Po tak długim okresie niebytu (umarłem i zmartwychwstałem, ale Jezus miał jakąś lepszą technikę, trening, czy też talent, bo zajęło mu to mniej czasu) czuję lekki zawrót głowy. Dziękuję za wyjaśnienie.
W takim razie wsiadam w destrojer szynowy, rozpędzam ciuchcię i wyszczeliwuję co minutę dwie rakiety ziemia - woda. Zatapiam jakieś lewe, nieoznakowane kutry rybackie, podejrzane łodzie krążące w pobliżu brzegu, jakąś dziwaczną łódź podwodną, co to się wynurzyła a kapitan siedział na blachach, machał stopami w wodzie i palił fajkę, zatapiam wreszcie jakiś kartonowy jacht, co to maszt ma z zapałek i gałęzi, tratwy z podejrzanymi typami (kto to widział tratwę z podejrzanymi typami 4 km od brzegu?), pontony z naiwnymi cwaniaczkami, co to chcieli tak wiosłować, aby lawirować między lądującymi w wodzie rakietami, wreszcie zatapiam jakiś odszczelony i poobwieszany tanimi świecidełkami trauler monarchofaszystowski chyba, no bo jaki. Zapalam papierosa i zmieniam ustawienie nastawnika jazdy, stopniowo redukując prędkość.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 12777250Received on Mon 10 Aug 2009 - 11:49:47 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:26 CET