Towarzyszu Mandragorze Baldachimie Khandzie! Pozwolę sobie zabrać głos w tej dyskusji, jako iż faktycznie sprawa lustracji jest istotna. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu :)
Z jednej strony przyznajecie, iż lustracja będąca narzędziem walki politycznej i piaru (a mówiąc wprost - lustracja polska), mająca na celu zniszczenie w akcie zemsty "tamtych" jest bezsensowna. Tu się z Wami zgadzam. Z drugiej jednak zaś strony, uznajecie słuszność samej "idei" lustracji, utrzymując, iż na uczelniach oraz w urzędach państwowych "takie osoby zajmuja wysokie stanowiska" i "wychowuja sobie rzesze nasladowcow". Te dwa ostatnie twierdzenia nie wydają się mieć solidnego podparcia. Może i takie osoby istnieją, ale czy naprawdę jest ich tak wiele? Biologia ich sama stopniowo, acz bezlitośnie eliminuje ze wspomnianych stanowisk i w końcu skończy dzieła. Gdyby faktycznie "tacy ludzie" zarażali złymi wzorcami następne pokolenia, to już by było za późno. Nowych "łże-elit" (przepraszam za określenie, ale aż się prosi) lustracją nie wymienicie.
Zresztą mniemanie, iż ich głównym zadaniem jest wykorzystywanie
pozycji służbowej do deprawacji młodszego pokolenia jest, przynajmniej
w mojej opinii, przesadne. Po załatwieniu sprawy w magistracie, gdzie
lokuje się na wyższym stanowisku samorządowym "taki człowiek", petent
przecież nie podejmie ochoczo współpracy z naszym tajnymi służbami,
ani nie doniesie z tego powodu na sąsiada. Nowy współpracownik - jak
myślę - także.
I nawet jeśli odnosisz się do innych negatywnych aspektów związanych z
różnymi układzikami w różnych środowiskach, to w żadnym wypadku
lustracja nie jest na to odpowiedzią. Nie każdy, kto dziś działa w
takich podłych układzikach, był TW. Nie każdy były TW jest zepsutym na
wskroś człowiekiem, który szkodzi swoją działalnością państwu. Nie
można wrzucać ludzi do jednego wora - a idea lustracji w jakimś
stopniu na tym się opiera.
Mnie naprawdę nie obchodzi, czy pan urzędnik z pobudek wyższych lub niższych przed trzydziestu laty, splamił się współpracą z wiadomymi służbami. Jeżeli z jego działań wynikły jakieś przestępstwa lub nawet zbrodnie, powinien stanąć przed sądem. Jeżeli nie - dajmy mu spokój. Mnie interesuje, żeby się znał na rzeczy, działał zgodnie z prawem i rozumem.
> Przy czym - moim zdaniem - takim osobom nie nalezy ZABRANIAC
> pelnienia wspomnianych funkcji - i zreszta tego sie nie zakazuje.
> Chodzi tylko o ujawnienie, czyli o prawde. A na prawdzie mozna
> budowac zdrowsze struktury.
"Prawda was wyzwoli" - tę mantrę upodobali sobie zwolennicy lustracji.
Ale życie nie jest takie proste.
Dla przykładu wyobraźmy sobie pana Drogomysła, dziś emeryta, a przed
wielu laty pracownika jakiegoś sporego zakładu pracy. Niemiły pan
esbek przekonał go, prośbami lub groźbami, do współpracy. Więc pan
Drogomysł dzielił się wiedzą - głupio mu było, starał się przekazywać
jak najmniej znaczące informacje, ale jednak coś tam mówił. Teraz już
nie pracuje, zajmuje się ogródkiem działkowym i zyciem towarzyskim,
ciesząc się, że przyszło mu żyć w lepszych czasach.
I go dziś zlustrujemy. Ogłosi się światu, że był agentem, powiadomi
przyjaciół i znajomych. Przyjdą do niego dziennikarze, popytają
członków rodziny, co czują. Dla pana Drogomysła oznacza to śmierć
cywilną. A i jego znajomym będzie głupio, że utrzymywali działalność z
agentem SB. Rodzina zaś będzie się palić ze wstydu. Wątpię, by komuś z
zainteresowanych "wyzwolenie" się spodobało.
Ujawnianie prawdy nie zawsze musi być dobre. Prawda też może niszczyć ludzi.
Drugą sprawą jest to, że nie można traktować IPN-owskich archiwów jako
źródła czystej prawdy. Wiele teczek zawiera fałszywki, wiele
informacje niekompletne. Większość została zniszczona. To nie prawda,
ani nawet nie resztki prawdy.
Nie twierdzą oczywiście, iż wszystko jest tam fałszywe, ale faktem
jest, iż takie przypadki się zdażają. Dlatego przeciwny jestem
otworzeniu tego wszystkiego, puszczeniu ludzi na żywioł i lustrowaniu
jak popadnie, jeżeli lustrowanym nie zapewni się prawa do obrony, do
uczciwego i rzetelnego zbadania ich sprawy.
Jeżeli ani sądy lustracyjne, ani historycy nie potrafią jasno określić na bazie teczek prawdy o prominentnych członkach "Solidarności", jej liderach, o których przecież materiału jest relatywnie najwięcej, to jaką mamy pewność, iż nie skrzywdzimy teczką jakiegoś Kowalskiego? Ilu będzie takich Kowalskich? Czy w ogóle mamy prawo skrzywdzić kogokolwiek w imię wymiany elit i oczyszczania fundamentów?
> Oczywscie donoszenie organom panstwa przestepstwem nie bylo, wiec
> sankcja nie moze byc prawna lecz moralna. Stad - nie karac lecz
> ujawnic - po to zeby sankcja miala mozliwosc zainstnienia.
Ale sankcja ta wynikałaby bezpośrednio z prawa stworzonego właśnie po
to, by takie sankcje generować. Nie jest zadaniem prawa inspirowanie
sankcji moralnych wobec osób, które prawa nigdy nie złamały.
Fundamentalną zasadą jest to, iż prawo nie może działać wstecz. Jeżeli
zaś lustracja sprowadza się do szykanowania, represjonowania wręcz
grup osób, to tę zasadę narusza.
Od karania są sądy, nie teczki, media i "historycy".
Tak, lustracja może się stać narzędziem wymiany elit. Ale za jaką
cenę? I czy nowe elity będą lepsze?
Patrząc chociażby na rozwiązanie WSI i budowę nowych służb wojskowych
w ich miejsce, jakoś nie mogę się do tego przekonać.
-- Wandosław KatiuszynReceived on Sat 30 Aug 2008 - 17:22:11 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:24 CET