W dniu 13 lipca 2009 15:19 użytkownik Michał Czarnecki
<edkum.spirytkum_usunto_at_gmail.com> napisał:
> Witam!
>
> Właśnie wróciłem z eskapady do Wrocławia (serdecznie dziękuję
> kierowcom z powiatu oleśnickiego za wspaniałe urozmaicenie mi trasy,
> jak zwykle) i czuję się tutaj tak zbulwersowany, że muszę się tym z
> kimś podzielić.
>
> Chodzi mi o to, że dziekanat studiów stacjonarnych prawa WPAiE
> Uniwersytetu Wrocławskiego dokonał rzeczy niemożliwej - wprowadził w
> życie regułę "zesraj się a nie daj się". Otóż, Uniwersytet Wrocławski
> jest gorszy jak CIA czy GRU - łatwo tam wejść, trudno opuścić. W
> czasie trwania sesji panie w dziekanacie nie umożliwiły mi rezygnacji
> ze studiów (że zajęte są, że pierdoły to później bo one mają natłok
> pracy). Po sesji jest jeszcze lepiej!!! Chodzi o to, że muszę
> dostać pierdoloną pieczątkę z biblioteki uniwersyteckiej, że mam
> rozliczone wszystkie książki, po czym muszę z tym iść do dziekanatu
> SSP, żeby szanowne panie wydały mi moje dokumenty. I tutaj następuje
> problem, którego nie rozwiązałby nawet sam Enrico Fermi - dziekanat
> jest codziennie otwarty do godziny 11:30, natomiast biblioteka jest
> otwarta od godziny 12!!!
Standard.
To nie jest burdel ani przedszkole, to są studia.
Po prostu, studia.
Poza tym standardowo na dzień dobry i na dowidzenia pieczątkę w
ineksie przybija biblioteka, a jak się przyjdzie do dziekanatu po
11:30 z pewnością nie wyrzucą, przecież oni tam pracują conajmniej 8
godzin, a nie 4, czy 5. Skoro rezygnujesz, nie musisz im lizać dupy i
możesz śmiało zażądać, aby głupia biurwa Cię obsłużyła tak, jak
należy, a nie pierdoliła głupoty o ograniczeniach w dostępie do
administracji.
--
Towarzysz Struszyński,
gg: 666 (prosić Lucyfera, on powinien wiedzieć, gdzie jestem)
Received on Mon 13 Jul 2009 - 08:32:24 CEST