> He. Miałem się powstrzymać. Polscy turyści łażą po Wilnie i pytając o drogę
> używają polskich nazw dzielnic/ulic (wyobrazacie sobie takie cos w Wrocku w
> wykonaniu Niemncow)bo tylko takie są w przewodnikach zazwyczaj. Byłem raz z
> zoorganizowaną wycieczką i przewodnik zapodał "To jest Wilia, tylko litwnini
> jej nazwę zmienili na nową - Neris. Oni tu wszytsko pozmieniali na nowe" Jak
> zadałem pytanie kto tam był wcześniej to zamilkł. Ja sie uczylem Litwy od
> litwinow, od kobiety ktora kochalem - dla mnie Neris to Neris, Vilnius to
> Vilnius a kurwa Bydgoszcz to nie Bronberg.
A ja akurat nie mam nic przeciwko Brombergowi czy Breslau, podobnie jak temu, by w Polsce używać tradycyjnych nazw typu Kolonia, Norymberga, Monachium, Tybinga, Paryż, Londyn, z kolei na Litwie Warszawę nazywać Varšuva, Kraków Krokuva, a Adama Mickiewicza Adomas Mickevičius itp.
I osobiście zawsze używam nazw Wilia, Wilno, Troki, Możejki, Dźwina itp., co wcale nie oznacza, jakobym uważała dawne ziemie Rzeczpospolitej za "nasze". Bo tu nie chodzi o to, czy jakaś nazwa jest spolszczona, zlituanizowana czy zgermanizowana, ale o rzeczywiste intencje, jakie nam przyświecają.
Dla mnie poprawność polityczna w tych sprawach to leczenie syfa pudrem - bo przez to tylko, że będziemy używali innych nazw albo tych samych nazw w innych formach, wcale nie staniemy się od razu uosobieniem równości, wolności, braterstwa, tolerancji, demokracji i terefere kuku. I na odwrót. Trochę podobnie jest ze słowami Rumun, Cygan, Murzyn i Żyd - które same w sobie nie są w żaden sposób obraźliwe, ale w ustach pewnych osób pogardliwym określeniem może być nawet "Afroeuropejczyk" :-). Nie o słowa więc chodzi, a o to, co chcemy nimi wyrazić.
Czuj, czuj!
-- gen. mjr mgr Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka, Matka Narodu Gnomiego http://gnomia.scholandia.plReceived on Fri 22 Aug 2008 - 02:29:26 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:24 CET