Na blogu pojawił się projekt zmian konstytucji. Lekturę poprzestałem na pierwszym zdaniu. Uzupełnię ją ale pod wpływem impulsu postanowiłem podzielić się moimi przemyśleniami. Zaznaczam że dół tekstu jest ciekawszy niż góra :)
Otóż Książę ubolewa, na tym że prawo tworzy głównie on i dlatego proponuje kolejną kosmetyczną zmianę pod wpływem impulsu.
Ja mówię: veto. Mówię veto, bo sens nie w kosmetycznych zmianach.
Pracuję właśnie nad historią Sarmacji. Jeden z pierwszych projektów poselskich – a więc nie Księcia został przez Księcia zawetowany. Nie dlatego, że projekt był zły. Książę swoje weto w roku 2002 uzasadnił faktem, że prawo nie powinno zmieniać się często a Sejm zmienił czas trwania wyborów z trzech do czterech dni. Ponieważ nie uzasadniał przyczyny ustawę Książę zawetował.
Moim zdaniem zmiany nie powinny polegać na kosmetyce. Książę dysponuje podobnie jak ja wetem ustrojodawczym. I to w całkowicie wystarcza. Jaką, złą ustawę może przyjąć Sejm, która byłaby sprzeczna z Konstytucją skora ta gwarantuje (zdaniem Księcia) szeroki katalog praw i wolności. Cóż takiego Sejm może spartaczyć?
Po cóż Sejm ma tworzyć prawo skoro Książę wydaje dekrety z mocą ustaw, których nie sposób odrzucić (7 dni to termin dla siedmioosobowego grona krótki)?
Po cóż Sejm ma tworzyć prawo skoro Ksiażę je odrzuci? Nie dlatego że będzie to prawo stanowiło katastrofę. Dlatego, że w punkcie 2 litera c podpunkt 16 będzie przepis, który Książę sformułowałby lepiej.
Obecnie Sejm to przede wszystkim forum wybierania Kanclerza i Rządu a nie ustawodawca. Zresztą także to jest iluzoryczne, ponieważ sam rząd także nie jest wpisany do konstytucji. Rząd funkcjonuje na zasadzie immunitetu Księcia. To dobra wola – łaska książęca decyduje o tym że mamy kanclerza i ministrów pochodzących pośrednio z wyborów. Całkiem możliwe byłoby sprawowanie pełni władzy wykonawczej Księcia. Dla pozorów praworządności wystarczyłby powołać ze dwóch ministrów z minimalnymi kompetencjami by ci odpowiadali przed Izbą Poselską.
Ja uważam, że Sejm nie będzie tworzył prawa sam dopóki Książę będzie dysponował vetem ustawodawczym oraz prawem wydawania dekretów z mocą ustawy.
Proponuję 2 scenariusze
SCENARIUSZ A – ŁAGODNY
W tym celu nie mają sensu reformy typu odrzucenie 2/3. One idą w dobrym kierunku, ale veto należy w ogóle zlikwidować.
Po pierwsze Sejm i tak nie może uchwalić prawa sprzecznego z konstytucją – i w zasadzie kontrola sądowa całkowicie wystarczy. Książę ale i każdy obywatel może zaskarżyć ustawę o niekonstytucyjność.
Po drugie, Książę ma taki autorytet że wystarczy, że powie komu co trzeba a Sejm ustawy nie ustali.
Dlatego zamiast bezwzględnego weta należy ewentualnie zrobić możliwość instytucji zbliżonej do weta, które polegałaby na prewencyjnym zaskarżaniu przed wejściem w życie ustawy do sądu Sąd badałby czy technika legislacyjna jest żenująca. To da się zapisać.
Np: Książę odmawia podpisania ustawy, jeżeli i tu dać przesłanki
(rażąca niespójność z systemem, żenadność i tak dalej – trzeba tylko
ładnie je sprecyzować)
2. Czemu ma służyć dekret z mocą ustawy? Sytuacjom nadzwyczajnym. Ograniczmy zatem dekret z mocą ustawy do stanu wyjątkowego. Który można wprowadzić tylko wtedy kiedy działania Księcia są proporcjonalne do stopnia zagrożenia.
Ewentualnie stworzyć księciu możliwość wydawanie dekretów z mocą ustawy ale tylko wtedy, gdy jest to proporcjonalne do wymaganej nagłości regulacji.
SCENARIUSZ B – REPUBLIKA Stwórzmy Republikę.
I. Władza ustawodawcza
W niej władza ustawodawcza winna należeć do Sejmu, pochodzącego z
wyborów powszechnych. Kwestia drugiej izby jest rzeczą wtórną. Ale
można pozostawić dzisiejszą IS albo ustanowić Senat w skład którego
wchodziliby: Prezydent W-stanu Namiestnik Baridasu oraz Namiestnicy
Teutonii i Gellonii.
II. Władza wykonawcza
2.1.
Władza wykonawcza w poza zakresem systemów informatycznych należałaby
do Prezydenta, pochodzącego w wyborów powszechnych. Ewentualnie można
stworzyć prezydenta, który kierowałby polityką zagraniczną i pełnił
funkcje reprezentacyjne (i ten pochodziłby z wyborów) oraz kanclerza i
rząd odpowiedzialnych przed Sejmem. Kanclerz i Rząd kierowaliby
polityką wewnętrzną.
2.2.
W zakresie władzy wykonawczej powinno się, tak jak to jest teraz
wyłączyć systemowców i stworzyć urząd Architekta Systemu (dzisiejszy
szef PASI) oraz Inżynierów Systemu (pracownicy PASI), którzy byliby
odpowiedzialni przed Architektem Systemu.
Architekt systemu miałby być uprawniony konstytucyjnie do działań faktycznych niesprzecznych z prawem (tutaj odejście od ściśle rozumianej zasady praworządności). Ale obowiązki systemowe, których niespełnienie skutkowałoby uznaniem za martwą duszę musiałby być zapisane w ustawie a nawet ograniczone normą konstytucyjną (aby nie powracać do sporu systemowcy – pozasystemowcy) Jak się bowiem okazało mało kto korzysta z pozostawania poza systemem. Ale dla tych, którzy korzystają to bardzo pożyteczna opcja (dla mnie na przykład).
Architekta systemu powoływałby Sejm. Architekta Systemu nie dałoby się odwołać inaczej jak poprzez konstruktywne wotum nieufności: wskazanie nowego kandydata. Można byłoby też stworzyć wymagania co do umiejętności kandydatów.
III. Obywatelstwa i szlachectwa
Tutaj wzorowałbym się na Republice Rzymskiej i stworzył urząd dwóch cenzorów. Ci powoływani byliby na kadencje 8-miesięczne, przy czym co cztery miesiące dokonywany byłby wybór jednego z cenzorów.
Jeżeli chodzi o nadanie obywatelstwa i jego odebranie to szczegóły
powinny być unormowane w akcie niższej rangi od konstytucji. Ale
ogólnie zasada taka, że każdy z cenzorów może obywatelstwo sam nadać
jeżeli zachodzą przesłanki ustawowe. Natomiast odebranie obywatelstwa
wymaga ich jednomyślności a następuje wtedy kiedy zachodzą przesłanki
ustawowe. W kwestii obywatelstw kontrola sądowa byłaby wskazana
(odnosząca się do meritum).
Jeżeli chodzi o szlachectwo i arystokratyczność to decyzje cenzorów byłby czysto władcze (więc kontrola sądowa ograniczałaby się do formalnej kontroli a nie meritum). Cenzorzy podnosiliby i obniżali tytułu na wniosek prezydenta Konstytucja mogłaby określać granice swobody. Na przykład, że kolejny awans nie może nastąpić przez dwa miesiące w przypadku szlachty a nie częściej niż co cztery miesiące w przypadku arystokracji. Podkreślam: na przykład.
IV. Demokracja bezpośrednia i dekrety z mocą ustawy. Temu służyłaby instytucja Trybunów Ludowych. Ci wybierani na 8 miesięcy, przy czym wybory co cztery miesiące, w ten sposób by nie zbiegały się z wyborami cenzorów (co 2 miesiące wybierałoby się jednego cenzora lub trybuna)
Każdy z Trybunów mógłby wetować ustawę Sejmu. Wtedy odbywałoby się referendum.
Każdy z Trybunów mógłby złożyć wniosek o przeprowadzenie referendum w
sprawie odwołania prezydenta. Ponowny wniosek przez jakiś okres czasu
(określony konstytucją) wymagałby jednomyślności Trybunów. Kolejne –
niedopuszczalne albo dopuszczalne w przypadku nadzwyczajnych
okoliczności co stwierdzałby Sejm lub sąd.
Jeżeli chodzi o dekrety z mocą ustawy to za zgodą obojga trybunów prezydent mógłby je wprowadzać. Przy czym zawsze warunkiem ich dalszego obowiązywania byłoby przedstawienie do zatwierdzenia Sejmowi.
W nadzwyczajnych okolicznościach za zgodą jednego z trybunów a okoliczność stwierdzona przez sąd.
V. Realizacja zasady Kościńskiego
Zasada Kościńskiego polega mniej więcej na tym, że bez władzy niedemokratycznej nie da się zachować ciągłości państwa.
Dlatego proponuję stworzenie urzędu Strażnika Kluczy – który powinien zostać Ksiażę Piotr Mikołaj (tytuł Książę powinien zachować dożywotnio)
Strażnik Kluczy dzierżyłby strony internetowe Republiki i przekazywał dostęp do nich legalnym władzom oraz przeprowadzał wybory przy kontroli Komisji (na przykład Architekt Systemu, Prezes Sądu) Tyle i aż tyle.
Jeżeli Strażnik Kluczy nie wypełniłby swoich powinności sąd konstytucyjny na wniosek Prezydenta złożony za zgodą Sejmu mógłby Strażnika Kluczy odwołać. Wyrok Sądu wymagałby spełnienia surowych przesłanek (jak wzywanie do usunięcia zaniedbań i tak dalej) Nowego Strażnik Kluczy należałoby wybrać w jakimś złożonym trybie – coś na kształt elekcji monarchy. Szczegóły istotne ale różne rozwiązania mogą dać pożądany efekt. Gdyby stary Strażnik nie chciał przekazać stron (a w zasadzie tylko za to można byłoby go pozbawić dożywotniego urzędu) nowy strażnik oznaczałby nowe oficjalne strony państwa oraz listy dyskusyjne.
Stare struktury byłyby nielegalną uzurpacją. Ponieważ władza byłaby demokratyczna to olbrzymia większość przeszłaby do nowej struktury. Przy czym w ogóle wątpię żeby do czegoś takiego doszło, że Strażnik nie oddałby konta. Zresztą jest to tak samo prawdopodobne jak nagłe nieodpowiedzialne zachowanie Księcia w monarchii. Tym bardziej że myślę o tej samej osobie.
VI. Władza sądownicza
Winna należeć do niezawisłych sądów.
Sędziów najwyższego szczebla na wniosek prezydenta za zgodą obojga
cenzorów powoływałby Sejm. W razie braku sędziów konstytucyjnych aby
nie było pata mogłaby być to decyzja innych organów: np. Dwaj cenzorzy
za zgodą trybunów i sejmu. Albo prezydent + trybunowie + sejm
VII. Prawa i obowiązki obywatelskie
Tutaj szeroki katalog. Zaprezentowałem ciekawe rozwiązanie przed
ostatnim zjazdem.
VIII.
Nie ukrywam, że taki ustrój z tymi cenzorami i trybunami oraz
prezydentem, architektem systemu oraz kanclerzem, sejmem i
niezawisłymi sądami; przy dodaniu zasady niepołączalności niektórych
urzędów sprawiłby że zabawa w Sarmację że podejmowanie decyzji
kręciłoby wiele osób. Wybory byłyby o konkretną władzę. A państwo nie
upadłoby z uwagi na osobę Strażnika Kluczy.
IX.
Ponieważ wybory się czasem przegrywa – to należałoby zagwarantować
samorządność prowincjom (czy krajom – zrobić jednolity podział). W
szczególności swobodę własnego ustroju. Tak to mają być państwa w
państwie! Po to żeby nie tworzyć państw poza państwem :) Proste. I po
to żeby móc zawsze uciec z centralnego życia w zacisze prowincji
(głownie jakby wybory się przegrało)
X.
Przedstawicielom prowincji aby zachować republikański charakter
zachowałbym prawo veta konstytucyjnego. Nie ukrywam, że sam chciałbym
zachować takie veto dla Wandystanu oraz dla Księcia (może jako
najwyższego arystokratę Republiki albo głowę Terytorium Centralnego :)
natomiast inne prowincje na zasadzie dwie prowincje to jedno weto. Tj
Baridas-Teutonia; Teutonia-Gellonia; Gellonia-Baridas.
Pe es: wiem że to sejensfikszyn :)
Ale myślę, że wspaniale sprawdziłoby się.
A może namówi się Księcia na test: rok republiki. Jeśli powie „wróćmy do monarchii” to wrócimy. To można zapisać jednym przepisem konstytucji.
khand Received on Sat 06 Jan 2007 - 12:28:14 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:16 CET