"Moim zdaniem powinno zostać tak jak jest, czyli p.z. w rękach prezydenta. Jeżeli prezydent będzie chciał prowadzić p.z. samodzielnie - to jego decyzja (nie powoła Komisarza), jeżeli będzie chciał powołać Komisarza to będzie musiał nadzorować jego prace (też jeżeli będzie chciał). Moim zdaniem to jest dobre.
Macie dyrektywę, która Was obowiązuje, macie jasno określone zadania na najbliższy czas i znacie stosunek do spraw takich jak persona non grata dla Kefasa. Jeżeli czujecie się ograniczeni bo nie możecie podejmować decyzji i postanowień w sprawach zagranicznych, to proponuję rezygnację ze stanowiska, albo start w następnych wyborach prezydenckich.
Chyba, że zdecydujecie się podjąć współpracę i w takich sprawach jak podpisywanie umów międzynarodowych, powoływanie i odwoływanie urzędników itd. lub sytuacjach nietypowych czy nagłych (nagle ktoś wyskoczy z jakąś propozycją) będziecie rozmawiać ze mną, tj. prezydentem. Moim zdaniem te sprawy są naprawdę są na tyle istotne, że to od prezydenta właśnie powinno zależeć ostateczne ich przyjęcie/odrzucenie.
Natomiast to jak umowa będzie wyglądać, jak zostanie napisana, co będzie obejmować, jakie ustalenia zajdą pomiędzy krajami właśnie leży w gestii Komisarza. Prezydent to tylko zatwierdzi lub odrzuci.
Nie chcę teraz jakoś wychwalać tow. Radzieckiego jednak moim zdaniem jakoś nie dochodziło międzynami do sporów kompetencyjnych. On wiedział co ma robić, ja wiedziałem co mam robić i szło nieźle.
Ja nie widzę problemu. Jakiekolwiek tutaj ingerowanie w konstytucję jest bezcelowe. Za politykę zagraniczną odpowiada Prezydent i to stoi w Konstytucji. A to jak tą politykę on prowadzi, czy osobiście, czy tylko nadzorując Komisarza to powinno być jego decyzją, decyzją która zostanie oceniona przez Lud."
Towarzyszu Prezydencie!
Chyba przez przypadek, chociaz nie mam pojecia czemu, odebraliscie osobiscie moje wzburzenie. A nie bylo ono skierowane w Wasza strone.
Zwrocilem jedynie uwage, ze dyskutowanie kazdego pierdu utrudnia zycie i prace Drogiemu Liderowi, jak i KLSZ.
Absolutnie nie zamierzam ingerowac w linie polityki zagranicznej i wtracac sie w kompetencje Towarzysza Prezydenta. Wydaje mi sie po prostu, ze mianowanie jakiegos urzednika podleglego wobec KLSZ spokojnie mogloby nalezec do kompetencji KLSZ. Bo KLSZ dyscyplinowalby mianowane przez siebie osoby (a mozliwosci mianowania takich urzednikow jest niewiele), oni odpowiadaliby przed KLSZ, a KLSZ bezposrednio odpowiada przed Prezydentem. W przeciwnym razie robi sie lekki chaos- KLSZ staje sie w pewnym sensie niepotrzebny, jest czyms w rodzaju sekretarki a nie komisarza prowadzacego sprawy zagraniczne. A przeciez wszelkie umowy, traktaty itd. osobiscie zatwierdza Prezydent wiec nie ma tu sporu kompetencyjnego.
Wierze, ze uda nam sie porozumiec i zrozumiec poza forum w osobistej rozmowie. Bo, jak mowilem, nie zamierzam w jakikolwiek sposob, poza ewentualnym doradztwem, wnikac w Wasze decyzje, a nie chcialbym rowniez byc biernym wykonawca Waszych rozkazow.
Pozdrawiam
-- brthz [Non-text portions of this message have been removed]Received on Sun 16 Dec 2007 - 11:26:31 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:20 CET