Z serii retro

From: Marceli Baldachim Khand <khand_usunto_at_tlen.pl>
Date: Sat, 14 Mar 2009 17:49:53 -0000


Ktorys z towarzyszy byl zainteresowany zrobieniem retropostu z linkami do jutuby ale nie mialem cos weny za to powiem nieco o gumie Turbo.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Turbo_(guma)

Centralnie chodzi mi o historyjki (jak powszechnie nazywalismy rysunki z samochodami, a to z tego powodu, ze pierwszymi historyjkami wlasnie byly nie turbosy lecz donaldy, ktore przedstawialy krotkie historie z kaczorem donaldem, myszka miki i innym disnejowskim stafem. Oczywiscie kiedys nie bylo netu. Znaczy nie bylo do w latach 1987-1992 kiedym chodzil do pierwszych czterech klas podstawowki. No mialem uzbierane (nigdy nie kupilem ZADNEGO turbo, ale o tym jak to uzbieralem napisze pozniej) cala serie historyjkie z turbami o numerach 51-120. Na 51 byl bodajze ferrari testarossa; a konczyla sie seria jakims lincolem. Wymienialo sie te historyjki i uzbieralem cala serie.

Pamietam, ze jednego dnia pojawily sie historyjki NOWE - z numerami >120. Zadzialaly wtedy konkretnie prawa popytu i podazy. Jako ze starych bylo na rynku mowiac fachowo wchuja, to za 1 nowa turbowe placilo sie i po 20 sztuk starych. Potem ceny unormowaly sie na poziomie 1:1; przy czym pozniej nowe byly nieco mniej warte w wymianie sztuka za sztuke bo trudno bylo znalezc stare o dobrej kopii (czyli prosto z gumy niezniszczone). Oczywiscie rynek ustali tez cene kopii. Byla to u 10-letnich dzieciakow - DOKLADNA realizacja podstawowych praw ekonomii rynkowej.

Doszla tez kwestia HAZARDU. I na tym sie dorobilem swoich turbo. A bylo to mniej wiecej tak. Otoz siedzialo w kregu na kolanach na szkolnej podlodze z plytek PCV od dwoch do czasem nawet 7-miu (ale zazwyczaj 3-4) zawodnikow. Ustalali oni stawka. Na przyklad 5 historyjek turbo. Wiec przy 4 zawodnikach, gdy kazdy dal 5 turbowek na podlodze pojawilo sie 20 historyjek.

Po tym zawodnicy parowali sie (czy tez w innym zargonie barowali) czyli na "trzy-cztery" (czyli w tym samym momencie) pokazywali papier nozyce i kamien. Papier okladal kamien - wiec wygrywal; Nozyce ciely papier. A kamien tepil nozyce. Przy kilku zawodnikach - czesto dochodzilo do patowych zagran (na przyklad 1 papier, 1 nozyce i 1 kamien - nie daja rezultatu) Wtedy powtarzalo sie te losowanie do skutku. I tak zawodnik ktory mial np. papier a pozostalych 3 kamienie zaczynal gre. Potem barowala sie pozostala trojka i tak ustalalo sie kolejnosc gry.

Kolejnosc byla bardzo wazna, poniewaz od niej zalezalo kto zacznie uderzac reka w historyjki turbo. Historyjki byly ulozone na kupce do gory rysunkami. Trzeba bylo polozyc kciuk na drugim palcu tak zeby nie zachaczas i uderzac w historyjki w kolejnosci barowania. I tak na przyklad ten kto wygral barowanie zaczynal gre. Uderzal lapa w historyjki - ale powiedzmy ZADNA z nich nie odwrocila sie do gory nogami (pod wplywem ruchu powietrza). Wiec nie wygral zadnej historyjki. Potem kolejny w barowaniu uderzal w historyjki. Z 20 historyjek odwrocilo sie 15 - wtedy stawaly sie one jego wlasnoscia. Czasem bardzo szybko odwracaly sie historyjki, czasem gorzej. Gra byla uczciwa, bo wszelkie oszustwa konczyly sie ostracyzmem. Byli oczywiscie mistrzowie tej gry. Taki Wojtek potrafil przyjsc z domu z jedna historyjka - a o godzinie 15.00 mial uzbierana pelna talie (czyli WSZYSTKIE numery od 51-120; potem do 200 bodajze)

Ja natomiast, gralem dosc srednio, ale sporo zarabialem na wymianie; oraz na pozyczkach. Ogolnie gra byla na tyle wciagajaca, ze czasem przychodzili koledzy ze 100-ma historyjami - a po 2ch przerwach nie mieli juz zadnej. Wtedy dobry oplacalo sie pozyczyc. A ze mialem uczciwe warunki, to uzbieralo sie swoje talie. Przy tym trzeba powiedziec, ze pojecie lichwy jako czegos zlego rowniez malym dzieciom znane nie jest - znaczy sie zachowuja sie identycznie jak grube karki od windykacji; to jest byli koledzy ktorzy pozyczali 5x1 czyli pozyczali na przyklad 10 a zadali nastepnego dnia zwrotu 50 sztuk (pozyczkobioraca oczywiscie zawsze zarzekal sie ze ma 'w domu'; co nie zawsze bylo prawda; wiec dzialalo tez cos w stylu zdolnosci kredytowej. Dobry historyjkobiznesmen musial znac pozycje na rynku oraz (co wazne!) mozliwosci gracza. Bo taki Wojtek, chociazby lgal i w domu nie mial ANI sztuki w ciagu dnia potrafil, jak mowilem dorobic sie talii - a to dawalo profity.

To by bylo w zasadzie na tyle, przy czym na cytowanej stronie (a mozna poszperac w googlu to i grafika sie znajdzie) dowiedzialem sie ze byly turbosy o numerach <51. A takiego na zywo nigdy nie widzialem i nikt takiego nie mial.

Jeszcze w ramach ciekawostki maly cennik

1 turbowka = 2-3 donaldy (oczywiscie skupowalo sie po 2; a sprzedawalo po 3)

1 turbowka na zadania = 2-3... a czasem i 5 innych turbowek (gdy komus brakowalo do talii. Ja mialem ze 3 pelne talie. I duzo poczwornych i popiatnych. Za popiatna na zadanie to 2 sztuki powiedzmy wzialem; a za ta z trzeciej talii to i 5 sztuk. [oczywiscie byla tez kwestia kopii i tutaj dzialala zasada ze pieniadz gorszy wypiera lepszy - na stole zawsze byly raczej gorsze turbowki wykladane w pierwszej kolejnosci)

1 stary donald = 10-20 turbowek; 20-50 donaldow; byly stare DUZE historyjki z donalda. Zajebiscie rzadkie. I zajebiscie prestioze. Mam do tej pory gdzie z 10 takich. (szkolny majatek!)

A i bym zapomnia. Wojtkowi sprzedalem kiedys kolekcje puszek za 200 turbosow i 500 donaldow (takie to byly kwoty; przy graczu tego formatu; ktory pewnie sam kupil w zyciu z 10 gum balonowych wtedy). To byl dobry interes, bo niedlugo potem puszek weszlo tyle do sklepow, ze przestawalo sie je zbierac. A za puszke placil mi po kilka historyjek. A za plastykowego seven-upa - z dobre 100 donaldow.

khand Received on Sat 14 Mar 2009 - 10:50:03 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:25 CET