Widzę, że w czasie mej nieobecności zmieniła się Konstytucja. Szkoda, że już nie gwarantuje już żadnych praw ludu. Przeniesienie praw do osobnej ustawy zdecydowanie obniża jakość życia, bowiem pomniejsza znaczenie takich praw, jak równość, czy ochrona własności. No i nie jest jasny status Karty - ani to ustawa, ani Konstytucja. Coś, jak taka niedzielna deklaracja wstrzemięźliwości u proboszcza.
Wracając do Konstytucji. Czy ktoś może wyjaśnić o co chodzi z sądem? Instytucja Pretora była ciekawsza. Przy czym zapisy obecnej Konstytucji, art. 7 punkty 1 - 3 tworzą coś, jakby magazyn Pretorów, z którego sprawą zajmuje się "kto pierwszy ten lepszy". Ale
Art. 7 pkt. 4 - nie ma możliwości odwołania się od orzeczenia Trybunału przez powoda, pozywanego, oskarżyciela, oskarżonego? Nie mają już nic do powiedzenia? Jeżeli tylko jakiś inny sędzia może się odwołać, we własnym, koleżeńskim gronie... w dodatku w ciągu jedynie trzech dni... można sobie z łatwością wyobrazić, że nawet gdyby ktoś chciał, to nie zdąży! No, ale skoro ktoś nie może być codzinnie w Wandystanie, zgodnie z tym przepisem, nie powinien być sędzią, z punktu widzenia moralnego.
Art. 7 pkt. 5 - czytamy, że w jakiś uzasadnionych przypadkach sędzia
winien wyłączyć się z rozpoznania sprawy. Nie wiemy, czym są te
uzasadnione przypadki i co zrobić, jeżeli sędzia się nie wyłączy. Bo
przecież nie musi, "winien" nie oznacza, że ma taki obowiązek, oznacza
raczej, że po prostu ma taką możliwość. Nie jest określone, czym są
"uzasadnione przypadki", w związku z tym, przepis ten jest martwy i
nie ma praktycznego zastosowania. Rozważmy przykład. Towarzysz X
oskarża towarzysza Y o to, że używa podwójnej tożsamości. Towarzysz Y,
oskarżony, jest też sędzią i jako pierwszy informuje na liście
dyskusyjnej o tym, że rozpatruje tę sprawę. Powiedzmy, że oddala
oskarżenie pod byle pretekstem, po trzech dniach wyrok się
uprawomocnia. Towarzysz X wówczas ogłasza, że ten sędzia mógł się
wyłączyć z rozpoznawania, że jest to "uzasadniony przypadek".
Tymczasem, nie istnieje żaden sposób na określenie, czym jst i czy w
tym przypadku był to ów "przypadek". Nawet jeśli, to sędzia i tak nie
miał obowiązku się wyłączyć, a jedynie możliwość. Coś, co ktoś uzna za
"przypadek", nawet uzasadniony pisemnie, w danej chwili, w innej
większość mogłaby uznać, że jednak to nie jest "uzasadniony
przypadek". Co więcej, dalej czytamy, że jeśli sędzia się wyłączy,
niewiedzieć czemu rozprawę prowadzi nie inny sędzia, ale
przewodniczący Churału. Co Trybun Ludowy ma wspólnego z sądem? Nie
wiem. Ale jeżeli sobie nie poradzi, to sprawę przejmie Mandragor
Jutrzenki. A zgodnie z zapisem, tego obywatela nie można już ze sprawy
wyłączyć. No bo niby jak, skoro jest to obywatel, który trzyma łapę na
systemie informatycznym? Może np. oskarżyciela wymazać z systemów. A
gdyby ktoś go oskarżył, to bez problemu ponownie Mandragor Jutrzenki
sprawę by rozpatrywał.
Art. 7 pkt. 6 przeczy punktowi 4. Wyrok się uprawomocnia po trzech dniach bez sprzeciwu, ale jednak nie jest na tyle prawomocny, aby można było go zaskarżać do Mandragora. Najwyraźniej bez terminowo.
Art. 7 pkt. 7. Ciekawe, że oskarżenie publiczne może wnieść członek rządu lub milicjant, albo szef SB. Prezydent, Mandragor - nie mogą? A jak interpretować ostatnie zdanie zapisu? Czy nie lepiej zapisać po prostu, że każdy jeden obywatel może wnieść oskarżenie publiczne?
Chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa to ten myk z przewodniczącym Churału. "Lub czasopisma"!
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Tue 11 Aug 2009 - 00:03:53 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:26 CET