> Tytułowe opowiadanie mnie rozwaliło swoim pomysłem :)
>
Nic nowego. Akurat tego typu rzeczy już czytałem kilka lat wcześniej. Aczkolwiek nie chodziło o dość płytki klimat grozy chrześcijańskiej, księdza i złego ducha - tyematem była praca kosmicznych drwali (to było s-f) mających za zadanie ściąć stare drzewa olbrzymy na jakiejś planecie. Oczywiście nie byli to zwykli drwale, ale specjaliści (coś jak rzeźnik drzew) a same drzewa były tak duże, że trzeba było się na nie wspiąć i ścinać od wierzchołka kawałek po kawałku. No i okazało się, że drzewa żyją, są w symbiozie z tubylcami (stosunkowo pierwotnymi), a wśród drzew żyje jakaś trudna do pojęcia istota rozumna, która może nieźle namieszać drwalom we głowach. Inny przykłąd dotyczył z kolei jakiejś opowieści o druidach - dziadki czczą drzewa, przy czym jedno okazjue się być świadome i - jak w Harry Poterze - okłada gałęziami samotnych druidów wycinając radę kapłańską jeden za drugim (co okazało się mieć podtekst "polityczny" - na miejsce starej rady pojawiła się na szybko skleciona nowa rada, złożona z młodych i gniewnych). W tym przypadku idea złowrogiego drzea niespodziewanie przemieniła się w spisek polityczny, co mnie nieco zdegustowało. Tym samym, utworek tytułowy nie był dla mnie specjalnie odkrywczy a i samo zakończenie jest niezwykle naiwne. Coś takiego może napisać nastolatek, ale nie ktoś, kto się już publikował wielokrotnie! Jestem pewny, że gdyby autor się wysilił, to może i opowiadanie miałoby stronę więcej, ale zakończenie nie byłoby niespodziewanie urwane i zupełnie z dupy, z idiotycznym wyjaśnieniem co w tym drzewie siedzi (byłoby lepiej, gdyby w ogóle w tak krótkiej formie nie było żadnych wyjaśnień). Nawet, jeżeli finałowy pojedynek miał przeprowadzić ów cmentarny kowboj z kuszą. Niemniej jednak, jak już pisałem, ogólnie pomysły tego autora mi się podobają. Nawet próba z nietypowymi formami, jak np. mamy do czynienia w pierwszym opowiadaniu otwierającym zbiór - jest to niezwykle krótka forma narracji, zawierająca w sobie i klimat żywych trupów, i jakieś polskie nawiązania, ale i pastisz rodem z najtańszych amerykańskich filmów grozy o nastolatkach i gumowym potworze w kształcie marchewki. Trochę mnie razi jednak "grafomański" język. No cóż, nie mam wyjścia, tylko przełknąć to i przyzwyczaić się. Taki urok autora.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Sun 11 Oct 2009 - 05:59:31 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET