Przyjmijmy dla uproszczenia modelu, że mamy 15 aktywnych obywateli. Ośmiu należy do stronnictwa A, siedmiu - do stronnictwa B. Rozmieszczeni są oni w głównych miastach w następujący sposób:
GWS: 2 A, 3 B
Precelkhanda: 3 A, 2 B
Winnica: 3 A, 2 B
Obywatele ci najprawdopodobniej będą głosować, dla zwiększenia siły głosu w wyborach, na buduara z własnej opcji politycznej. W takim przypadku, mamy w GWS buduara z B, zaś w Precelkhandzie i Winnicy buduara z A. W przypadku zachowania dyscypliny partyjnej, kandydat z opcji A ma 42 głosy, zaś z opcji B - 33 głosy. Czyli prezydentem zostaje ten, kto ma większość, i jest wszystko dobrze.
Przyjmijmy teraz, że członek stronnictwa A z Precelkhandy nagle przechodzi do stronnictwa B. W tym przypadku mamy:
GWS: 2 A, 3 B => buduar B
Precelkhanda: 2 A, 3 B => buduar B
Winnica: 3 A, 2 B => buduar A
No i niby wszystko jest OK - tym razem B ma większość, opcja A ma 33 głosy, a opcja B ma 42 głosy. Prezydentem zostaje członek z B.
Co robi wtedy myślący lider stronnictwa A? Nakłania, by wszyscy członkowie A z GWS przenieśli się do Precelkhandy. W tym przypadku nadal A ma siedmiu członków, a B - ośmiu, i większość jest po stronie B. Ale układ w miastach zmienia się:
GWS: 0 A, 3 B (3 osoby) => buduar B PKH: 4 A, 3 B (7 osób) => buduar A WIN: 3 A, 2 B (5 osób) => buduar A
I wielkie zaskoczenie. Mimo, że A jest teoretycznie w mniejszości, to:
I tak, mimo tego że do B należy większość obywateli, prezydentem zostaje kandydat z A - co przy demokratycznym sposobie liczenia głosów byłoby nie do pomyślenia.
A więc zachęcam wszystkich do zastanowienia się, czy taki system jest zgodny z duchem wandejskim, czy raczej z duchem KOŃ-skim.
-- Paweł Michaiłowicz, pozdrawiamReceived on Sun 14 Jun 2009 - 04:23:17 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:26 CET