Re: Wandystan: Wandejski Klub Dyskusyjny

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Sun, 11 Oct 2009 03:10:09 +0200


W dniu 11 października 2009 01:24 użytkownik Lord Darth Kanzler <von.thorn_usunto_at_gmail.com> napisał:

> Jakkolwiek doskonale rozumiem dlaczego tak ograniczasz, bo dla mnie to
> jednak ograniczanie, pojęcia satanizmu do systemu zaproponowanego
> przez LaVeya, tak niestety nie czuję się dobrze z takim ograniczeniem.

Ja natomiat doskonale, jak przypuszczam, rozumiem, że moje przedstawienie sprawy może budzić pewne kontrowersje. Chociaż piszecie, że rozumiecie mój punkt widzenia, postaram się go może jeszcze objaśnić z innej perspektywy. Mamy szereg odrębnych zagadnień, z jakich niektóre są sobie bardziej bliskie, jednak każde można potraktować oddzielnie, aby zachować je we właściwym kontekście i prrzeznaczyć jemu należyte zasoby uwagi. Cały zbiór tych zagadnień Wy nazywacie satanizmem, ja zaś preferuję zastosować to pojęcie właśnie do takiego jednego zagadnienia. To jest w miarę jasne. Niestety - pojęcia nie mam, jak wówczas nazwać klasę ogólną, zbiór zagadnień: ani okultyzm, ani ezoteryzm nie byłby tutaj właściwym terminem. Bądź co bądź, zarówno okultyzm jak i ezoteryzm to literalnie nic innego jak "wiedza tajemna przekazywana tylko wybranym", zaś satanizm taki raczej nie jest (choć zapewne Towarzysz zaraz się doszuka jakiś sekt spełniających ten warunek, czemu ja nie zaprzeczę, jeśli "satanizm" miałby być nazwą nadrzędną).

> Głównie dlatego, że o ile inne, wcześniejsze nurty same siebie
> satanistami nie nazywały, tak satanizm, nawet w dzisiejszym
> rozumieniu, istniał już wówczas. I tu jest też sedno - my patrzymy na
> satanizm przez pryzmat czasów dzisiejszych, kiedy jest i istnieje
> spuścizna LaVeya, kiedy coraz bardziej zlaicyzowana Europa pozwala na
> znacznie krytyczniejsze spojrzenie na pewne sfery religijności.

Ja powiem tak. Mam pod ręk jakieś dwie książki na ten temat, obie rodzime - jedna gniot, druga to zbiór materiałów pokonferencyjnych, ale nic lepszego nie mam w tej chwili. W obu zgadzają się co do tego, że tyle jest definicji satanizmu, ilu jest ludzi usiłujących definiować. Przy czym fajne podsumowanie w jednej z tych książek. Gość dzieli definicje na dwie kategorie. Jedna jest związana z tzw. "autorami konfesyjnymi", czyli fanatykami religijnymi, teologami, księżmi, pastorami itd. Te definicje odwołują się do chrześcijaństwa, do pojęcia Boga i Szatana w teologii chrześijańskiej i z takiego punktu widzenia zabierająsię za zagadnienie satanizmu (autor książki odżegnuje się od takiego podejścia, ja również). Druga kategoria natomiast usiłuje spojrzeć na zagadnienie areligijnie, przyjmując w punkcie wyjścia to, co mówią sataniści (autor książki złośliwie podkreśla, że ideologie wyznawane przez organizacje satanistyczne mają niewiele wspólnego z chrześcijańską wizją organizacji satanistycznej). Dla mnie ten drugi sposób jest po prostu bardziej naukowy, bardziej obiektywny. Rozumiem, że chrześcijanin głęboko zaangażowany w swoją wiarę nie może być obojętny względem zjawisk społecznych będących "nie teges" z punktu widzenia chrześcijaństwa. Niemniej jednak badając islam, judaizm, wolnomularstwo, czy sektę Moona, jako punkt wyjścia zawsze - przynajmniej kiedy mówimy o nauce - przyjmujemy to, co dana organizacja mówi o sobie, o swoich wierzeniach, tradycjach, obrzędach itd. Nie przyjmujemy w punkcie wyjścia tego, co na ten temat mówi Kościół Katolicki, czy Biblia.

W drugiej książce pisze więcej - mam przed oczami wyciąg z robiącej wrażenie potężnej bibliografii i wynika z tego, że definicja satanizmu to coś tak zawiłego i niezwykle trudnego, bez konsensusu wśród specjalistów, że chyba łatwiej już zbudować sobie samemu w piwnicy bombę atomową. Ten autor też jednak jest złośliwy. Przykładowo, pisząc na temat tego, za kogo różni autorzy uważają słynnych "praktyków wiedzy tajemnej" - że tak się wyrażę (cały fragment rozpoczyna się analizą literatury religioznawczej odnośnie tego, czy Crowley i LaVey to sataniści, okultyści, czy chuj wie co jeszcze - oczywiści autor nie chce tutaj lać wody, ale ustalić coś sensownego w kwestii terminologicznej), pisze, że "niektóre z opinii można, rzecz jasna, zbagatelizować. Dotyczy to zwłaszcza tych postaci, które oceniają kompetentni badacze, od wielu lat studiujący dane zagadnienie. Gdy więc ks. Nowak określa Johna Dee mianem satanisty, można tę opinię pominąć milczeniem, ponieważ pięciu wybitnych znawców (...) pisało na jego temat zupełnie co innego" - oczywiście autor przytacza tu przykłady tego, co owych pięciu pisało o Dee. Zresztą już na samym początku artykułu gość daje do zrozumienia, że ma gdzieś propagandę chrześcijańską i zależy mu na rzeczowej wiedzy naukowej (o ile w ogóle można religioznastwo nazwać nauką) - pisze, że badacze, zwłaszcza konfesyjni, zbyt szybko wydają oceny, nie zapoznawszy się należycie z zagadnieniem i dyskredytują to, o czym piszą, bo tego nie znają. Oczywiście, a tekście naukowym nie wypada napisać, że "autorzy konfesyjni" dysktredytują wszystko, co nie jest zgodne z ich sztywnym kaftanem ideologicznym, bowiem "tak pisze w Biblii" bez względu na fakty - nimniej jednak właśnie takie coś starająsię niektórzy sensowni religioznawcy napisać, najdelikatniej jak potrafią.

Ja się do tego przychylam i dlatego staram się całkowicie wyłączyć tutaj kwestię narzuconej mi kultury chrześcijańskiej i zapoznając się z danymi na temat różnych mniej, czy bardziej odjechanych organizacji i teorii, wolę posługiwać się ichniejszymi nazwami naturalnymi, a nie kategoriami narzuconymi przez Kościół Katolicki. Stąd też "satanizm" jest dla mnie "satanizmem laveyańskim", "satanizmem racjonalnym" czy jakkolwiek by tego nie nazwać. Natomiast Jezydzi to Jezydzi, Dee to Dee, Crowley i thelema to Crowley i thelema itd.

W moim odczuciu przyjmowanie w punkcie wyjścia kategorii chrześcijańskich, jest nieporozumieniem, to coś takiego, co robią radykalni i niewykształceni fundamentaliści islamscy, czy po II WŚ władza ludowa (wszystko ma wynikać z pism marksa, co z nich nie wynika - istnieć nie może). "Badacze" przyjmujący taki punkt widzenia są wg. mnie zdyskwalifikowani na wejściu, choćby dla tego, że jak mają napisać cokolwiek o okultyźmie, skoro wierzą przede wszystkim w to, że "jeżeli jaki mężczyzna albo kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani smiercią. Kamieniami zabijecie ich. Sami ściągnęli śmierć na siebie" (Kpł 20,27). To tak, jakby pisać na temat Chrystusa opierając się na tym, co o Chrystusie napisał Hitler, albo Crowley. Chcąc wyeliminować jakikolwiek problem takiej perspektywy, po prostu radykalnie zawężam terminologię do tej, jaka jest w oryginale, w danym zagadnieniu. Nie uznam więc de Sadea za diabła, ani Jezydów za czcicieli diabła, ponieważ żadna kategoria źródła tak nie czyni, poza jedną. Ta jedna kategoria źródeł ma wielu autorów, aczkowliek to, co piszą to bełkot. Np. jako satanizm określają słuchanie muzyki heavy-metalowej (o death-metalu już nie piszą, a skoro wyróżniają kategorie metalu, to chyba powinni), zażywanie narkotyków, a nawet - oglądanie reklam telewizyjnych i przyjmowanie postawy otwartości i tolerancji (tak - nawet w tej książce o okultyźmie cytują Glempa!). W związku z czym, należałoby przyjąć, że satanizm to 99% wszystkiego, co znamy. Wówczas nie trudno zgodzić się z LaVeyem, że jest to jeden wielkki bełkot ;-)

> Bardzo
> fajnie odniosłeś się do satanizmu tu:
>
>> Nie. Gdzie jest ten paradoks? Zgodnie z doktryną satanistów (tj.
>> LaVeya), "szatan" (...)

Cieszę się, że przypadło to do gustu, ale przypomnę, że chodzi wyłącznie o poglądy LaVeya.

>
> Ja to bym nieco rozszerzył jednak na stwierdzenie, że na oceanie
> wieków i historii chrześcijaństwa satanizmem będzie zawsze to, co
> sprzeczne z oficjalną nauką Kościoła. I nie ma znaczenia czy będzie to
> miało rogi, ogon, czy będzie zwyczajnie kobietą.

Przyjmujesz więc w punkcie wyjścia doktrynę chrześcijańską. Zgodnie z wykładnią Kościoła Katolickiego, satanistami byli Kopernik i Luter! Niezwykle fajne jest to, że Wy się Towarzyszu nie możecie zgodzić z moim wąskim rozumieniem "satanizmu", ja zaś nie mogę za Chiny Ludowe zgodzić się na tak szerokie rozumienie tego pojęcia! :D

> Natomiast w pełni zgadzam się z powyższym cytatem - i tu nie tylko
> wspomnieć można Nietzschego, ale i właśnie Crowleya z jego Thelemą,
> magią seksualną i dążeniem do indywidualności.

Magia ceremonialna w kabale judeo-chrześcijańskiej już od dawien dawna miała jakieś klimaty z seksem, niewątpliwie jednak wypaczona obyczajność wiktoriańskiej Anglii przyczyniły się do puszczania wentyla także i w tym zakresie. Magia ceremonialna - seksualna zawsze mnie intrygowała. Crowley zachęca, aby podczas rytualnej kopulacji "energię" w momencie kulminacyjnym przeznaczyć nie na przyjemność, lecz na cel "magiczny", LaVey w podobnym celu zachęca do walenia konia. Jak widać, czasy się zmieniają, kolejne pokolenia dokonują odkryć pozwalających na znaczne zaoszczędzenie czasu i energii :D

> Trudno by było z nimi inaczej, skoro żyją na pograniczu trzech
> wielkich monoteistycznych religii. Dziś Jazdami są głównie Kurdzi.

Przyznam się, że chętnie bym zobaczył ich praktyki z bliska. Może będę miał okazję przebywać w okolicach zajmowanych przez Jezydów?

> Brown sprytnie wykorzystał pewne niedomówienia, pewne teorie, i to co
> ja nazywam tęsknotą romantyczną - czyli dążeniem człowieka do tego by
> poczuć się w jakiś sposób wyróżnionym poprzez dostęp do wiedzy
> zakazanej, tajemnej i ukrytej. Czytanie Browna i podróż z nim przez
> Anioły i Demony oraz Kod Leonarda to tak jak szukanie Shangri-La i
> wejścia do tajemnych bibliotek skrytych w czeluściach Himalajów :)

Przyznam się, że Kod udało mi się przeczytać w cztery dni. Takie tempo to nie tylko zasługa tego, że akturat nie miałem nic lepszego do roboty - to głównie zasługa autora :)

> A to na pewno. Nie odpuszczę. Żałuję dziś, że nie skończyłem wówczas.
> Ale to była kwestia wyboru - mieć kasę, nie mieć kasy. Życie. Sęk
> jednak w tym, że gdybym wówczas wybrał jednak uczelnię, dziś
> pracowałbym zapewne zupełnie gdzie indziej, o ile bym pracował, i za
> prawdopodobnie mniejsze pieniądze, bez realnej szansy na zakup
> mieszkania. Ale mniejsza o tym. Nie ten wątek :D

Chociaż zachęcałem, aby nie pisać na takie tematy, nie pominę jednak swojej odpowiedzi, komentarza. Ja np. wybrałem to drugie, łącznie z konsekwencjami "nie mieć kasy".

-- 
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Sat 10 Oct 2009 - 18:10:14 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET