Właśnie wróciłem z eskapady do Wrocławia (serdecznie dziękuję kierowcom z powiatu oleśnickiego za wspaniałe urozmaicenie mi trasy, jak zwykle) i czuję się tutaj tak zbulwersowany, że muszę się tym z kimś podzielić.
Chodzi mi o to, że dziekanat studiów stacjonarnych prawa WPAiE Uniwersytetu Wrocławskiego dokonał rzeczy niemożliwej - wprowadził w życie regułę "zesraj się a nie daj się". Otóż, Uniwersytet Wrocławski jest gorszy jak CIA czy GRU - łatwo tam wejść, trudno opuścić. W czasie trwania sesji panie w dziekanacie nie umożliwiły mi rezygnacji ze studiów (że zajęte są, że pierdoły to później bo one mają natłok pracy). Po sesji jest jeszcze lepiej!!! Chodzi o to, że muszę dostać pierdoloną pieczątkę z biblioteki uniwersyteckiej, że mam rozliczone wszystkie książki, po czym muszę z tym iść do dziekanatu SSP, żeby szanowne panie wydały mi moje dokumenty. I tutaj następuje problem, którego nie rozwiązałby nawet sam Enrico Fermi - dziekanat jest codziennie otwarty do godziny 11:30, natomiast biblioteka jest otwarta od godziny 12!!!
Wyjebałem się na plecy.
-- Michał CzarneckiReceived on Mon 13 Jul 2009 - 06:22:13 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:26 CET