Po pierwsze, melduję, że wróciłem. Po drugie, informuję, że pracuję właśnie nad GWS i nad czymś jeszcze. Po trzecie: Leblandia.
Pewnie, uznanie przez największe, dwuosobowe państwo na świecie na pewno w niczym nam nie przeszkodzi, jak również w niczym nie pomoże. Kiedy lat temu kilka byłem prezydentem Wandystanu, miałem osobiście okazję usiłować negocjować z Leblandią traktat o wzajemnym uznaniu i stosunkach dyplomatycznych. "Negocjowanie" to polegało na tym, że od Jego Cesarskiej Mości otrzymywałem odpowiedź po dwóch tygodniach. W końcu udało się traktat zawrzeć (a trwało to chyba ze trzy miesiące), został on nawet ratyfikowany zarówno przez Churał Ludowy, jak i przez stronę Leblandzką. Współpraca międzypaństwowa była tak niezwykle ożywiona, że wysłaliśmy do nich swojego ambasadora, ale Leblandia nie odwdzięczyła się tym samym. W efekcie - o traktacie wszyscy zapomnieli i nie ukazał on się w Dzienniku Praw. Zgodnie z ustawą niegdysiejszą (którą z całą resztą olbrzymiego dorobku prawnego I MW trafił szlag, kompletnie nie rozumiem, dlaczego) o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych, akty prawne, które weszły w życie przed dniem wejścia w życie ustawy, powinny zostać ogłoszone w ciągu 14 dni od wejścia w życie ustawy, w przeciwnym zaś razie miały stracić swoją moc. Taki los spotkał m.in. traktat z Leblandią wraz z ustawą-aktem jego ratyfikacji. Nie wiem, czy ktokolwiek notyfikował ten fakt Leblandii. Z resztą - pewnie i tak odpowiedzieliby po pięciu latach. Niemniej jednak na moje oko, w tej chwili uznanie jest tylko jednostronne.
-- Salutem plurimam dicit, (-) Michał P. SobczakReceived on Thu 03 Jul 2008 - 15:53:16 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:23 CET