycznych, co Å›wiadczyÄ ‡ mogÅ‚oby o mojej (bez wÄ…tpienia głębokiej) ignorancji, na pewno jednak nie indolencji.
> Nie mam wobec Was żadnych zobowiązań Tow. Prezydencie.
Nie macie. Ale wobec MW?
-- APReceived on Mon 02 Nov 2009 - 16:42:54 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET