Re: Wandystan: Wandejski Klub Dyskusyjny

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Sun, 11 Oct 2009 01:06:43 +0200


W dniu 11 października 2009 00:12 użytkownik Lord Darth Kanzler <von.thorn_usunto_at_gmail.com> napisał:

> Bardzo powierzchowna ocena.

No, ale ma coś w sobie. "Szacun" i "Szacunek" to nie jest poprawna polszczyzna. Równie dobrze mógłby zacząć od "Szacun Ziomale!"

> Więc czym jest satanizm? Umiesz zdefiniować satanizm?

Jak pisałem - jest to dzieło LaVeya i to, co z tego dzieła wynika.

> Oj. Nie. Od La Veya zaczęło się to co nazywane jest satanizmem
> laveyańskim. I to jest pojęcie nowe - w dodatku zbudowane na religii
> poprzez Kościół Szatana. Natomiast istnieją nurty takie jak Satanizm
> Teistyczny, Lucyferianizm,

No to jest właśnie to, o czym pisałem wcześniej. To jest jakaś dziwaczna klasyfikacja religioznawców, nie mająca w sobie większego sensu, jeżeli przyjżeć się temu dokładniej. Okazuje się wówczas, że i tak wszystko zaczyna się i kończy na LaVeyu, bowiem wszelkie inne odmiany w ogóle nie są zbyt dobrze udokumentowane, a w krajowych publikacjach zupełnie nie są udokumentowane. Stwierdzenie, że istnieje coś takiego jak lucyferianizm, bowiem w latach 80. podczas festiwalu w Jarocinie, jakiś długowłosy mężczyzna zabił kota krzycząc, że czyni to w imię lucyfera, jest kompletną żenadą, a właśnie na tego typu źródła powołują się w wielu rodzimych publikacjach. Dyskusja na ten temat jest dla mnie dość oczywista. Okultyzm i ruchy religijne - i tu już nie ma żadnych szufladek, tylko poszczególne, konkretne sekty i organizacje. LaVey i "statanizm" to jedno, goście czczący węże to drugie, zaś odłamy islamu to już zupełnie inna bajka. Albo dyskusja ma mieć jakiś sens, albo jest to propaganda księdza katolickiego. Dla takiego satanizm to faktycznie szerokie pojęcie. Równie dobrze możecie dzielić na satanizm, szatanizm, satamistycyzm i tp., bowiem takie idiotyczne i zdupy klasyfikacje też jakiś krajowy idiota ogłosił kiedyś drukiem.

> liczne sekty satanistyczne, jak np.
> islamscy Jazydzi są uznawani przez pewne dominujące nurty islamskie za
> czcicieli szatana - a Jazydzi jako pomniejsza religia istnieją od XII
> wieku!

To nie są sekty satanistyczne, tylko odłamy islamu. Nie udawajmy katolickiego księdza, czy tego głupka z bardziej katolickiego niż sam katolicyzm komitetu do walki z sektami, czyli ze wszystkim, co nie jest katolickie. Towarzyszu, wiecie skąd się wzięła nazwa "bafomet"? Piszę to specjalnie fonetycznie - to jest dzieło samego Papieża, którego nie pamiętam, który nie był zbyt mądry i nagle dowiedział się, że istnieją Arabowie. Arabowie czcili "Mahometa" - i proszę, oto nasz rogaty "bafomet" z kopytami i głową kozła. W ten sposób niedługo dojdziemy do tego, że judaizm jest sektą satanistyczną czczącą Jahwe-Szatana. Odnośnie Jazydów pozwolę sobie zacytować nadzwyczaj mądre (co rzadkość) fragmenty wikipedii: "Wrogowie jazydyzmu uważają czczonego przez jazydów Malak-Tausa za diabła, ponieważ pod względem etymologicznym imię Malak-Taus jest podobne do arabskiego słowa Szaitan " - uznanie ich za sektę satanistyczną jest po prostu aktem agresji i ignorancji innej grupy religijnej, na naszym gruncie katolickiej, na ichniejszym - islamskiej. Wiemy doskonale, że islamiści są okrutni i bezwzględni w kwestiach poprawności religijnej, a Jazydzi są ruchem religijnym o takim stopniu pomieszania islamu, judaizmu i chrześcijaństwa, że w ichniejszych oczach muszą uchodzić za coś na kształt religijnej kurwy.

> Z ciekawostek można wspomnieć, że część świata
> chrześcijańskiego za satanistę uznaje żyjącego w XVIII wieku Markiza
> de Sade. Za satanistów uznawani byli masoni.

Jak wyżej. Markiz de Sade w dodatku większość swego życia przesiedział w celi więziennej i jeżeli w ogóle z kimś kopulował, to w tej celi właśnie (i to w niej napisał wszystkie swoje teksty). Jak dla mnie, rozumiem, że chrześcijanie uważają wszystko, co niechrześcijańskie za diabła, ale de Sade widziałbym raczej jako twórcę fantastyki literackiej. Nota bene w Polsce istniało jakieś stowarzyszenie miłośników Markiza de Sade, którzy w statucie mieli, że dążą do propagowania i praktykowania libertynizmu, niemniej jednak szybko zostali rozwiązani przez sąd, choć podobnie jak sam markiz, nic złego nikomu ani sobie nie zrobili, ani nawet nie złamali prawa.

> Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że satanizm w wydaniu La Veya to
> zupełnie inna jakość i nowość w kontekście wcześniejszych praktyk.

Tak. Żadna wcześniejsza praktyka nie nazywała siebie "satanizmem".

> Prawda też jest jednak taka, że La Vey nie był do końca pierwszym,
> który powołał oficjalny ruch religijny - w 1948 roku w Ohio powstał
> Ophite Cultus Satanas, który czcił węża Ophita (swoją drogą Ophici to
> była starożytna sekta gnostycka, która istniała w Syrii i Egipcie),
> zwanego też często przez nich Szatanem.

I ja bym ich satanizmem nie nazwał, tylko - jak sami się wyraziliście - ophitami.

> Co samo w sobie jest głupie o tyle, że generalnie odrzucenie
> chrześcijaństwa, czy religi monoteistycznych w ogóle oznacza
> odrzucenie Boga. Odrzucenie Boga oznacza odrzucenie Szatana. Paradoks,
> prawda? :D

Nie. Gdzie jest ten paradoks? Zgodnie z doktryną satanistów (tj. LaVeya), "szatan" oznacza to, co przez dwa tysiące lat Kościół Katolicki uważał za "szatana": przyziemne grzeszki, pożądanie, emocje, pragnienia. Inaczej mówiąc, "szatan" stanowi tutaj synonim tego wszystkiego, co jest ludzkie, z uznaniem, że przez dwa tysiące lat Kościół Katolicki mianem duchowych i uświęconych abstrakcji określał jakieś teoretyczne bzdury. Pojęcia szatana i człowieka trzeba tu rozumieć przez pryzmat Nietzschego i - jak mówimy o Kościele, to przez pryzmat teologii Św. Augustyna raczej, niżtomizmu. Główna teza, jeżeli mogę się tak wyrazić, satanistów, to stwierdzenie, że Kościół gnoił ludzką naturę strasząc istnieniem Boga i Diabła, i że ludzka natura jest diabelska. Tymczasem to właśnie ta ludzka natura jest prawdziwym obliczem człowieka i nie ma żadnego powodu, dla którego należałoby się jej wyrzekać, czy też jej zaprzeczać i to, co określano przez dwa tysiące lat mianem diabła, jest tym, co stanowi właśnie o istocie człowieczeństwa.

> A zaraz sobie o nich poczytam.

Koniecznie! Jako amator wiedzy okultystycznej musicie koniecznie poszerzyć Waszą znajomość historii Kościoła Szatana, której Świątynia Setha jest naturalnym punktem. Zresztą na ichniejszej stronie znajdziecie też ichniejsze teksty, w tym teksty założyciela i przywódcy - a wśród nich, spisaną przez niego historię LaVeya i jego organizacji. Oczywiście, lektura wyłącznie dla "badacza" który spojrzy na nią zimnym, cynicznym okiem - broń Wando by te bzdury czytał ktoś inny, bez obiektywnego rozeznania o czym czyta. Innym źródłęm wiedzy jest fachowa literatura na temat satanizmu, która po polsku jest wciąż nieliczna.

>
> Warto przy tym zauważyć, że odniesienia do bóstw egipskich dość często
> w nurtach okultyzmu religijnego się przewijają - w samym OTO są
> odwołania do trady Nuit, Ozyrysa, Horusa (trzy eony).

No, o odwoływaniu się do starożytnego egiptu już pisałem i dałem już chyba wyraźny i jednoznaczny opis mojego stosunku do tego zagadnienia. Dzisiejsze czasy znacznie nam ułatwiają możliwość rozumienia tego, o co chodzi z okultyzmem. Np. taki pan Brown i jego książki - cała ta intryga, symbole i umiejętność przekonywania wysokiej próby sprawiają, że po lekturze kodu Da Vinci wielu laików byłaby skłonna przyjąć wiele tez zawartych w tej książce za prawdziwe. Dokładnie tym samym jest okultyzm: nutka szaleńśtwa + literacka sztuka mieszania różnych haseł, o jakich inni mają jedynie mgliste pojęcie, aby całość końcowa sprawiała wrażenie wielkiej tajemnicy i mądrości. Brown jest z tego punktu widzenia najinteligentniejszym i najzdrowszym psychicznie okultystą, jaki dotychczas istniał na świecie.

W dniu 10 października 2009 23:14 użytkownik Lord Darth Kanzler <von.thorn_usunto_at_gmail.com> napisał:

> Chcesz projekcję mojego budżetu zobaczyć? :D:D:D:D
>
> I moją obecną dietę? :D

Nie dziękuję. Jestem pewny, że gdybyście zobaczyli mój budżet i warunki egzystencjalne, to byście nie tylko zaczęli robić studia, ale jeszcze wzięlibyście kilka innych kredytów śmiejąc się z radości i czując błogi spokój ducha, jakiego dotychczas jeszcze nie czuliście. Niemniej jednak takie zagadnienia warto trzymać z dala od LDMW, nawet offtopowego LDMW. To jest już kwestia bystrości, chytrości i sprytu, kwestia szczęścia i prywatnych wyborów, jak człowiek sobie organizuje własne życie, w tym i finansowe. Niemniej jednak nie żyjemy w Uzbekistanie, ani w Nigerze, aby twierdzić, że finanse nam ograniczają możliwości. Owszem, myślę że obaj nawet łącznie nie posiadamy pieniędzy na tyle, aby założyć bank, czy kupić sobie samolot, ale przecież nie to mam na myśli. Zycie ma tak wiele zmiennych, że można je sobie zaplanować na bliskąprzyszłość lepiej, lub gorzej. Inaczej mówiąc, jak nie teraz, to może kiedyś. Ja natomiast zachęcam do tego, aby kiedykolwiek ;-)

-- 
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Sat 10 Oct 2009 - 16:06:45 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:27 CET