> No nie sadze. Przeciez taki SUKCES odniesli tylko naprawde nieliczni.
> Chodzi raczej o to, ze podcinajac skrzydla i wyrownujac do dolu
> tracimy szanse na wybitne jednostki.
A czy wybitne jednostki są ważniejsze od szarego ogółu? Czy promując zasadę - osiągnij wielki sukces, nie powodujemy takiego właśnie wyścigu szczurów? Ile osób na te wszystkie, do których trafi ten przykład będzie się go starało osiągnąć uczciwie mimo porażek, a ilu jak im się nie uda, sięgnie po inne, mniej uczciwe środki, idąc do sukcesu po trupach? Olewając ten właśnie szary ogół, który nie dąży do sukcesu?
Historia uczy, że na człowieka, który uczciwą pracą dorobił się majątku, od zera do bohatera, przypada co najmniej kilku innych, którzy zdobyli go zupełnie inaczej. Na pracy innych.
Wiem, że nie do końca o tym tutaj mowa, ale liberałowie mówią "zadbaj o swoje, bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi". Ci najmniej radykalni (np. Ci co bardziej religijni) mówią "a potem możesz pomóc trochę innym, tylko nie przesadź, żeby sobie nie zaszkodzić". Ja powiem - a nie jestem radykalnym kolektywistą, socjalistą itp - że trzeba wejść stopień wyżej. Że owszem, indywidualizm (tu rozumiany jako egoizm do pewnego stopnia) przynosi Ci korzyści. Ale że większe korzyści będziesz miał, gdy będziesz działał z innymi. A nawet dla innych.
Można to nawet odedrzeć z idealizmu i podać bardzo pragmatyczny przykład - że jeżeli zrównamy podatki dla biednych i bogatych, a żeby zatkać braki w budżetach obetniemy zasiłki dla bezrobotnych (bo wszak to nieroby) to niestety masz o wiele większą szansę, że ów nierób, pozbawiony środków do życia, wybije Ci szybę w samochodzie na który długo oszczędzałeś, żeby wymienić radio na pieniądze na żarcie. Owszem, zaoszczędziłeś na wóz. I warto było? Wstawisz szybę i następnego dnia już całego samochodu nie będzie. Bo ten sam, który zdobył na jedzenie, poczuł sukces i chce więcej.
Brakuje niestety w społeczeństwa zaufania do siebie nawzajem - bo innych, spoza naszego najbliższego kręgu, postrzegamy jako tych, którzy najchętniej by zarobili naszym kosztem. A ja uważam, że jeżeli nie będziemy siebie podejrzewać wzajemnie, to nie będziemy także siebie wzajemnie uderzać. Wiem, że to pachnie idealizmem solidarności społecznej - ale moim zdaniem, to wszystko jest w nas. Wystarczy uwierzyć. Ale wszyscy obawiają się, że wyjdą na frajerów, bo tylko oni uwierzą, a reszta będzie ich za plecami łoić.
Społeczeństwo wolnego rynku i liberałów to społeczeństwo schizofreników, którzy boją się u innych tego, co sami w sobie noszą - chęci posiadania wszystkiego, bez względu na koszty.
Ja osobiście dla siebie nie chcę niczego wyjątkowego. Chciałbym znaleźć skromną pracę, gdzie mógłbym zarabiać na siebie i żyć spokojnie. Po co mi sukces? Ja nawet wysokiej pensji nie chcę, bo nie wiem co mógłbym z tymi pieniędzmi robić. Ktoś mi może powiedzieć, że owszem, ty jeszcze nawet na siebie nie zarabiasz, więc nie wiesz jak to jest - okej. Ja na razie nie odpowiem, bo to fakt, że na siebie nie zarabiam. Przekonam się za parę lat.
Ale mnie taki sukces, jaki jest promowany w tej reklamie, nie jest potrzebny.
-- PTRReceived on Tue 20 May 2008 - 09:00:32 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:22 CET