Rodzyn !
Oto kolejna część emocjonującej telenoweli internetowej "Jądro w
ciemności". Co tym razem spotka dzielnego Misia? Dowiecie się czytając
odcinek drugi pt. "Siedemnaście tchnień Celta".
Mieli się spotkać w lesie, w opuszczonej chatcę leśniczego. Porucznik
Agatka i Misio szli powoli uroczyskiem w stronę skrętu do dawnej
leśniczówki. Misio zatrzymał się, wyciągnął papierosa i spokojnym,
stanowczym głosem nie znoszącym sprzeciwu powiedział:
- Poruczniku, dalej pójdę sam. Niech sierżant Petlura przyprowadzi 2
pluton jako moją obstawę, tylko niech zrobi to po cichu. Zaś ty pani
porucznik zostańcie w obozie i pilnujcie obiadu - zakomenderował
kapitan, po czym spokojnym miarowym krokiem ruszył w stronę
leśniczówki. Peema miał przewieszonego przez ramię, mimo iż był
odbezpieczony. Nie spodziewał się pojmania go, jednakże zachował
odpowiednie środki ostrożności. Po 5 minutach marszu doszedł do
leśniczówki. Sprawdził ją. Nie było nikogo. Tak więc spokojnie
rozsiadł się przed wejściem i wyciągnął dropsy miętowe. Taak...
Papierosy i dropsy miętowe były jego jedynymi nałogami.
Dwie godziny później zaczął się niepokoić. "Katarzyna" spóźniał się
już o dwie godziny! Wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Zaczął
podejrzewać kocioł. Już chciał wyjmować stację radarowo-nadawczą,
ukrytą przemyślnie pod krzaczkiem jagód, kiedy nagle usłyszał:
- Chodźże tu, bo już nie wytrzymuję !
Słuch go nie mylił. Był to głos "Katarzyny". Misio wszedł do
leśniczówki i rozejrzał się.
- Tu jestem - jęknął "Katarzyna".
Misio podniósł głowę. "Katarzyna" wisiał na powale,
wciśnięty między żyrandol a framugę okna.
- Musiałem się ukryć. Podejrzewałem wsypę - powiedział zeskakując.
Uszkodzona w bitwie pod Wagarią rzepka przemieściła się z chrzęstem,
jednak agent zręcznie przemieścił ją z powrotem. Jak każdy podwójny
agent miał na sobie paradny mundur sturmfuhrera armii scholandzkiej.
Dla niepoznaki założył elegancką perukę marki "Strudelheim" i okularki
lennonki wz. 1934.
- Spodziewałem się kobiety - rzucił Misio na dzień dobry.
- Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ! - riposta "Katarzyny" była szybka.
Misio obejrzał sobie nowego agenta od stóp do głów. Nie wyglądał zbyt
okazale, ale przecież był mieszanką Sarmaty i Scholandczyka.
"Katarzyna" usiadł na stołku który podpierał drzw, wyciągnął
piersiówkę i pociągnął łyk. W pomieszczeniu rozniósł się zapach wódki.
Misiowi zebrało się na wymioty - nienawidził alkoholu. Powstrzymując
pawia znalazł drugi taboret i usiadł spokojnie.
- Nowy w interesie? - zapytał powoli.
- Nie. Nowy w tym rejonie. Niezły bałagan żeś tutaj narobił.
- Takie życie. Sie gra sie ma. Ale do rzeczy.
- Za 2 dni linią kolejową Athos - Krez będzie jechał pociąg wyładowany
amunicją i rannymi. Z informacji jakie posiadam wynika iż jest to
amunicja przeznaczona dla oddziałów tłumiących partyzantkę gellońską.
Dowództwo myśli, że to dobry cel na następną akcję.
- Jakie dowództwo? - zapytał podejrzliwie Misio.
- No dowództwo, sarmackie - niepewnie odpowiedział "Katarzyna".
- Aha. Na tym terenie to ja jestem dowództwem ! - zdenerwowany Misio
wyciągnął Lugera - Te sieroty co przegrały wojnę mogą mi tylko
proponować. Naucz się tego bo skończysz szybciutko jako pokarm dla
mrówek.
- Spokojnie, szefie, ruhig! Nie ma powodu do nerwów. Akcja jest prosta
jak pióro kukuła. Wystarczy znaleźć dogodne miejsce na zasadzkę i
bach! Załatwione. Ludzi Ci zdaje się wystarczy?
- Wystarczy - odpowiedział Misio bawiąc się pistoletem - Powiedzmy, że się zastanowię.
- Zastanów się - "Katarzyna" wstał i ruszył do wyjścia.
- Wiadomość zostaw w skrzynce kontaktowej numer 7.
- Siódemka to ten pojemnik na zużyte miny przeciwczołgowe?
- Tak jest.
- Jeszcze jedno. Amunicja z tego transportu ma być przeznaczona dla
oddziałów antypartyzanckich, tak?
- Dokładnie tak.
- A dla kogo przeznaczeni są ranni?
"Katarzyna" umilkł na dłuższą chwilę.
- Oni są dla...dla Wielkiego Wszechscholandzkiego Monstrum.
Po raz pierwszy od czasu pierwszego transportu do obozu pod
Misiem ugięły się nogi.
- Nie czas na pieprzenie. Trzeba do iść do roboty - powiedział
pospiesznie "Katarzyna" i począł kierować się w stronę drzwi.
- Czekaj - rzucił Misio tonem nie znającym sprzeciwu (rzucał nim
często) - Czemu to robisz?
- Co robię? - odpowiedział "Kasia".
- No, to wszystko. Całą tą konspirację od siedmiu boleści. Czemu to
robisz? Zastanawiałeś się nad tym? - zaczynał filozofować Misio. Im
stawał się starszy tym częściej myślał nad życiem.
- No robię to dla ojczyzny i dla kraju - odpowiedział bez namysłu "Katarzyna"
- Pierdolisz. Na pewno masz jakiś inny powód. No ale spieprzaj do
swoich scholandzkich przyjaciół. Do zobaczenia.
--
Michał bnt Czekański
Received on Wed 09 Aug 2006 - 05:22:47 CEST