Re: Wandystan: Re: Konstytucja - s±downictwo

From: Stru <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Tue, 11 Aug 2009 13:41:33 +0200


W dniu 11 sierpnia 2009 10:12 użytkownik Marceli Baldachim Khand <khand_usunto_at_tlen.pl> napisał:
>
>
> --- In wandystan_usunto_at_yahoogroups.com, Stru <struszynski_usunto_at_...> wrote:
>>
>> Towarzysze!
>>
>> Widzê, ¿e w czasie mej nieobecno¶ci zmieni³a siê Konstytucja.
>> Szkoda, ¿e ju¿ nie gwarantuje ju¿ ¿adnych praw ludu.
>
> Mialem napisac "Napisz o tym do Superekspresu", bo nadawaloby sie na
> naglowek. Ale jednak odniose sie do meritum.

Nie rozumiem tego komentarza Towarzyszu. Nie mozna zapytac, skomentowac, wyrazic wątpliwosc, czy w jakikolwiek inny sposob odniesc sie do tego, co zostało juz wczesniej uczynione? Czy szary obywatel Wandejski musi spotykac się z jakimis takimi lekcewazacymi komentarzami? Struszynski uprzejmie i w uklonach, lizac podeszwy butow, dziekuje za okazana mu litosc w ustosunkowaniu sie do meritum sprawy.
>
>> Przeniesienie praw do
>> osobnej ustawy zdecydowanie obni¿a jako¶æ ¿ycia, bowiem pomniejsza
>> znaczenie takich praw, jak równo¶æ, czy ochrona w³asno¶ci. No i nie
>> jest jasny status Karty - ani to ustawa, ani Konstytucja.
>
> Jest to ustawa konstytucyjna. Rowne konstytucji.

Nie czuje tego. Po prostu wydaje mi sie to rozbiciem czegos, co sprawnie funkcjonuje jako jedna całosc, na niepotrzebne skladowe. Moze i formalnie, jezeli tak przyjąc, "ustawy konstytucyjne" są rowne wzgledem hierarchii, to nie zmienia to faktu, że prawa ludu nie zostaly mimo wszystko zapisane w Konstytucji, czy też w "ustawie konstytucyjnej" o nazwie "Konstytucja". Jeżeli w przyszlości pojawily by sie inne ustawy konstytucyjne, np. dotyczace ruchu drogowego, regulujace system gospodarczy, czy cos innego, prawa ludu chcac czy nie chcac, zyskuja jeszcze bardziej słabsza pozycje. Przynajmniej ja to tak widze. Ponadto nadal pozostaje kwestia tego, ze latwiej jest wladzy ingerowac w prawa ludu nie muszac ingerowac w Konstytucje.

>
>> Art. 7 pkt. 4 - nie ma mo¿liwo¶ci odwo³ania siê od orzeczenia
>> Trybuna³u przez powoda, pozywanego, oskar¿yciela, oskar¿onego? Nie
>> maj± ju¿ nic do powiedzenia? Je¿eli tylko jaki¶ inny sêdzia mo¿e siê
>> odwo³aæ, we w³asnym, kole¿eñskim gronie... w dodatku w ci±gu jedynie
>> trzech dni... mo¿na sobie z ³atwo¶ci± wyobraziæ, ¿e nawet gdyby
>> kto¶
>> chcia³, to nie zd±¿y! No, ale skoro kto¶ nie mo¿e byæ codzinnie w
>> Wandystanie, zgodnie z tym przepisem, nie powinien byæ sêdzi±, z
>> punktu widzenia moralnego.
>
> Nie w tym rzecz. Zasada po prostu ustrojodawca uczynil jednoistancyjnosc.

Jezeli ustawodawca uczynil jednoinstancyjnosc, to na jakiej zasadzie mozliwe jest odwolywanie sie do Mandragora? Nagle Mandragor przestal byc explicite wyzsza instancja sadownicza, ale wciaz moze rozpatrywac sprawy i wydawac wyroki? Jezeli wiec mozna odwolac sie do Mandragora, to co zatem oznacza "prawomocnosc" wyroku? Chyba nic. Zazwyczaj, jak sadze, prawomocnosc wyroku oznacza, ze nie mozna sie od niego juz odwolywac. Moze to, ze Mandragor nie moze zmieniac prawomocnego wyroku? Nie wiem, to takie watpliwosci na chlopski rozum.

>
>>
>> Art. 7 pkt. 5 - czytamy, ¿e w jaki¶ uzasadnionych przypadkach sêdzia
>> winien wy³±czyæ siê z rozpoznania sprawy. Nie wiemy, czym s± te
>> uzasadnione przypadki i co zrobiæ, je¿eli sêdzia siê nie wy³±czy.
>
> Wylaczenie sedziego w wirtualu w ogole nie powinno miec miejsca poza
> przypadkami totalnie oczywistymi. Z tego powodu, ze i tak kazdy kazdego zna.
> Stad taka 'samoocena'. Mozna byloby pisac o tym elaboraty, nie mniej takie
> sa ogolnie doswiadczenia wielu lat wirtualnbej panstwowosci.

W ustawodastwie pisze sie o "przypadkach oczywistych" ale wyjasnianie ich jako "przypadki totalnie oczywiste" nie podnosi mojego poziomu oczywistosci tego zapisu. Towarzyszu, piszecie "samoocena"; czy mam rozumiec, ze w waszej interpretacji zapis mowi, ze to sedzia na podstawie "samooceny" powinien (sic!) odstapic od zajmowania sie sprawa? Czy wiec bylibyscie sklonni przyznac, ze "samoocena" jest nie tylko bardzo wadliwym procesem wnioskowania, ale i podatnym bardzo na rozne subiektywne nastroje, humory, fanaberie i motywy? W zwiazku z tym, w tych samych okolicznosciach, dokonujacy "samooceny" moglby dojsc do innych wnioskow, zaleznie od nastroju, stereoptypow, czy ukrytych pobodek (wszak od czasow Freuda wiadomo, ze czlowiek nie koniecznie zdaje sobie sprawe ze wszystkich przyczyn swojego zachowania, zas na biologii chyba tez ucza, ze to, co sobie czlowiek uswiadamia, jest tylko kropla z tego, co mozg robi)? Niemniej jednak wciaz nie wiem, czym sa owe oczywiste przypadki, czy nawet totalnie oczywiste. Nie mam bladego pojecia.

>
>> Bo
>> przecie¿ nie musi, "winien" nie oznacza, ¿e ma taki obowi±zek,
>
> Winien oznacza dokladnie iz ma obowiazek.

Jakos tego nie czuje. Niby od kiedy slowo "powinno sie" jest rownoznaczne z "musi"? Stwierdzenie, ze "X winien wyrzucic smieci kiedy spelnone sa warunki" nie jest rownoznaczne z "X wyrzuca smieci kiedy spelnione sa warunki" Nie mozna chyba wymagac automatyzmu w takiej sytuacji? Dla mnie jest to dosc niejednoznaczne. Stad tez chcialem podzielic sie swoimi watpliwosciami z innymi. Teraz mam jeszcze wieksze, jezeli przyjme, ze sedzia dokonuje "samooceny" w zakresie tego, czy winien, czy tez nie powinien brac sie za jakas sprawe.

> Pozatym sklad osobowy sedziow
> gwarantuje najwyzszy poziom orzecznictwa. Dlatego jest weto mandragorow
> (tytularnych) do ich powolywania. Wiec Sad jak najbardziej profesjonalny

Nie rozumiem, co oznacza "sklad osobowy sedziow gwarantuje najwyzszy poziom orzecznictwa"?

>
>> Art. 7 pkt. 7. Ciekawe, ¿e oskar¿enie publiczne mo¿e wnie¶æ cz³onek
>> rz±du lub milicjant, albo szef SB. Prezydent, Mandragor - nie mog±?
>
> A Prezydent czlonkiem Rzadu nie jest?

No faktycznie.

> A co ma mandragor do wladzy wykonanwczej tego rodzaju?

Nie rozumiem. Chodzi mi nie o wladze wykonawcza, ale o mozliwosc wniesienia oskarzenia do sadu. Dlaczego Mandragor mialby byc w tym wzgledzie gorszy od Komisarza Ludowego? To mialem na mysli.

>> jak interpretowaæ ostatnie zdanie zapisu? Czy nie lepiej zapisaæ po
>> prostu, ¿e ka¿dy jeden obywatel mo¿e wnie¶æ oskar¿enie publiczne?
>
> Sformulowania niejednorodne, ktore rozstrzygane sa przez Sad nabieraja
> ostrosci wraz z pojawieniem sie orzecznictwa.

Tego tez do konca nie rozumiem. Odnosze wrazenie, ze Towarzysz sugeruje, ze w Wandystanie obowiazuje prawo precedensu. Ale w zakresie wnoszenia sprawy do sadu, orzecznictwo mowiace o tym, czy ktos ma prawo wniesc zgloszenie, czy nie ma prawa, moze sie w ogole nie pojawic, skoro ktos uzna, ze raczej nie ma prawa wnosic skarge. Zgodnie z zapisem, Mandragor moglby np. uznac, ze albo bedzie prosil kogos z Komisarzy Ludowych, albo bedzie musial wystapic jako obywatel. Zapisano: "może rozpoznać oskarżenie publiczne wniesione przez obywatela" W zwiazku z tym, nie musi. Na to mam taki przyklad. Mandragor Jutrzenki, nieformalnie najwyza instancja sadownicza, no i bardzo prestizowy urzad, wie o popelnieniu przestepstwa, chce wniesc skarge do sadu. Jako Mandragor nie moze, stwierdza wiec, ze wnosi jako obywatel. A sedzia stwierdza "moge rozpatrywac zgloszenia obywateli, ale nie musze. Sprawa rozpatrywana nie bedzie". Mijaja trzy dni, inni sedziowie sa nieobecni i nawet nic o tym nie wiedza, postanowienie sie uprawomocnia. Czy w zwiazku z tym mozna podejrzewac, ze Mandragor zostal upokorzony? Czy odwola sie sam do siebie od postanowienia?

Ja mam tylko watpliwosci i chcialbym je rozwiac. Jak Towarzysz uwaza, ze nie powinien ze mna rozmawiac, nikt Towarzysza nie zmusza.

-- 
Towarzysz Struszyński,
gg: 12777250
Received on Tue 11 Aug 2009 - 04:42:36 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:26 CET