> No ja dwa lata temu, też w Radomiu, zaliczyłem katastrofę lotniczą.
> Dwa samoloty się zderzyły w powietrzu, piloci na miejscu.
No to we Krakowie byli lepsi, sami się ze sobą nie zderzyli. Mogli wpieprzyć się w: blok mieszkalny, inny blok mieszkalny, jeszcze inny blok mieszkalny, w linię wysokiego napięcia przebiegającą w połowie pasa startowego, w autostradę, bądź plac zabaw. Wpieprzyli się w drzewa pół metra od placu zabaw pełnego przedszkolaków. Dzieci się rozbiegły, matki i ojcowie też, a do płonącego wraku i konającej załogi, z której jeden próbował innych wyciągać, podszedł jakiś dres i robił zdjęcia.
Jak później mówiono, warszawiacy załadowali mały samolocik na fulla, dociążyli pełnym zapasem paliwa i nie odblokowali sterów wysokości. Jak więc zdołali się wzbić w powietrze tuż przed linią wysokiego napięcia, bez sterów wysokości? Chyba czary. Pokazy w Krakowie mają (mam nadzieję, ze nie "miały) w sobie to coś, że oglądając te wszystkie mrożące w krew żyłach akrobacje już się jest pewnym, że samolocik zaraz pierdolnie w blok i przerażonych gapiów w oknie na 12 piętrze, ale w ostatnią sekundę ponownie minął go nagłym zwrotem. Ci, co wymiękają, potrafią jedynie wystartować i latać poziomo tam i z powrotem, ale to i tak dużo. Wystarczy popatrzyć na pas startowy i tę linię wysokiego napięcia, aby, nie będąc znawcą tematu, wiedzieć, że byle kozak się prędzej posra, niż ruszy do startu w takich warunkach. Piloci, którzy latali wielkimi maszynami bez żadnych sztuczek zapewne po takim starcie srali w gacie a na myśl o lądowaniu żygali ze strachu, nie mogąc wykonać niczego innego niż lot prostolinijny.
Niemniej jednak trzymam kciuki za imprezę na jaką się wybieracie Towarzyszu i mam nadzieję, że nie będziecie musieli oglądać miazgi zostającej po upadku cesn, migów czy innego żelastwa.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Tue 11 Aug 2009 - 13:03:07 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:26 CET