A ja powiem, że to nie jest głupi pomysł. Po pierwsze, taktyka imperialistyczna pozwala utrzymać siebie w sile, dodanie nawet najbardziej idiotycznej nacji wzbogaca wielkiego brata, choćby wypieprzył w trzy diabły twórcę inkorporowanej nacji a ona sama zamrła - pozostaje już na trwale w historii, jest o czym pisać, a na mapach v-światowych znowu widać tylko wielką trójkę. To tak jak my i WRM, dokładnie tak samo. WRM chce się trzymać nas, bo to jedyna szansa na podtrzymanie zabawy, a wątpliwe są intencje w budowę drugiej (trzeciej, jeśli liczyć Vallhallę) Sarmacji. Podobnie takie małe coś. Te małe państewka to de facto dzieła pojedynczych dzieciaków, którzy chcą się pobawić w rządzenie, a brak im narzędzi intelektualnych, wiedzy, pomysłów, cierpliwości i mocy technicznej do stworzenia kolejnej sarmacji. Zapewne też nie mają aż takich ambicji. Ale przyciągnięcie takiego "gówniarza" w wielki świat to szansa na jego dalszą edukację i w efekcie uzyskanie nowego aktywnego gracza u siebie. Ot co.
Wirtualne nacje są jak pasożyty, czy też geny. Aby przetrwać, musi przyciągać aktywne jednoskti. Nieaktywne zaś przemielić i wypluć. Nie ważne, czy przez reklamę w realnej TV, na bilbordach, przez spam sieciowy, nagabywanie sąsiadów, czy inkorporację. To je wyższa racja stanu, jaka nie zawsze jest uświadamiana. Tak ja to widzę.
-- Towarzysz Struszyński, gg: 4657938Received on Mon 16 Jul 2007 - 14:53:18 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:18 CET