Marcin Antczak - "Mała rewolucja"

From: Krzysztof Bojar <Yasioob_usunto_at_op.pl>
Date: Wed, 22 Feb 2006 16:21:52 +0100


"MAŁA REWOLUCJA" - Opowieść o tow. Zenonie "Wandzie" Przepżechowiczu

MOTTO
"Wszystko jest moralne, co prowadzi do zwycięstwa komunizmu"

                        W.I. Uljanow (Lenin)

	To był zwykły, słoneczny dzień. W majątku baronów Wieńsko ludzie podlegli jaśniepaństwu harowali w pocie czoła wiele godzin dziennie niezależnie od pogody, aby zaspokoić potrzeby swojego zwierzchnictwa, które żyło leniwie i zbytkownie.
	W tym oto czasie pałacowe toalety szorował młody, ubrany w łatane bądź zupełnie podarte szmaty, mężczyzna. Nazywał się on Zenon Przepżechowicz, znany też, szczególnie później, pod pseudonimem "Wanda". Podczas swojej pracy myślał o przypadkowo odebranym kilka dni temu podczas snu barona telefonie. Lenin... Tak, sam Lenin wtedy dzwonił. Wyznaczył on Zenonowi bardzo ważne zadanie, z którego ten sobie zdawał doskonale sprawę. Sam bowiem osiągnął podczas tamtej rozmowy stan świadomości klasowej, a teraz miał w tym pomóc innym podległym jaśniepaństwu.
	Usłyszał jakieś bicie i potworny krzyk na korytarzu. Do tego dołożyły się jeszcze jakiś szyderczy śmiech, kopanie i odgłosy plucia krwią. "Znowu ktoś podpadł baronowi. Lepiej nie będę się stąd wychylał, bo i mnie jeszcze taki sam los spotka" - pomyślał - "Ale to >>jaśniedraństwo<< (jak w myślach nazywał arystokratów) jeszcze nam za to zapłaci."
	Kilka godzin później towarzysz Wanda spojrzał na zegarek, który kiedyś dostał za wzorowe umycie okien w pałacu. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza. "Kolacja" - pomyślał - "Nareszcie". Wszyscy bowiem oczekiwali wieczornego posiłku, jako że wtedy dostawali godzinę czasu wolnego przed sne, a poza tym byli wówczas gorzej pilnowani przez strażników niż zwykle, wobec czego mogli swobodniej rozmawiać.
Tego wieczoru dostali to, co zwykle - papkę w puszce. Jedli ją palcami, jako że nie dawano im łyżek. Zenon przysiadł się do kilku swoich kolegów. Mieli oni doń zaufanie, więc kontynuowali przy nim rozmowę (aczkolwiek szeptem):
- Podkop to zły pomysł. Może by tak zgłosić się do wyjazdu na targ miejski albo do portu, a potem czmychnąć? - powiedział blondyn do siedzącego obok chudzielca.

KONIEC Received on Wed 22 Feb 2006 - 07:39:59 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Wed 08 Jan 2020 - 17:31:15 CET