Re: Wandystan: Wandejski Klub Dyskusyjny

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Sun, 11 Oct 2009 11:30:51 +0200


W dniu 11 października 2009 04:07 użytkownik Lord Darth Kanzler <von.thorn_usunto_at_gmail.com> napisał:

> Tzn. może nieco inaczej - nie tyle doktrynę chrześcijańską co ogólnie
> prymat monoteistycznych religii w kwestii wpływu na światopogląd
> społeczeństwa. Bo o ile badać można satanizm, okultyzm, ezoteryzm i
> inne nurty w nawet najwęższych ich ujęciu, tak zbrodnią niejako jest
> badanie ich w oderwaniu od kontekstu w jakim funkcjonują - tu głównie
> chodzi mi o niszowość względem mainstreamu społecznych wierzeń. To
> właściwie miałem na myśli, nieco to spłycając do słowa "Kościół".
> Natomiast...

No tak, oczywiście, nie da się całkowicie wyabstrachować "esensji" danej doktryny, myśli, poglądu i niczym w hodowli pozaustrojowej analizować w całkowitej samotności. Tj. można tak zrobić i byłoby to bardzo pożądane, np. z perspektywy lingwistycznej, jako zbiór twierdzeń logicznych i jeszcze na wiele innych sposobów, ale i tak nie była by to całość problematyki. Kontekstu, o jakim piszecie, w zakresie satanizmu uniknąć sie nie da. Ale w moim przekonaniu kontekst ten mieści się w tym "wąskim" ujęciu, jakie mam na myśli. LaVeya trudno interpretować bez odniesienia do katolicyzmu, sam bowiem stworzył swoją koncepcję nie jako samodzielną tezę, ale - jak by nie było - nakładkę na doktrynę katolicką, przypis do chrześcijaństwa. Dla mnie jest to spory minus tej koncepcji, bowiem pism LaVeya i tez Kościoła Szatana nie zrozumie nikt, kto nie pochodzi z kultury chrześcijańskiej. Myślę, że już islamiście nie do końca rozumieją, a co dopiero buddyści, czy ateiści: zamiast upierać się przy tak silnej parodii Kościoła Katolickiego, mogliby podejść do sprawy bardziej intelektualnie i pisać ogólnie o tym, że homo sapiens to po prostu zwierz i nie powinien wstydzić się swych zwierzęcych odruchów. Tym bardziej, że cała współczesna nauka mogła by posłużyć tutaj jako wyłącznie utwierdzenie tej tezy. Tymczasem goście od LaVeya ubierają się w sutanny z koloradką, noszą jednak odwrócone krzyże albo pentagramy i w kółko powtarzają kilka mniej, czy bardziej udanych haseł LaVeya, przez co stająsię raczej zjawiskiem medialnym, a nie faktycznym ruchem religijnym. W USA jest sekta, któa czci dystrybutory paliwa, stacje benzynowe i samo paliwo - wyrosła na fali podwyżek cen ropy, ale im to już w pracach religioznawczych miejsca nikt nie poświęca.

> Cały ten wywód przekonał mnie (!), poważnie, co do tego co pisał
> Towarzysz w kwestii postrzegania satanizmu jako ten czysto laveyanski.
> Zbyt szeroko to postrzegam, i gotów jestem, na bazie tego wywodu
> zawęzić swój światopogląd w tej materii, przy zastrzeżeniu jednak tego
> co napisałem wyżej.

Cieszę się, że Towarzysz przekonał się do zawężenia tematu, aczkolwiek należy pamiętać o tym, że zawsze coś jest w punkcie wyjścia - to nie musi być w cale jasno i wprost uświadomione, zwerbalizowane i przemyślane założenie, to mogą być jakieś emocje i postawy światopoglądowe, które narzucają sposób "badania" każdego zjawiska i to, jak się będzie wyciągać wnioski. Być może z innego punktu widzenia, niż mój, szersze postrzeganie ma większy sens. Tutaj Towarzysz jest już zdany sam na siebie :)

Przy okazji - wspomniany artykuł na temat pojęć satanizmu, okultyzmu itd., ze względu na dużą bazę literatury, do jakiej się autor odwołuje (wydaje mi się, że tak "naukowa" analiza zjawiska to wciąż rzadkość w naszej literaturze), wydawał mi się dość interesujący - może Towarzysz skusiłby się na kopię tekstu? Ma on swoje wady, niektóre argumenty mnie nie przekonują, niektóre tezy są trochę naiwne, ale tekst był refereatem konferencyjnym, jaki ma bardzo ograniczony czas prezentacji, stąd z pewnością nie ma w nim miejsca na rozwinięcie tematyki.

>
> Jakkolwiek proszę mnie też źle nie zrozumieć - obaj mamy jakiś rodzaj
> sympatii do tych zagadnień, ja w żaden sposób nie staję, i nie stanę,
> po stronie doktryny chrześcijańskiej,

Mnie nie o to chodziło. Fakt, jestem raczej niechętny doktrynie ryby, co niewątpliwie wpłynęło, wpływa i wpływać będzie na sposób formułowania przeze mnie jakiś zagadnień, niemniej jednak chciałem pokazać, że takie zawężenie ma dla mnie znaczenie metodologiczne.

> bowiem ta mi w żaden sposób nie
> odpowiada. Okultyzmem i ezoteryzmem interesuję się nie od dziś, coraz
> głębiej staram się w to wchodzić. LaVeya czytałem będąc pętakiem,
> później odświeżyłem to będąc już nieco bardziej myślącym stworzeniem,
> do określonych wniosków doszedłem i tyle. Niemniej jednak to o czym
> piszą LaVey, Crowley i Nietzsche - pochwała indywidualności i dążenia
> do samodoskonalenia - jest dla nich wspólna, a mi jest bliska.

Warto pamiętać jednak, że wspomniani przez Towarzysza autorzy pisali o jednym, a w życiu robili co innego. Crowley był narkomanem i z jego tekstów wynika również, że nie do końca miał jasny umysł. LaVery był totalnym prostakiem i chociaż akcentował "rozwój" to nie wsposób sobie wyobrazić, co miał przez to na myśli. Nietzsche z kolei był nieśmiały, bał się kobiet i na codzień zamiast nadczłowiekiem, był raczej zamkniętym w sobie fantastą uciekającym od rzeczywistości w świat wyobrażeń. Ja libię dziwactwa, stąd też moje zainteresowanie. Niewątpliwie są to autorzy, którzy nie cackają się z eleganckim i ugrzecznionym konwenansem społecznym.

> I mnie. Intryguje zresztą dalej. Pamiętacie scenę z "Kodu Leonarda da
> Vinci", w której pojawia się wspomnienie młodej dziewczynki, która
> odkrywa jak dziadek bierze udział w jakimś seksualnym rytuale?
> Oglądaliście "Oczy szeroko zamknięte", w których pojawia się scena
> grupowej orgii, która niczym praktycznie nie różni się od swingerstwa,
> a która odbywa się w nowojorskiej posiadłości, a biorą w niej udział
> zamaskowane postaci, wszystko wygląda niczym spotkanie loży? Magia
> seksualna przenika wiele rytuałów różnych grup. Przez to budzi
> ciekawość, zainteresowanie. Zresztą - gdyby się uprzeć to do tej
> rytualnej magii seksualnej można zaliczyć obrzędowość np. z okazji
> Jarych Godów (czy jak inaczej to znamy - Kupalnocki).

Odwołujemy się do dość odległych i abstrakcyjnych konstruktów, tymczasem nasza rodzima tradycja ma w tym zakresie wiele do zaoferowania. Jesteśmy Słowianami, nim chrześcijaństwo wytłukło naszą rdzenną tradycję i kulturę, to też mieliśmy wiele ciekawych zjawisk religijno-obyczajowych. Zachowały się w ludowych tradycjach i dobrze byłoby, aby byli ludzie, którzy będą doszukiwać i podtrzymywać te tradycje, wszak to nasza tożsamość (mimo tylu starań, aby "diabeł" zastąpił ją ideą Papież+MacDonald`s). Wystarczy sięgnąć do przesileń, np. nocy świętojańskiej, czy też nocy kupały. Słusznie Towarzysz się do tego odwołuje. Bardzo cenna uwaga. Z socjologicznego punktu widzenia warto podkreślić, że był to - w wielu regionach Polski - jeden z nielicznych momentów, w których kobiety mogły robić, co chciały, mogły zdziczeć w transowym tańcu i kopulować z kim popadnie. Nie oszukujmy się, potrzeba seksualna nie jest wyłącznie męską domeną i hipokryzją jest to, że facet ma społeczne przyzwolenie na przygodny seks, a baba nie ma. Tak było i jest, niemniej jednak, przeciwnie do współczesności, wówczas zdarzały się społecznie aprobowane wyjątki. Coś jak dionizja w starożytnej Grecji, gdzie baba była chyba najbardziej zgnojona na tle dziejów i innych cywilizacji (W starożytnej Grecji baba służyła jedynie reprodukcji i nawet specjalnie po ulicach nie mogła się przemieszczać - nie tak jak w filmach - zaś prawdziwa miłość była już zarezerwowana wyłącznie dla mężczyzn; nawet za sprzątanie i gotowanie u zamożniejszych Greklów odpowiadali niewolnicy - mężczyźni).

Istnieją po różnych wsiach organizacje i stowarzyszenia wskrzeszające stare tradycje ludowe, w tym i to święto. Oczywiście, nikt nie robi orgii ani mechanicznego powielania - uczestnicy bawią się tak, jak potrafią w myśl posiadanych współczesnych światopoglądów, jednak trans, muzyka transowa (ludowa muzyka to nie jest to, co bije z disco polo, to specyficzny trans, dość oryginalne instrumenty i jestem przekonany, że przeciętni ludzie słysząc takie dźwięki w życiu nie pomyślą, że to jest w ogóle Polska muzyka ludowa), ogień, taniec, oraz zupełna dowolność zachowań (oczywiście, bez przesady, jak się ktoś komuś zbytnio narzuci, to jak to bywa na wsiach, w mordę porządnie dostanie) gwarantują zabawę nie z tej ziemii. Niestety, wielu ludzi sobie z tym nie radzi, nie potrafi słuchać czegoś, co nie leciało na MTV, nie potrafi mieć otwartego umysłu i po prostu przyjąć to, co się wydarza... a gdzie tam oddać się fali zdziczenia i płynąć razem z tym, co się wydarza...

> Mam marzenie, że odbędę wycieczkę od Stambułu, przez całą Turcję
> (pociągiem!) do Damaszku w Syrii, Libanu i dalej na południe, przez
> Jordanię, Arabię do Dubaju. Znalazłoby się w niej miejsce na
> odwiedziny regionu zamieszkanego przez Jezydów.

Obieżyświat! Na rowerze!

> Tak, czyta się to bardzo szybko :) Ja poszedłem dalej ;> Zacząłem
> grzebać i czytać inne pozycje, quasi naukowe, które wskazywały na to,
> że Maria Magdalena była w rzeczywistości żoną Jezusa. Ba. Można łatwo
> w necie odnaleźć apokryficzną ewangelię wg Magdaleny ;)

Ja tam aż tak bardzo nie ciągnę w tą stronę, przyjmę jednak z radością dobrze udokumentowane fakty naukowe, bez względu jakie by nie były. Ale co jakiś czas pojaiwają się różne ciekawostki. Np. http://wiadomosci.onet.pl/2058242,12,bog_nie_jest_stworca__biblia_byla_zle_tlumaczona_od_tysiacleci,item.html

-- 
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Sun 11 Oct 2009 - 02:30:55 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET