Re: Wandystan: O zniechęcaniu słów kilka...

From: Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka <waldemaria_usunto_at_gmail.com>
Date: Fri, 8 Aug 2008 14:23:30 +0200


Lord Darth Kanzler wrote:         

> Był sobie kiedyś taki kraj wirtualny, w którym wszyscy z wielkim
> zachwytem i werwą pracowali na jego chwałę.

Ten tekst sprowokował mnie do napisania paru uwag na temat zasad prowadzenia publicznego sporu. Nasuwały mi się od paru dni w związku z lekturą niektórych wątków i wypowiedzi na LDMW. Trochę to może chaotyczne, ale leżało mi na wątrobie, więc wylewam :-)

Walka polityczna, spór, a nawet intryga są nieodłącznymi elementami życia publicznego, szczególnie ciekawymi w warunkach państw wirtualnych, dlatego nie byłoby celowe, gdybyśmy próbowali je z naszej zabawy wyrugować. Ważne jest jednak, by w ferworze słownych potyczek adwersarze potrafili zachować miarę i wzajemny szacunek, a także szacunek dla ustalonych reguł gry. Bo walka nie musi ani nie powinna oznaczać wojny na wyniszczenie. Spór nie musi ani nie powinien uciekać się do języka pogardy. Przeciwnik polityczny nie musi ani nie powinien być uważany za wroga, a zwycięstwo nie musi oznaczać jego upokorzenia albo eliminacji. Nie tylko w wirtualu, ale tutaj szczególnie, bo koniec końców to przecież zabawa.

Wiem, może tu paść argument, że nikt nie powinien być świętą krową. Ale pomijając fakt, że nie jest to całkiem oczywiste, trzeba też zauważyć, że istnieją rzeczy, których nie wypada robić krowie bez względu na to, czy jest święta, czy świecka, czy jest nasza, czy cudza, i czy jesteśmy amatorami mięsa, nabiału, czy może sielskiego krajobrazu, albo zagorzałymi obrońcami praw trawy, bestialsko mordowanej przez roślinożerców.

Obrzucanie się mięsem, błotem, łajnem i ogólnie wszystkim, co się nawinie pod rękę, zniechęca do zabawy w państwo nie tylko osoby będące celem takich bezpardonowych ataków, ale przy okazji aktualnych i potencjalnych uczestników życia publicznego czy w ogóle życia w wirtualnym świecie. Uważam, że ten rodzaj "polemiki" stanowi wręcz szczególny rodzaj społecznego wandalizmu (jakkolwiek dwuznacznie może zabrzmieć to słowo na liście dyskusyjnej Wandystanu :-) ). Ciosami poniżej pasa można doprowadzić najwyżej do ELIMINACJI przeciwnika, ale nie do POKONANIA go zgodnie z regułami gry i z zachowaniem twarzy. Są po prostu niehonorowe, niesmaczne, nieśmieszne, psują ludziom krew i całą zabawę w państwo wirtualne, podobnie jak rozmaite inne zachowania nie fair, a więc sprzeczne z regułami gry. Czy polityczne zwycięstwo tego rodzaju i osiągnięte w taki sposób może komukolwiek przynieść satysfakcję? Nie sądzę. Chyba że nie bawimy się w to samo. Wydaje się oczywiste, że w dobrze pojętym wspólnym interesie należy się wyrzec takich metod prowadzenia "sporu", jak: kalumnia, zniewaga, nagonka, czy natarczywe puste krytykanctwo. No właśnie, to wydaje się oczywiste i na poziomie abstrakcji każdy się z tym zgodzi, ale cały szkopuł w tym, że takie zachowania najłatwiej zauważyć u innych, a nie u siebie.

Reguły gry w przypadku mikroświata przybierają formę aktów prawnych. Dlatego, aby nasza zabawa miała sens, prawo należy szanować nawet wówczas, gdy w jego ramach nie osiągamy wymarzonych efektów politycznych. Kiedy więc zarzuca się komuś nadmierny formalizm w stosowaniu prawa, dobrze jest się przy okazji zastanowić, co można zapropnować w zamian, jaka jest alternatywa. Czy jako antidotum na przesadny formalizm należy promować taki język sporu, w którym szacunek do przeciwnika i jego twórczego wysiłku przestaje się liczyć? Czy walcząc z "formalizmem" i "sztywniactwem" nie popadamy z kolei w przesadny pragmatyzm, który może całkowicie podważyć samą ideę zabawy w państwo?

Można to porównać do dwóch szachistów, z których jeden, widząc, że sytuacja na szachownicy przybiera niekorzystny dla niego obrót, sięga po majcher i oznajmia przeciwnikowi, że od tej chwili biały skoczek bije wszystkie czarne figury w promieniu trzech pól. Zagraniami w tym stylu były między innymi zeszłoroczny zamach konstytucyjny w Sarmacji albo rozporządzenie wydane w czasie powstania Elfidy przez ówczesnego premiera Scholandii Drążkiewicza, bezprawnie ograniczające swobodę wypowiedzi na liście dyskusyjnej Królestwa Scholandii (zakaz "poruszania tematów dotyczących Księstwa Sarmacji"), czy równie bezprawne przywłaszczenie sobie majątku obywatela obcego państwa przez Królestwo Scholandii. Myślę, że nie są to wzroce godne ani warte naśladowania. W wirtualnej walce politycznej lepiej jest przegrać zgodnie z zasadami gry, niż wygrać, podpalając szachownicę. A jeśli chcemy spalić szachownicę, to chociaż nie nazywajmy tej zabawy grą w szachy. Received on Fri 08 Aug 2008 - 05:23:35 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:24 CET