Re: Wandystan: beton

From: tow. Struszynski <struszynski_usunto_at_gmail.com>
Date: Mon, 7 Apr 2008 11:29:08 +0200


07-04-08, Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka

> No właśnie odnoszę wrażenie, że plusy miałyby tu przewagę nad minusami.
> Warto by się na spokojnie zastanowić, jaki kształt mógłby mieć taki
> skonfederowany twór (np. czy byłaby to bardziej konfederacja państw, czy
> państwo federacyjne - mnie osobiście bliższy jest ten pierwszy model),

Mnie również. Osobiście nie zgadzam się na żadne inkorporacje, bo rozumiem, że taki model przyjmujecie - Gnomia i Morvan jako obwody autonomiczne Mandragoratu Wandystanu :D

> a
> dalej - jakie konkretnie następstwa pociągnęłoby za sobą powołanie
> takiego związku.

> 1. Wspólna (całkowicie lub w pewnym zakresie) polityka międzynarodowa.

Wątpię, aby powiodła się wspólna polityka zagraniczna. Istotą osób stojących za danym państwem jest dążenie do autonomii. Inaczej tych państw by nie było. Na tym polu zawsze będą jakieś konflikty interesów, niedomówienia, konflikty personalne. Ja, na dzień dzisiejszy widziałbym to już raczej jako sojusz niezależnych państw, gdzie każdy sobie sam swoją rzepkę skrobie, ale coś tam do wspólnego gara wrzuca. Tym samym zachowuje się indywidualność a i wspólnota. Polityka zagraniczna mogłaby istnieć niezależnie, przy czym stosowne władze o niej decydujące pozostawały by we wzajemnym kontakcie, na kształt oficjalnej struktury i wzajemnie wypracowywano by pewne stanowiska. Tak jak np. Niemcy, Holandia i Polska mają politykę zagraniczną, a polityka taka sygnowana UE to troszeczkę coś innego. W ten sposób każdy bawi się po swojemu i wg. własnych tradycji, poglądów, klimatów itd., ale wspólne stanowisko też się wypracowuje i tym samym w wielu zakresach można działać wspólnie.

> 2. Wspólna waluta (?).

No co do tego nie mam żadnych obiekcji, jako że waluta jest rzeczą drugorzędną i przynajmniej częściowo zależy od systemu symulacji, choć w moim odczuciu mogłą by to być rzecz odrębna.

> 3. Wspólne obywatelstwo (zamiast możliwości posiadania podwójnego).\

Hm... mnie osobiście to nie przekonuje. Można procedury uprościć, ale przynajmniej symbolicznie byłoby dobrze, aby każde pańśtwo zachowywało swoją autonomię po przez własne obywatelstwo. Ba, można zrobić coś takiego, że obywatel danego państwa posiada jednakowe prawa na terytorium pozostałych państw związku. Coś w stylu reala, albo wymyśleć coś jeszcze innego. Osobiście uważam, że bliższe i cieplejsze mi jest obywatelstwo Wandystanu, niż obywatelstwo jakiegokolwiek sojuszu, czy związku.

> 4. Wspólna lista dyskusyjna.

No, to jest dobry pomysł. Przy czym w każdej mikronacji mogłaby istnieć jakaś lokalna, czy też miejscowa forma publicznej wymiany informacji. Przykładowo - gnomie forum, LDMW, zaś lista związku państw to co innego. Chyba że wszystko rzucimy na LDMW albo gnomie forum.

> 5. Wspólny, jednolity system urzędów centralnych, do których
> sprawowania poszczególni członkowie związku mieliby równoprawny dostęp.

Wątpię, aby to się powiodło. Istotą osób stojących za danym państwem jest dążenie do autonomii. Inaczej tych państw by nie było. Chyba że chodzi raczej o zapewnienie aktywności jednemu państwu, które nie radzi sobie z zarządzaniem. Inaczej trudno sobie wyobrazić, aby np. Morwańczyk decydował całkowicie o losach Gnomii i jej inicjatywach. Albo Gnom ustalał zasady języka morwańskiego. Z drugiej strony ziwązek może opierać się na tworzeniu ciała skupiającego szefów danych państw - w ten sposób jedność władzy byłaby zachowana. A zarazem byłoby więcej okazji do zabawy, bo jak już się coś wspólnie ustali, to następnie każdy przenosi ustalenia na grunt lokalny. Z drugiej strony, obywatele jednego pańśtwa związkowego, przy pełnej tożsamości obywatelstw, mogliby wybierać władze w każdym innym państwie członkowskim. No nie wiem...

>
> Głównym plusem, jak sądzę, byłoby powiększenie skali, w jakiej się
> poruszamy. Pomijając rolę wszelkiego rodzaju działań promocyjnych, o
> atrakcyjności państwa wirtualnego w znacznym stopniu decydują rozmiary
> społeczności, która je zamieszkuje. Dlatego najwięcej świeżej krwi
> przyciągają państwa duże - działa tu efekt kuli śnieżnej.

Z jednej strony tak. Z drugiej - nie. Nie chciałbym zostać źle odebrany, ale odnoszę wrażenie, że WRM i WRE na gruncie międzymikronacyjnym nie posiadają wysokiej noty. Czymś innym jest, jak sądzę, urok Towarzyszki, podobnie jak aktywność Lorda Protektora w OPM, że społęczność utożsamia to z danymi osobami, a nie państwami. Zarazem w skali mikro, to zawsze jest jakiś zastrzyk aktywności. Istotny dla wszystkich. Ale tak właśnie jest teraz - i cokolwiek się nie zrobi, już sytuacja lepsza być nie może. Połączyliśmy się i proszę, działamy wspólnie. A to, że jakoś mały ruch jest w Gnomii, czy w Morwanie, czy nawet w Wandystanie, że obywateli jednego pańśtwa nie widać w drugim, to jest już problem jednostek. Jeżeli zmienimy sytuację prawną, wszystko scalimy w jedno, nic się nie zmieni. Będzie jedynie większy chaos.

> Działanie w ramach konfederacji sprzyjałoby też zachowaniu "ekonomii
> sił", przynosząc uproszczenie rozmaitych struktur i procedur. Wspólne
> urzędy centralne odciążyłyby lokalne społeczności, pozwalając im się
> oddać w większym stopniu innym sferom działalności mikronacyjnej, takim
> jak choćby radosna twórczość.

Ale nie za bardzo rozumiem, Towarzyszko, co by miało znaczyć odciążenie. Czyżby lokalne struktury były zawalone pracą? Jeżeli lokalne struktury nie radzą sobie ze swoimi obowiązkami, to głupio myśleć, że przyjdzie ktoś z zewnątrz i sobie poradzi. Nikt nie będzie miał zamiaru sprzątać czyjegoś bałaganu. Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie czynić tak teraz. Np. Towarzysz Magov mógłby się ubiegać o obywatelstwo WRE i zostać tam jakimś lokalnym autorytetem i władzą. Albo inaczej. Tymczasem, jeżeli coś nie sprzyja zabawie, jest obciążeniem, nikt się tym nie zajmuje, to lepiej to zlikwidować. Inaczej mówiąc, skoro lokalne społeczności są przeciążone jakimiś sprawami, to te sprawy trzeba wyciąć brzytwą Okhama. Ciach i już, po kłopotach! Przykładowo - San Jang nie ma władz, jest miastem martwym, w związku z czym Churał Ludowy szykuje się do jego likwidacji. Ba! Churał nawet wyciął by Winnicę i Precelkhandę, jeżeli nie byłoby tam buduarów! A to nie jest w cale przesądzona sprawa, że tak się nie stanie, bowiem na dzieńdzisiejszy są jedynie obietnice, a nie ma działania.

> Ewentualne przystąpienie nowych członków do konfederacji odbywałoby się
> na mocy jednego aktu, przez co natychmiast zwiększałoby masę i pęd
> naszej śnieżnej kuli. Załóżmy na przykład, że dzisiaj Gnomia podpisuje
> traktat o współpracy z Ikslandią czy Ygreklandem. Jeśli działa na własną
> rękę, siostrzeństwo wandejsko-gnomie nie przechodzi automatycznie na
> Ygrekland czy Ikslandię, zatem kraj ten pozostaje niejako poza wspólnym
> obiegiem.

Czy tak jest w traktacie o pańśtwach siostrzanych? Jeżeli tak jest, to jest to bardzo duża autonomia. Ja myślałem, że traktat trzeba zawrzeć indywidualnie. Wyobraźmy sobie, że Morvan podpisuje traktat o współpracy ze Scholandią, Sarmacją i z Udzielnymi Zakonnikami. Co na to Gnomia? Czy z automatu stają się częścią siostrwspólnoty? Czy może raczej większość zechce wykluczyć, przejąć, albo narzucić radykalne zmiany o 180 stopni "jednostce lokalnej"?

Z drugiej strony, sojusz państw, mający wspólne stanowiska w zakresie polityki zagranicznej, mógłby spokojnie wspólnie wypracować za i przeciw i przyłączyć jednym aktem jakieś państwo do wspólnoty, lub nie - wóczas wspólnota między państwem członkowskim a nowym mogła by mieć charakter lokalny. W ten sposób Morvan, czy Wandystan mógłby współpracować ściśle ze Scholandią, nie przynosząc żadnej straty, czy niepokoju wspólnocie tworzonej wspólnie z Gnomią. A i Gnomia by zyskała.

> Prowadzi to do rozproszenia sił, ponieważ realizacja takiego
> traktatu wymaga zainwestowania w działania bilateralne czasu i energii,
> które w przypadku konfederacji prowadzącej wspólną politykę
> międzynarodową działałyby dośrodkowo, nawet gdyby przedmiot działań
> pozostał taki sam (np. rozwój i zacieśnianie kontaktów z Igreklandem). W
> ramach konfederacji wysiłki związane z integracją nowego uczestnika
> rozkładałyby się na całą społeczność, a jednocześnie od razu, za jednym
> zamachem, zwiększałyby naszą "pulę genową".

Argumenty te pasują również dobrze dla opcji niezależnych państw połączonych instytucją centalną tworzoną przez szefów tych państw i decydentów od polityki zagranicznej.

>
> Na razie to tylko luźne uwagi, oparte w większym stopniu na mojej
> kobiecej intuicji niż na uporządkowanych przemyśleniach, ale chyba warto
> by te sprawy rzucić na kowadło LDMW i w toku dyskusji przekuć na
> konkretne wnioski :-)

Wszystko zawsze warto wrzucić na kowadło LDMW, ale zapewne pozostanie to bez odzewu (chyba że by Towarzyszka napisała, że idzie się bawić do Sarmacji, albo że Sarmaci to czy tamto, albo, że Gnomia to Sarmacja inaczej). Niemniej jednak trzeba próbować - robić swoje.

Generalnie jestem zdania, że trzeba zachowywać swoją autonomię i oryginalność, jak też samodzielność - nie twózmy jednej autoinkorporującej machiny, ile raczej konfederację, a więc jedność w wielości, związek samorządnych podmiotów. Zapewne wyniknie z tego coś więcej, niż suma składowych.

-- 
Towarzysz Struszyński,
gg: 4657938
Received on Mon 07 Apr 2008 - 02:30:21 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:22 CET