O podobieństwach skutków nazizmu i komunizmu napisano wiele. I co? Ten pierwszy jest odsądzany od czci i wiary, z drugim można obnosić się na salonach. Jeden służy zwalczaniu przeciwników politycznych każdy może być faszystą, jeśli tylko liberalny establishment będzie miał interes nazwać go właśnie tak. Drugi jest modny być lewakiem to żaden wstyd, można się nawet załapać na ckliwy esej w Wyborczej. Kto za młodu nie był socjalistą, na starość będzie świnią. Kto kiedykolwiek był podejrzewany o sympatie faszystowskie, na zawsze jest spalony.
Czarna księga komunizmu wykazała dobitnie, że system ów był zbrodniczy. Ale świat ma to gdzieś, tak jak kiedyś relacje Sołżenicyna o gułagach. Piekło to inni, jak mawiał Sartre. Ci inni to faszyści.
Gdy stwierdzono, że komunizm miał na koncie przynajmniej tyle samo ofiar co nazizm (dziesiątki milionów), przypomniano, iż są granice, których przekroczyć nie wolno. Nie można porównywać złotych lat ZSRR za Lenina z Kambodżą Pol Pota, a dysydent Trocki to nie dyktator Honecker. Były różne komunizmy, nie należy ich mylić. Tak twierdzą ci, którzy jednym tchem mówią: Hitler, faszyzm, Franco, rasizm, Salazar, nazizm, Pinochet, antysemityzm, Le Pen, czystki etniczne, Bush, klerykalizm, Giertych, zbrodnie, Aznar...
Poza tym hitleryzm miał ideały złe, bo twierdził, że należy zlikwidować Żydów i resztę podludzi. Komunizm przeciwnie nikogo na tamten świat, każdemu według potrzeb. Nie liczmy trupów, cyzelujmy idee. Mając to na uwadze, potępiłbym komunizm znacznie mocniej uczciwszy jest złodziej, który wyraźnie deklaruje, że kradnie niż taki, który sięga po cudzy portfel i przedstawia się jako członek Ligi Walki z Kradzieżami. Nie zmienią tego Hollywood, EMI i antyfaszystowscy straszni mieszczanie anno domini 2004. Noście t-shirty z Guevarą, kręćcie o nim melodramaty i śpiewajcie dziękczynne pieśni o Cuba libre. Ale nie załamujcie rąk, nie ciągajcie po sądach i nie publikujcie apeli oburzonych intelektualistów, gdy ktoś gloryfikuje Guevarę z NSDAP. Tak, był taki w dwóch osobach. To Gregor i Otto Strasserowie. Obaj byli romantycznymi bohaterami nazizmu reprezentowali lewicowy nurt, walczyli o sprawiedliwość społeczną, nie pragnęli luksusów i stanowisk, chcieli realizacji ideałów sprzed epoki salonów władzy. Pierwszego zamordowano podczas nocy długich noży, drugi uciekł z Rzeszy przed podobnym losem. Do dziś mają swoich fanów, którzy potępiają błędy i wypaczenia Hitlera i tęsknią do autentycznego nazizmu.
Ale to nie idealiści są świadectwem oblicza reżimów. Realny hitleryzm to nie Strasserowie to zwyrodniała ideologia antysemicka, Auschwitz, eugenika i Lebensraum dla rasy panów. Realny komunizm to nie Guevara to czystki, tortury na Łubiance, procesy pokazowe, Kołyma i terror.
Czy każda lewicowa idea jest tożsama z postępkami Stalina, a prawicowa (zakładając, że narodowy socjalizm był prawicowy) Hitlera? Oczywiście nie, jednak bardzo często idealistów od pragmatyków dzieli zaledwie cienka linia. Strasserowie to dawni kamraci Hitlera, Trocki torował drogę Stalinowi i ponoszą oni część odpowiedzialności za późniejsze zbrodnie. Pokaż mi swoich idoli, a powiem ci, kim jesteś.
Remigiusz Okraska Che z NSDAP 13.04.2004
Z partyjnym pozdrowieniem!
Codreanu
[Non-text portions of this message have been removed] Received on Wed 02 Mar 2005 - 00:25:12 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:12 CET